SAMRAWIT CZYLI PAN JEZUS Z TIGRAJU

Samrawit – co za piękne imię i jak rzadko spotykane w Polsce – od wczoraj mieszka w Lublinie. Ona i je dwie koleżanki z Etiopii namieszały sporo w moim życiorysie w ostatnich trzech dniach.

W ostatnią sobotę, otrzymałem od Tomka Sieniowa wieść (pomaga prawnie uchodźcom w Instytucie Państwa Prawa w Lublinie, szef), że są trzy dziewczyny z Etiopii, cudem wydostały się z Tigraju, jednej z prowincji w tamtym kraju. W Tigraju, chyba słusznie zbuntowanym wobec rządu krajowego, władze rozpoczęły krwawą rzeź (nożami i bronią palną), nazwaną oficjalnie stabilizacją sytuacji. Samrawit udało się uciec, najpierw do Ugandy, potem przez Turcję trafiła do Polski. Jasne, niewielu z nas wie, gdzie Etiopia, a już Tigraj to kosmos, ja akurat wiem, bo często pijam kawę etiopską. Ale, nie łudźmy się, jak Putin ruszy na Ukrainę, a potem na Polskę (czemu nie, ponad 200 lat temu jego poprzednicy skutecznie Polskę podbili, przy cichej zgodzie całej Europy), mało kto w Kanadzie czy Australii potrudzi się, aby odnaleźć na mapie tak dziwnie brzmiące nazwy jak Lwów czy Lublin.

Wspomniany pan Tomek zapytał, czy mogę jakoś pomóc Samrawit i jej koleżankom, palnąłem od razu, że pomogę. Ale Samrawit może przyjechać do Lublina w poniedziałek wieczorem. A przecież w Polsce jest weekend, Najświętszy Weekend, znaczy się wielkie polskie pijaństwo i długie spanie.

Nie damy się, pomyślałem, spróbujemy. W sobotę wieczorem zajechałem do rozmodlonych  Sióstr Białych w Lublinie (połowa jest oczywiście czarnoskóra), zgodziły się, że mają jeden wolny pokój, a jak pomyślały, wyszło im, że nawet trzy. Dobrze, dziewczyny z Etiopii mają już dach nad głową. Pan Tomek tego samego dnia oznajmił, iż przyśle mi jeszcze czteroosobową rodzinkę z Kuby, a znajoma, wspaniała Wiola z Ośrodka dla Cudzoziemców zapytała, czy znajdę mieszkanie dla sześcioosobowej familii z Afganistanu. Phi, ja nie znajdę, ale Wszechmogący załatwi to w pół godziny. Załatwił, bo obudziłem pewną sprytną Nazaretankę, wyszła do mnie w piżamie, ale wyglądało jakby była w habicie. Jakby nie było, oddała uchodźcom „klasztorek”, czyli dwanaście pokoi, dwie sale i kaplicę (nie wiem czy się przyda, jak się okaże, że goście

wzywają Allacha, zobaczymy). Potem jeszcze dołączyły się Franciszkanki Misjonarki Maryi, Ojcowie Biali i dwoje niehabitowych lublinian, m.in. emerytowana profesor filozofii z UMCS). I wtedy pomyślałem sobie, dobrze, panie Tomku i pani Wiolu, śmiało przysyłajcie tu nawet pół Etiopii i całą Kubę, dla Wszechmocnego to pikuś.

Za wodę, gaz, światło, trzeba zapłacić, normalna rzecz. Dzwonię do zaprzyjaźnionego Biskupa, będzie przez pół roku wpłacał po 1500 zł, zaprzyjaźniony kardynał dorzucił dwa razy więcej, dwóch innych jeszcze nie wiem ile, ale się dołączą. Prócz Kleru inni też, numer konta podaję na końcu.

Zatem w niedzielę wieczorem Wszechmogący zabukował prawie 40 miejsc, w tym chyba cztery w Łodzi.

Samrawit, dziękuję, nie było miejsca dla Pana Jezusa w Betlejem, ale w Lublinie jest miejsce dla Ciebie, Twoich koleżanek z Tigraju i dla połowy Etiopii, niech przybywają. Wszechmogący ma tu na Ziemi nieskończenie wiele mieszkań. Samrawit, w Tobie przecież Pan Jezus z Tigraju przybył, już mamy Boże Narodzenie!

Na zdjęciu jesteś z Anną Fridą, z sióstr biało – czarnych, całej Twojej Jezusowej twarzy nie dołączam, bo nie śpią zbiry, które chcą tylko Polski dla Polaków.

tekst: ks. Mieczysław Puzewicz
źródło: www.itinerarium.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.