Z radością informujemy, że oficjalne otwarcie wspólnoty w Ouarzazate miało miejsce w niedzielę 14 lipca.

Ceremonia odbyła się w jedynym istniejącym kościele, św. Teresy, który jest połączony z domem sióstr. Eucharystii przewodniczył kardynał Cristóbal López Romero. Co ciekawe, był to jedyny raz, odkąd tu jesteśmy, kiedy nie było innych osób poza nami.
Być może był to znak, że jesteśmy powołane do przeżywania naszej misyjnej obecności w tym miejscu z dyskrecją, prostotą i wiarą. Celebracja była rzeczywiście momentem głębokiej refleksji dla każdej z nas. Słowo Boże prowadziło nas poprzez powołanie proroka Amosa (7, 12-15) i przypomnienie naszego powołania przez Pana „przed założeniem świata”, abyśmy w tym miejscu byli „święci i nieskalani przed Jego obliczem w miłości” (Ef 1, 3-14). Zostaliśmy posłani mocą Jego Ducha, aby realizować tutaj misję, którą powierzył nam poprzez Zgromadzenie, dając nam niezbędne wskazówki (Mk 6, 7-13).
Kardynał Cristóbal podkreślił, że naszą misją tutaj jest zaoferowanie obecności i świadectwa Chrystusa ludności lokalnej. Jesteśmy tu, aby wprowadzić nasz charyzmat do diecezji Rabat, a dokładniej do Ouarzazate. Przytoczył fragment książki Eloi Leclerc „Sagesse d’un pauvre” („Mądrość ubogich”), strony 138-139, dotyczący misji ewangelizacyjnej:
„Zacznijmy więc coś robić. Ale od czego powinniśmy zacząć? Najpilniejszą rzeczą – odpowiedziała Françoise – jest pragnienie posiadania ducha Pana. Tylko On może uczynić nas dobrymi, zasadniczo dobrymi, z dobrocią, która jest jednością z naszą najgłębszą istotą. Pan posłał nas, abyśmy ewangelizowali ludzi. Ale czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym, co to znaczy ewangelizować ludzi? Ewangelizować człowieka, to powiedzieć mu: Ty też jesteś kochany przez Boga w Panu Jezusie. I nie tylko to powiedzieć, ale naprawdę o tym pomyśleć. I nie tylko myśleć, ale zachowywać się wobec tego człowieka w taki sposób, aby poczuł i odkrył, że jest w nim coś zbawionego, coś większego i szlachetniejszego, niż myślał, i aby obudził się do nowej samoświadomości. To właśnie oznacza głoszenie Dobrej Nowiny. Możesz to zrobić tylko oferując mu swoją przyjaźń. Przyjaźń prawdziwą, bezinteresowną, bez protekcjonalności, opartą na zaufaniu i głębokim szacunku”.
Kolejnym ważnym momentem uroczystości było podpisanie protokołu ustaleń między diecezją Rabatu a naszym Zgromadzeniem. Ważne były również ostatnie słowa s. Angeli Kapitingana, przełożonej generalnej naszego Zgromadzenia, z których chciałabym zacytować kilka fragmentów:
„Być może jest nas niewiele, ale historia wielokrotnie pokazała nam, że nawet mała grupa, zjednoczona wspólnym celem i kierowana wiarą, może dać głębokie świadectwo. W początkach naszego Zgromadzenia garstka ośmiu kobiet odważyła się zostać misjonarkami. Dziś inspiruje nas ich odwaga i poświęcenie, by podjąć tę nową podróż do Ouarzazate.
Otwarcie tej wspólnoty jest świadectwem naszej niezachwianej wiary i naszego zaangażowania w codzienne przeżywanie synodalności. Nasza misja rozciąga się na każde serce, które dotykamy, i na każde życie, które napotykamy. Jesteśmy wezwani do obecności, słuchania i działania. Jesteśmy powołani, aby być rękami i stopami Chrystusa w świecie, który tęskni za współczuciem.
Realizujmy tę misję z radością i determinacją, wiedząc, że nasza siła tkwi w jedności i wierze. Jesteśmy misją, a nasza dzisiejsza obecność tutaj jest świadectwem przemieniającej miłości Zmartwychwstałego Pana, który wzywa nas do wspólnej podróży, gdy rozszerzamy nasz namiot”.
