Czekoladę, pomarańcze, lody, torcik bezowy, kawę, a nawet schabowego można smakować. A życie…? Czy można smakować życie? Jak?? Odpowiedzi na te pytania szukaliśmy podczas soboty misyjnej.
Rozpoczęliśmy od najważniejszego – od spotkania ze Słowem Bożym. Czytaliśmy fragment niedzielnej Ewangelii o chwale Bożej i miłości wzajemnej, do której wzywa nas Pan. Za ks. Grzywoczem i wszystkimi osobami, które żyją w duchu ignacjańskim, przyznałabym, że można także smakować Słowo Boże, można się Nim nieustannie zachwycać, trwać, trwać… Tutaj takim słowem-kluczem dla mnie osobiście była miłość. Miłość Jezusa, miłość wzajemna okazywana przez nas, ludzi.
Po spotkaniu ze Słowem czas na spotkanie z ludźmi, drobne pogaduszki, herbatkę. I… na taniec! Taka mała chwila radości dla mnie, a tak wiele zmieniająca. Aż zaczęłam pytać siebie, dlaczego przestałam na co dzień tańczyć, ot tak, sama dla siebie? To tak zmienia nastawienie na bardziej pozytywne! Taniec z siostrami jest szczególny, tyle w nim spontaniczności, uśmiechu, radości. I ta cała przestrzeń muzealna wokół, instrumenty, barwy niecodziennych strojów. Czy to też można nazwać smakowaniem życia? O, według mnie zdecydowanie tak! : )Dalej s. Gosia przeprowadziła nas przez temat „smakowania życia”, życia w pełni, doświadczania świata wszystkimi zmysłami, bycia tu i teraz, w tej danej chwili całym sobą. W tym celu uczestnicy otrzymali pewne zadania, każdy inne, do zrealizowania w terenie. Jedni mieli intensywnie wąchać otaczające nas zapachy, inni dotykać, nasłuchiwać dźwięków dookoła i tych z wnętrza, z serca, a także uważnie przyglądać się temu, co wokół. Zmysł smaku sprawdzaliśmy później wszyscy razem. Och, jak przyjemne było to sprawdzanie! Z ćwiczeniem uważności, skupieniem na danej czynności, jakim było jedzenie owoców. Mieliśmy także zastanowić się, co nam to wszystko, czego doświadczamy, co słyszymy, widzimy, mówi o Panu Bogu, o tym, jaki On jest. To były cenne ćwiczenia, cenne dzielenie się nawzajem własnymi odkryciami. Poza dźwiękami przyrody (oraz zgrzytami maszyn i urządzeń w sąsiedztwie) bardzo ciekawie było wsłuchiwać się w mowę pewnej pani goszczącej u sióstr, w słowa w języku swahili. Brzmiały tak melodyjnie, przyjemnie dla ucha. To także „smakowało”, mimo niezrozumienia.
Następnie s. Lucy pozwoliła nam nieco zasmakować życia w Mauretanii, pokazując zdjęcia stamtąd i opowiadając o swoim pobycie tam. Jest to kraj pustynny, prawie w całości muzułmański, z niewielką liczbą księży i kościołów (sześć w całym państwie, jeśli dobrze pamiętam). Katolicy są jedynie przybyszami, nie pochodzą z tego państwa. Mimo to siostrom udało się bezkonfliktowo żyć w tamtejszej społeczności, choć w niektórych miejscach publicznych musiały zdejmować krzyże, by nie prowokować innych.
Kiedy my słuchaliśmy opowieści, s. Ania w kuchni przyrządziła dla nas mnóstwo pyszności! I znów mogliśmy smakować – tym razem wyśmienity obiad. Po pogaduchach i porządkach spotkaliśmy się z Panem Jezusem w Najświętszym Sakramencie.
Smakowanie chwili, cieszenie się czyjąś obecnością, uważność w tym, co robimy, wyczulenie na piękno świata i doświadczanie go wszystkimi zmysłami – to takie z pozoru małe czynności, a tak ważne. Szkoda, że czasem tak bardzo pędzimy, tak dużo mamy do zrobienia, że nie widzimy, jak piękny może być „zwyczajny” księżyc na niebie, jak ciekawie smakują owoce, które zjadamy na co dzień, jak wiele odcieni może mieć zieleń.
Zasmakuj życia całym sobą, zachwyć się nim na nowo! Jeśli jeszcze nie wiesz, od czego zacząć, zajrzyj do sióstr misjonarek. One na pewno Ci pomogą. : )
Wiola M.