Wolontariat misyjny, czyli poszukiwanie i odnajdywanie Boga we wszystkim.

Wszystko wokół przypomina, że wkrótce nadejdą najważniejsze dni dla chrześcijan. Na targach sprzedawane są wyplatane koszyki, dziergane ręcznie serwetki. Co drugi uliczny róg zajmują stoiska z palmami, sklepowe lady od dawna zapchane są czekoladowymi jajkami i zającami. Czy to wszystko ma jakikolwiek związek z prawdziwym świętowaniem? Czy w tym, co zewnętrzne nie zatraciliśmy sensu? Czasem niełatwo jest trwać całym sercem przy Panu, gdy wszystko wokoło zamiast do Niego przybliżać, rozprasza. A jednak… można szukać i odnajdować Pana Boga we wszystkim. Właśnie o tym była kwietniowa sobota misyjna.

            Jak przystało na współczesne czasy, spotkaliśmy się przed ekranami (za miesiąc ma się to zmienić, hurra! 🙂 ). Rozpoczęliśmy od wspólnej modlitwy, dzielenia się Słowem Bożym. Następnie o. Mateusz (nie, nie ten z Sandomierza) Ignaciuk podzielił się, co to oznacza, że możemy szukać i odnajdować Boga we wszystkim. We wszystkich stworzeniach, w relacjach – z Pan Bóg, drugi człowiek, ja sam, w naszej codzienności. Jak to św. Teresa przekazała, że Pan Bóg nawet pomiędzy garnki wchodzi. Ooo, a ja tak lubię czasem pogotować! ;). Bliskie były mi słowa o. Mateusza, podobne mojej życiowej postawie. Choć w niektórych sytuacjach, tych po ludzku trudniejszych, odkryć Boże działanie wcale nie jest tak łatwo, przynajmniej mi. Ojciec Mateusz zwrócił uwagę, że nie jest to niemożliwe. Sam podzielił się krótką historią ze swego życia, kiedy to wszystkie, z pozoru drobne, sytuacje zaczynały układać się w jakąś większą całość. Nasz gość powiedział, że w trudnych  chwilach bardzo ważne jest towarzyszenie drugiej osoby. To też może pomagać w odkrywaniu Bożej obecności. Pana Boga nie będzie „więcej” w długiej adoracji niż w Twoich obowiązkach, pracy, nauce, w zabawie z Twoimi dziećmi. Tylko pamiętaj, kochaj całym sercem.

            Jest to jednak proces, który trwa całe życie. Na przemian mamy momenty szukania i odnajdywania Pana Boga. Doświadczył tego także Jarosław Gumienny, który spędził wiele miesięcy w Indiach w ramach wolontariatu fundacji Domy Serca. Już kilkakrotnie mogliśmy poznać osoby, które wyjeżdżały do różnych krajów, by tam po prostu być, towarzyszyć ludziom w ich doli i niedoli. Jarosław przebywał w biednej dzielnicy Chennai. Tamtejszego ubóstwa nijak nie da się porównać z naszym. Jest naprawdę bardzo ubogo. Ludzie żyją w warunkach, w jakich nikt z nas nie chciałby się znaleźć. Jako epidemiologowi nie było mu zapewne łatwo. Boże wsparcie nieocenione. Jarosław właśnie tam szczególnie odnajdował Pana Boga we wszelkich drobnych sytuacjach, w spotkaniach z ludźmi. Uczył się otwartości na nowe zwyczaje. Poznał tamtejsze powitanie, które po polsku brzmi: „Czy jadłeś?”. U nas jest to takie oczywiste, tam niekoniecznie… Zobaczył dramat młodych ludzi, którzy wplątani są nierzadko w aranżowane przez rodziców małżeństwa. Bywał w sierocińcu, w szkole specjalnej, współorganizował obozy harcerskie dla dzieci, a nawet pielgrzymował. Pokazał nam wiele zdjęć. Bieda była widoczna na każdym kroku. Myślę, że to, czym się podzielił z nami w ramach misyjnego spotkania, to tylko niewielki ułamek tego, co tam przeżył, odkrył, zobaczył, z czym zmagał się na co dzień.

            Cieszę się, że mogłam brać udział w sobocie misyjnej. Nawet, jeśli nie odbywa się na żywo, zawsze jest pełna Bożej obecności, ubogaca świadectwami Bożych ludzi, inspiruje, otwiera oczy na coś więcej niż swój mały świat.

            A Ty, gdzie ostatnio spotkałeś Pana Boga? A może akurat poszukujesz? Niech Cię Duch Święty prowadzi i otwiera na Jego obecność. Wszędzie, we wszystkim.

            Może zechcesz sprawdzić, czy będzie też w maju u Sióstr? 🙂

Wiola M.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.