Misja w Tunezji

Kiedy w piątej klasie uczyła się historii antycznej, Kartagina wydawała się jej taka odległa. – A teraz jestem w tym miejscu. I przypominam sobie naszą panią z historii, która opowiadała o zburzeniu Kartaginy – uśmiecha się s. Iwona Cholewińska.

To była III wojna punicka, w latach 149-146 przed narodzeniem Chrystusa, pomiędzy Republiką Rzymską a Kartaginą. Wiosną 146 roku Rzymianie zajęli kartagińskie porty skąd przypuścili atak na obronne wzgórze Byrsa. Miasto zostało zrównane z ziemią. Do dziś po dawnej cytadeli na wzgórzu pozostały ruiny. Miejsce nazywa się Akropolium. A obok starożytnych murów, wznosi się piękna bazylika. Wybudował ją w orientalnym stylu, Prymas Afryki, kardynał Karol Lavigerie, założyciel misjonarzy i misjonarek Afryki. Poświęcił ją na krótko przed swoją i śmiercią. Tam też został pochowany. Dopiero potem ciało kardynała trafiło do Rzymu.

Od prawej do lewej

Siostra Iwona ze zgromadzenia Sióstr Najświętszej Maryi Panny Królowej Afryki, trafiła do Kartaginy czyli dzisiejszego Tunisu, stolicy Tunezji w 2017 r. – W dzieciństwie czytałam o Kartaginie. Nawet nie marzyłam, że kiedyś tu będę żyć na co dzień – mówi. O Tunezji wiedziała, że to piękny turystyczny kraj, palmy, morze, góry, gaje oliwne i pustynia. – To były pierwsze wyobrażenia. A teraz, jako misjonarka odkrywam ludzi. Uczę się ich języka i kultury.

Na przedmieściach Tunisu misjonarki prowadzą bibliotekę. Dzielnica nazywa się La Marsa. – Niektórzy śmieją się, że mieszkam na Marsie – żartuje s. Iwona. Dzielnica zamieszkana jest w większości przez muzułmanów. Do biblioteki przychodzą dorośli i dzieci. – Nasza biblioteka powstała na początku dla uczniów, którzy potrzebowali książek i pomocy naukowych. Wtedy nie było jeszcze internetu. Dziś prowadzimy tu korepetycje dla dzieci ze szkoły podstawowej – mówi.

W Tunezji są trzy języki. Dialekt tunezyjski, francuski i arabski klasyczny. – W tym samym czasie dzieci uczą się arabskiego i francuskiego. To nie łatwe, bo alfabet jest inny i nawet kierunek czytania. W arabskim czytamy z prawej do lewej. A na co dzień wszyscy mówią w tutejszym dialekcie – objaśnia.

Babcia też przychodziła

Biblioteka prowadzona przez siostry to miejsce spotkania ludzi różnych religii. – Nasze siostry są w Tunezji od 135 lat. Już kolejne pokolenia tutaj znają siostry. Każdego roku gdy mamy zapisy, przychodzi babcia z wnuczkiem i mamą. Bo babcia, muzułmanka, sama była uczennicą sióstr – mówi s. Iwona.

Muzułmańscy sąsiedzi ufają siostrom. – Ludzie wiedzą, że u nas dzieci są bezpieczne. Jesteśmy tam, aby im pomagać. Uczymy je języka, rozmawiamy o wartościach wspólnych dla chrześcijan i muzułmanów. Pomoc drugiemu człowiekowi, szacunek i akceptacja, odkrywanie własnej wartości. Taka Ewangelia w praktyce – mówi s. Iwona.

W bibliotece zajęcia trwają od 14-tej do 16-tej. A potem do 17-tej jest czas na zabawę. – To duża radość, gdy widzę jak na początku dzieci przychodzą takie nieśmiałe, a po kilku tygodniach nabierają pewności siebie, odkrywają swoje talenty – mówi. Misjonarki widzą owoce swej pracy. – Przychodzą dorosłe osoby, którym siostry pomagały w nauce. Teraz są nauczycielami, lekarzami, pracownikami kultury…

Śladami świętych

Siostrze Iwonie podoba się tunezyjska kultura.Lubi tutejszy czerwony kuskus. I to, żeludzie są gościnni. – Tu ważna jest wspólnota i co myślą inni – mówi.W dzielnicy la Marsa, gdzie pracowała, jest dom, w którym mieszkał kardynał Lavigerie. Ta dzielnica to cześć dawnej Kartaginy. W obrębie starożytnego miasta znajdują się też ruiny rzymskiego amfiteatru. W czasie igrzysk, prawdopodobnie 7 marcu 203 roku, zginęły tu męczeńsko święte Perpetua i Felicyta. Są również miejsca związane ze św. Cyprianem i św. Augustynem. I jest szczególne miejsce, gdzie ludzie przychodzą popatrzeć na morze. To zielone wzgórze, z którego święta Monika płakała za świętym Augustynem. W Tunisie misjonarki prowadziły przez wiele lat college imienia św. Moniki. Dziś jest tam uniwersytet.

S. Iwona opowiada też o pobycie wmiasteczku, Kef, przy granicy w Algierią. – Mamy tam wielu przyjaciół. Jest tam grupa kobiet, które z jedna siostrą stworzyły klub czytelnika. Przez miesiąc wszystkie czytają jedną książkę a pod koniec miesiąca rozmawiają o niej. I to już trwa od kilkunastu lat. Choć tamtej siostry już dawno nie ma – opowiada misjonarka.

Arabskie szczęść Boże

Od niedawna s. Iwona studiuje w Rzymie na Papieskim Instytucie Studiów nad Islamem (PISAI). Poznaje religię muzułmanów. Po co to misjonarce? – Aby rozumieć ludzi, z którymi żyjemy na co dzień. Wiedzieć co dla nich ważne, jak wierzą. Kiedy się poznajemy nawzajem, wtedy znika nieufność i uprzedzenia. Czasem tak ich wiele na świecie – zauważa. Uczy się języka arabskiego oraz o arabskiej kulturze. – Moi przyjaciele uczyli się i polskiego i arabskiego i twierdzą, że to taka sama trudność – śmieje się. Najtrudniejsza dla niej w arabskim jest wymowa niektórych głosek, których nie ma w polskim. – Są np. litery „gardłowe”, które trzeba wypowiedzieć „z głębokości”. Niektóre wypowiada się na wydechu, inne na wdechu. Albo słowo jest zbudowane z trzech liter. I wtedy tylko wypowiadana samogłoska zmienia znaczenie wyrazu – tłumaczy. I zachwyca się pięknem potocznego języka. – Pan Bóg jest w nim obecny, nawet „automatycznie”. W dialekcie tunezyjskim gdy mówisz dziękuję, to dosłownie słowoiعàyyšek يــعَـيّـشِـك oznacza „Niech Bóg obdarzy Cię dobrym życiem”. A gdy się witasz mówisz „nhârek mabrûk” نهارك مَـبـروك, czyli „Niech twój dzień będzie błogosławiony”. To jak nasze Szczęść Boże.

autor : Krzyszto Blazyca. 

źródło: https://www.malygosc.pl/doc/6695660.Siostra-z-Marsa