Od naszego przybycia tutaj, 12 czerwca 2024 roku, na wiele sposobów doświadczyłyśmy Miłości zmartwychwstałego Pana, który z pewnością nas poprzedził. Byłyśmy bardzo poruszone ciepłym przyjęciem przez miejscową ludność. Już po kilku dniach zostałyśmy zaproszone przez naszych sąsiadów na święto Eid al-Adha. Zostałyśmy hojnie poczęstowane marokańską herbatą, tradycyjnymi ciastami, orzechami i pysznym domowym chlebem, w towarzystwie brochettes z pieczonej jagnięciny. Był to czas dzielenia się między kobietami, poznawania ich trosk związanych z brakiem formalnego zatrudnienia, wzrostem kosztów utrzymania, wysokim wskaźnikiem rozwodów, a także radości z bycia razem, poznawania się nawzajem i oferowania szczerej gościnności oraz pomocy we wszystkim, czego możemy potrzebować.
Zaproszenia były kontynuowane w kolejnych dniach. Zostałyśmy zaproszone do rodziny mężczyzny, który pracował dorywczo dla parafii, podlewając ogród, gdy nikogo nie było, oraz do domu przewodniczącej grupy kobiet szyjących, zainicjowanej przez Thérèse, świecką Francuzkę, która wraz z Danielem, swoim mężem, prowadziła misję przez ostatnie cztery lata. Innego dnia, przyjaciółka sióstr FMM, które tu były wcześniej, przyniosła ogromny kuskus. Wszystkie te chwile były cenne, aby poznać ludzi i kontekst, ale także doświadczyć, jak bardzo chrześcijańska obecność tutaj jest przez nich doceniana i szanowana. Ilekroć przedstawiałyśmy się jako siostry mieszkające w „kanisie” (kościele), ludzie wyrażali swoją radość i wielu dzieliło się dobrymi wspomnieniami przeżytymi z siostrami w przeszłości.
Szybko zaczęłyśmy mieć lekcje „darija” (lokalnego dialektu arabskiego) z panią Khadiją, która nie tylko uczy nas języka, ale także wprowadza nas w lokalną kulturę, głównie amazigh. Gdy tylko zaczynamy rozmawiać o gotowaniu, doradza nam, jak przygotować lokalne potrawy i gdzie kupić niezbędne produkty.
Pomimo letnich upałów, które znacznie zmniejszają obecność turystów w okolicy, miałyśmy również wielu zagranicznych gości w kościele. Niektórzy przyjeżdżali tylko, aby zobaczyć to miejsce, a inni, by uczestniczyć w niedzielnych nabożeństwach. Większość z nich nie spodziewała się znaleźć kościoła w tak odległym miejscu, a tym bardziej nie spodziewała się spotkać tu sióstr zakonnych. Coś, co nas uderzyło, to fakt, że w dwóch przypadkach różne osoby przyszły najpierw tylko się przywitać, a zanim odeszły, wróciły, aby się pomodlić lub po prostu pozdrowić. Nie byli to katolicy, lecz przedstawiciele innych Kościołów chrześcijańskich, którzy powiedzieli, że bardzo cenią sobie nasze spotkania.
Kolejnym ważnym wydarzeniem była wizyta Hassana, starszego mężczyzny, który uczęszczał na misję w 1946 roku, gdy istniała tu mała szkoła prowadzona przez siostry i księdza Augustyna. Ksiądz Augustyn napisał dla niego list polecający na dalsze studia księgowe, co pozwoliło Hassanowi zarabiać na życie aż do emerytury. Choć zamieszkał w Marrakeszu, nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach i często wraca do Ouarzazate. Powiedział nam, że za każdym razem, gdy przechodzi obok kościoła, wzrusza się do łez, ponieważ nie może zapomnieć, jak to miejsce zmieniło jego życie.
Jesteśmy naprawdę błogosławione, mogąc na początku naszej obecności tutaj być świadkami owoców misji prowadzonej przez tych, którzy nas poprzedzili. To małe ziarno zasiane tak dawno temu wydało wiele owoców. Jest to znak Królestwa Bożego pośród nas, który mamy nadzieję nadal rozpoznawać i rozszerzać, realizując nasz charyzmat MSOLA.
s. Rehema Toiwoki Kimesera i s. Maria Carmen Ocón Moreno