Laudato si w naszej szkole.

Idea tego wydarzenia była prosta. Wiedząc, że nie da się zmienić całego świata za pstryknięciem palca, chodziło o to by zmienić środowisko w którym codziennie spędzamy połowę dnia, 5 dni w tygodniu – naszą szkołę. Inspiracją był, nie kto inny jak sam papież Franciszek i jego już tak głośna encyklika Laudato si.

Otóż, świat w którym przyszło nam funkcjonować jest bardzo brudny. Problem śmieciowy jest wszędzie, ale tu jakby na potęgę. Śmieci są wszędzie – w kanałach odprowadzających deszczówkę, na polach, koło domów, na ulicy, koło ulicy i wszędzie gdzie tylko sięgnąć wzrokiem. W samym Tamale są całe parki, gdzie pod drzewami składowane są śmieci. Wysypiska śmieci pod drzewami.

I paradoksalnie moje pierwsze lekcje z dziećmi w szkole były właśnie na ten temat: o zanieczyszczeniu środowiska, a w tym defekacja na zewnątrz.

I właśnie temu miał służyć tydzień Laudato si w naszej szkole. Aby pokazać na przykładzie szkoły jak dbać o środowisko. I choć to praca od postaw polegająca na mówieniu dzieciom „nie rzucaj woreczka pod nogi, wrzuć go do kosza” to przecież od czegoś trzeba zacząć.

Zaczęliśmy od zamówienia koszy z firmy wywożącej śmieci. I tak oto 8 nowych koszy stanęło na terenie naszej szkoły. Ale żeby lekcja czystości się utrwaliła, podjęliśmy decyzję o włączeniu wydarzenia w obchody Sport’s week w naszej szkole i tak oprócz sprzątania szkoły zorganizowaliśmy gry i zabawy zespołowe by nauczyć się współpracować, motywować nawzajem, wspierać i pomagać.

Zaczęliśmy od wczesnego rana. Dzieciaki latały po szkole z miotełkami, koszami i zbierały najdrobniejsze kawałki plastiku z naszego szkolnego podwórka. Uporządkowane zostały nasze przyklasowe ogrody, a skały wokół nich pomalowane zostały na biało. Każdy woreczek foliowy skrzętnie wydrapany z ziemi i wrzucony tam gdzie jego miejsce – do kosza! Grabienie liści, zadbanie o miejsce gdzie spożywamy posiłki oraz toalety. Nasza szkoła naprawdę odmieniła swój wizerunek. A po dłuższej przerwie nie sposób było odmówić sobie dobrej zabawy po dobrze wykonanej pracy. Zaczęliśmy naszą naukę przez zabawę. I tak rozpoczął się Wielki Turniej 4 Domów! No dobrze – sama wymyśliłam tę nazwę, ale brzmi fajnie, prawda? 😉

Nasza szkoła dzieli się na 4 Domy. Dom Matki Teresy, Dom Peter Derry, Dom st. Augustine i Dom Wangari Maathai. Każdy z Domów ma swoich nauczycieli, którzy tym razem stali się kapitanami drużyn. Każdy dom ma swoje barwy, swoje hasło, okrzyk, a nawet piosenkę. Wyobraźcie sobie co to był za turniej! Do każdej konkurencji Dom wysyłał swoich przedstawicieli – najlepiej przygotowanych w danej dziecinie. Pierwsza konkurencja to Lava – poruszanie się drużyny po papierowych kaflach, których było za mało względem ilości uczestników. Cel- wspólnie dotrzeć jak najszybciej do celu. Konkurencje dzieliliśmy na chłopców i dziewczynki. Co to za emocje! Bo przecież każdy ma równe szanse, a do celu ten sam dystans. Okrzyki, aplauz, doping! I tak na miejsce dotarli pierwsi zwycięzcy, którzy zdobyli punkty dla swojego Domu. Kolejna konkurencja to Caterpillar  – marsz dzieci do celu z balonami pomiędzy nimi, w taki sposób, aby nie upuścić żadnego balona, jednocześnie nie używając rąk do pomocy. Tutaj Domy szły łeb w łeb i co rusz jakiś balon pękał- a to oznaczało powrót na start i rozpoczęcie od nowa. I już wydawało się, że jeden z Domów wygra, ale upuszczenie balona spowodowało cofnięcie się do linii startu i raz jeszcze. Ekscytacja wśród dzieci i nauczycieli były tak duże, że każdy wchodził na boisko i podążał śladami uczestników by dopingować. Sama nie spodziewałam się, aż tak wielkich emocji – toż to prawdziwa olimpiada! I jeszcze ta sztafeta: skoki w workach, bieg z jajkiem na łyżce, skoki na jednej nodze i bieg z zawiązanymi oczami.  Dla naszych dzieciaków nie ma przeszkód nie do przejścia! Ale zegarek niemiłosiernie zaczął wskazywać koniec. Ale to nic, bo przecież to tydzień sportowy, znaczy 5 dni dobrej zabawy 😉

Kolejny dzień był poświęcony QUIZ’owi. Druga odsłona Wielkiego Turnieju 4 Domów. Tym razem z boiska przenieśliśmy się w cień Neem Tree, gdzie pod koronami drzew odbyła się walka na wiedzę. I tak oto padały pytania z zakresu języka angielskiego i francuskiego, matematyki i innych dziedzin, z którymi dzielnie musieli radzić sobie kolejni przedstawiciele każdego z Domów. Tego dnia najwięcej punktów zdobył Dom St. Augustin, ale spokojnie, nie wszystko stracone. Kolejny dzień przyniesie Wielki Turniej Piłkarski, każdy Dom wystawia swoją 11-stkę do walki o Puchar Domów. Dwa kolejne dni okazały się piłkarską walką o zwycięstwo. Tytuł najlepszych piłkarzy zdobył Dom Peter Derry, ale że to wielkie święto sportu to wystarczyło czasu na ten najbardziej szalony mecz: nauczyciele Vs. Uczniowie. Co to był za mecz! Temperatura około 40 stopni, z nieba leje się żar, pod nogami rozgrzany czerwony piach, a my biegamy za piłką po przeogromnym boisku! Ale radość i ubaw bezcenne tak dla nas – nauczycieli, jak i dla dzieci.

W ostatecznej punktacji zwyciężył Dom Peter Derry. Puchar Domów należy się właśnie jemu. Ale pamiętajcie – za rok kolejny Wielki Turniej 4 Domów – i ponowna walka o żółtą koszulkę lidera 😉

Bo na wszystko jest czas i na naukę, i na pracę i na dobrą zabawę. Ile zostanie w sercach i głowach tych młodych ludzi – nie wiem. Zabawa dobiegła końca, zaczynamy kolejny tydzień nauki. I teraz znowu nasza rola – nauczycieli – by na nowo przypominać, że miejsce plastikowego woreczka jest w koszu. Kto wygra ten Turniej?

tekst: Aneta Rzepecka (wolontariuszka w Ghanie)

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.