Niedziela 29 maja 2022 roku. W miejscowości Kanie niecodzienne poruszenie. Co chwila w okolicę parafii przybywa kolejny tłumek ludzi. Chodzą tu i tam, czegoś szukają, coś przynoszą, rozmawiają, podśpiewują, robią zdjęcia… – jednak całkiem przyjemny to rozgardiasz. Niezwyczajny chyba to widok w tej małej miejscowości, zwłaszcza, że większość z tych osób pochodzi z różnych kontynentów, co widać już na pierwszy rzut oka.

Ale… o co tak naprawdę chodzi? Zanosi się na jakąś niemałą uroczystość. I tak było w rzeczywistości! Siostra Ania Wójcik, misjonarka, tego dnia miała złożyć śluby wieczyste. To dla niej to wszystko. I dla Tego, Który ją powołał. O godzinie 10:00 w parafii pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła rozpoczęła się uroczysta Msza Święta, którą celebrował bp Adam Bab. Śpiewy w różnych językach, tak samo i modlitwa, towarzyszące im rytmiczne dźwięki, procesja z darami z udziałem dzieci, piękno strojów Sióstr białych – to wszystko nadało podniosłego charakteru. Cała Liturgia była starannie dopracowana, a jednocześnie w tym bogactwie wszystko było tak proste, skromne. Dzięki temu to, co najważniejsze, pięknie zostało podkreślone. Cała piękna była też s. Ania! Jej uśmiechnięta twarz wskazywała na radość, Bożą radość. I jakiś spokoj, mimo organizacyjnych stresów. Kazanie wygłosił o. Paweł. Przypomniał o tym, co to znaczy być świadkiem Chrystusa, „chrystusokształtnym”. Czystość, ubóstwo, posłuszeństwo – wierność tym trzem cnotom ślubowała s. Ania przed Panem Bogiem. Bp Bab wskazał, iż tak, jak s. Ania wygląda osoba szczęśliwa. A prawdziwie szczęśliwy jest ten, kto szczęścia szuka z Bogiem.

Po uroczystej Eucharystii, po zdjęciach, kolejnych śpiewach w afrykańskim rytmie, po życzeniach goście udali się na wspólne świętowanie „Pod orzechami”. I to dosłownie, bo – choć nie siedzieliśmy w ogrodzie w cieniu liści orzechowców – to znaleźliśmy się na ulicy Orzechowej w domu weselnym o wspomnianej nazwie. Prawdziwa weselna uczta nas czekała! Jak to po zaślubinach, tutaj szczególnych, bo z Najwspanialszym Oblubieńcem. Prawie jak w Kanie Galilejskiej. Choć my już w Kaniem nie byliśmy, udaliśmy się do innej miejscowości. Kiedy gościlismy się za stołami zastawionymi apetycznymi smakołykami, mogliśmy się lepiej poznać. Każdy z obecnych przedstawił się, powiedział kilka słów o sobie. A że było nas sporo, nie wiem, czy ktokolwiek byłby w stanie wszystkich zapamiętać. No, pewnie jedynie sama s. Ania umiałaby wymienić wszystkie imiona! Moc pogaduch, trochę tańców i uroczyste wejście tanecznym krokiem i z afrykańskim śpiewem na ustach z przepysznym tortem, który dzieliła s.Ania.

Dobry czas świętowania powoli dobiegł końca, goście zaczęli się rozchodzić. Miło było jechać w stronę Lublina, podziwiając zielone łąki wokół, złociste pola rzepaku, pławiące się w blasku słońca. Piękne pagórkowate tereny, aż chciałoby się tam pospacerować.

Cały dzień był piękny. Piękna Eucharystia, piękne świętowanie, piękne stroje i pogoda się później wypiękniła. Ale i tak najpiękniejsze tego dnia musiało być serce s. Ani. W pełni oddane Jezusowi. Napełnione Nim po brzegi.

„Jezus rzekł do sług: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi.” J 2, 7

Niech Pan wypełnia każdy dzień Siostry i prowadzi Jego ścieżkami. Wielu Bożych Łask na każdy czas!

Wiola M.