Pomarańczowy czy cytrynowy?

 

Barwy, zapachy, kształty, faktury, detale… Kobiety to zapamiętują. Dla kobiet są one bardzo ważne. Każde spotkanie jest pełne takich szczegółów. A jeśli jakieś drobne gesty wypływają z głębi serca, z czyjejś dobroci – mogą zostać zapamiętane przez całe życie. Jeśli dobrniecie do końca tego artykułu, może dowiecie się, co pomarańczowe, a co cytrynowe. O ile nie zapomnę o tym wspomnieć : ).

 

 

Punktualnie o godzinie dziesiątej osoby z różnych zakątków Polski zaczęły przybywać… Nie, nie na Powstańców Śląskich, a w wirtualnej przestrzeni. Jeszcze trochę i może znów będzie inaczej. Sobota misyjna rozpoczęła się od krótkiej modlitwy i wspólnego Lectio Divina. Była też chwila na dzielenie się Słowem (jak Pan Bóg do nas przemawia przez Nie).

Potem krótka przerwa, więc dwa łyki herbaty, kawałek ciasta i… A co się działo u innych, nie wiem : ). „Na żywo” byłyby zapewne tańce afrykańskie, dudniące bębny, dźwięczne grzechotki czy piosenki w swahili. W tym czasie dołączyli pierwsi zaproszeni goście, Agnieszka i Henryk, którzy opowiedzieli co nieco, jak to jest żyć w małżeństwie i jak to z nimi było.

No, to teraz chwila prawdy – zaczęło się od… pomarańczowych spodni. I pewnego kursu w czasach licealnych. Nie będę jednak zdradzać szczegółów, żałujcie, że nie wpadliście do naszej wirtualnej przestrzeni! Małżonkowie opowiedzieli o kolejnych etapach ich relacji. Wspomnieli, iż ważne jest, by dobrze nawzajem się poznać, w różnych sytuacjach, dużo ze sobą rozmawiać. Wtedy widać, czy wyznawane zasady, wartości łączą czy dzielą. Podobno dla wierzących mężczyzn dużym wyzwaniem jest znaleźć kobietę, która nie tylko będzie wyznawała podobne wartości, ale będzie też piękna. I Henio miał takie dylematy. Jednak szczęśliwie się udało! Ba, nawet bardzo szczęśliwie! Żona jest coraz piękniejsza! Po kilkunastu latach małżeństwa oboje przyznają, że do tej pory się nie pokłócili. Owszem, bywają kryzysowe, trudne chwile. Potrzeba wtedy więcej umiejętności komunikacyjnych, bystrej obserwacji (czy ze strony żony nie nadchodzi już burza z piorunami! I jak ją załagodzić 🙂 ), ale… da się! Żyć w zgodzie, w atmosferze przyjaźni, cierpliwości, łagodności, ciepła i taki dom dobrych relacji budować dla dzieci. Wspólna i osobista modlitwa też w tym pomagają, jak również przynależność do wspólnoty religijnej oraz sięganie po autorytety w sprawach małżeńskich, wspólne słuchanie konferencji, czytanie lektur (uff! Przestanę mieć wreszcie wyrzuty sumienia, że nieustannie zamęczam pewną osobę mądrymi lekturami i rozmowami. Skoro małżeństwo to poleca, to znaczy, że działa 😉 ). Usłyszeliśmy także co nieco o wychowywaniu dzieci. Była chwila na komentarze, pytania, by za moment…

 

… przenieść się baaardzo daleko. Do Brazylii! Zabrała nas tam Kamila, która podzieliła się swoim półtorarocznym wolontariatem w Fundacji Domy Serca. Najpierw obejrzeliśmy barwny, radosny filmik, pełen tańca, uśmiechów. Wydawać by się mogło, że tak właśnie wyglądało jej codzienne życie tam. Beztroskie, lekkie. Nic bardziej mylnego. Kamila wraz z innymi wolontariuszami mieszkała w biednej dzielnicy. Towarzyszyła tamtejszym ludziom w ich biedzie, trudnościach. To była jej misja: bycie, obecność. Drobne gesty życzliwości, świętowanie z kimś urodzin, zabawa z dziećmi. I zapach, smak cytrynowego ciasta, który jedna z osób zachowała w pamięci  przez dwadzieścia lat. Tyle lat temu otrzymała pomoc z rąk pierwszych wolontariuszy i między innymi takie właśnie ciasto. Niezapomniane do dziś. Jakie Ty masz wspomnienia sprzed dziesięciu, dwudziestu lat? Może zapach kakao, które ktoś przygotował dla Ciebie, gdy bardzo zmarzłeś? Może szum suszarki, kiedy ktoś Cię wysuszył, gdy przemokłeś? A może podaną chusteczkę, gdy byłaś smutna? Pamięć jest ulotna, ale takie gesty dobroci, miłości czasem zapamiętuje się na całe życie. Jak nas zapamiętają ci, z którymi żyjemy na co dzień? Z gestów pełnych życzliwości czy złości? Chyba każdy powinien pracować nad sobą nieustannie. Kamila szczególnie doświadczyła, co oznaczają słowa „Bóg Wcielony”, jak Bóg przemawia przez człowieka i jak ważne jest, by słuchać Bożych natchnień we własnym sercu.

Pomarańczowe, cytrynowe, a może inne… Ważne wydarzenie, które wpłynęło znacząco na Twoje życie… A może była to któraś z sobót misyjnych? A może mógłbyś za miesiąc tak długo nie spać i wpaść do Sióstr na chwilę? Będziesz mile widziany, jestem tego pewna 🙂 .

Wiola M.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.