W dniach od 1 do 10 sierpnia 2025 roku, razem z grupą misyjną z parafii św. Antoniego z Padwy w Lublinie, pojechałam na 36. Międzynarodowy Festiwal Młodych do Medjugorie. Było to bardzo ubogacające doświadczenie wspólnej drogi z innymi pielgrzymami, modlitwy w miejscach objawień, spotkań, rozmów i dzielenia się moim doświadczeniem życia misyjnego.

8 sierpnia, podczas osobistej modlitwy Słowem Bożym z dnia (Pwt 4, 32–40), poczułam zaproszenie, by otworzyć się na to, co Pan dla mnie przygotował. Nie wiedziałam jeszcze, co dokładnie będę robić, ale czułam, że nie powinnam jechać z grupą nad morze, mimo że było to zaplanowane.

Podczas spaceru i modlitwy w pobliżu parafii spotkałam kobietę. Spontanicznie przywitałam się z nią po polsku i zapytałam dokąd zmierza. – „Na Górę Krzyża” – odpowiedziała. Powiedziałam, że chciałabym iść z nią, ale się boję, bo było już bardzo gorąco, a ja nie miałam odpowiednich butów do chodzenia. Odpowiedziała, że dam radę – i bardzo się ucieszyła, że nie pójdzie sama.

Naszą wędrówkę rozpoczęłyśmy modlitwą różańcową, ofiarowując Maryi przez Jej wstawiennictwo wszystkie nasze pragnienia i intencje.

Kiedy dotarłyśmy do podnóża góry, kobieta wyjęła książeczkę z modlitwą Drogi Krzyżowej. Następnie przeczytała: „Ja, Jezus Chrystus, zapraszam was, Moje dzieci, na Drogę Krzyżową…”, po czym czekała na moją odpowiedź. Bałam się, że ta Droga Krzyżowa potrwa długo, a upał był już mocny, ale mimo to odpowiedziałam „tak” na to zaproszenie, nie wiedząc jeszcze, że to doświadczenie doprowadzi mnie do spotkania z Maryją.

Przy pierwszej stacji pani, z którą szłam, zobaczyła laskę, podała mi ją i powiedziała: „Weź tę laskę, żeby droga nie była dla ciebie zbyt trudna.”

Wszystko, co czytała, bardzo poruszało moje serce. Pamiętam słowa:

Nie wiesz, jak wysoka jest ta góra i czy starczy ci sił, aby dotrzeć na szczyt. Ale wyrażasz swoją gotowość. I to, dzieci Moje, wystarczy. Powiedzcie Bogu  ‘tak’ na Krzyż.  Wyraźcie swoją gotowość, a zobaczycie, że czasem to, co wydaje się wręcz niemożliwe do zrealizowania, do zniesienia, samo się rozwiązuje, samo się realizuje. Dlatego dzieci, Jezus przyjął waszą gotowość na dzisiejszy trud. (…) Aniołowie wspierać was będą i prowadzić. Tak też jest w życiu. Bóg posyła swoich aniołów, aby pomagali  nieść człowiekowi jego krzyż. (…)

I znów przy kolejne stacji pamiętam słowa : ‘Kiedy cierpisz, chorujesz – ja,  Matka jestem przy tobie.(…)  Jestem przy tobie, dziecko, w każdym momencie.”

Była to dla mnie wielka lekcja o przyjmowaniu krzyża i codziennym mówieniu „tak” Bogu.

Przy szóstej stacji – Weronika ociera twarz Jezusowi – objawiła mi się Maryja.
Kobieta, z którą szłam, czytała dalej:

Dziecko moje, czy wiesz jak zapomnieć o sobie? Trzeba uklęknąć, zamknąć oczy i pomyśleć o twarzy Jezusa. Spójrz na twarz Jezusa, spójrz na Jego oczy. Jakże pełnia miłości jest w tych oczach! (…) Patrzy na ciebie z tak wielką miłością,  z czułością, z wyrozumiałością. On wszystko wie, wszystko rozumie i przebacza. Bo kocha ciebie! A więc patrz na te oczy codziennie.  Kiedy się modlisz, zawsze zamykaj oczy i patrz na twarz Jezusa.”

Wtedy usłyszałam głos mówiący: „Kocham cię, Ja – Maryja.”
I natychmiast zobaczyłam Jej twarz przed sobą – bardzo blisko mojej. Byłam tak poruszona, że patrząc na Jej oblicze, czułam wielką radość i przez cały czas się uśmiechałam. Maryja towarzyszyła mi jeszcze przez chwilę, a potem zniknęła.

Kiedy dotarłyśmy w pobliże Krzyża na szczycie góry, kobieta zaproponowała, abym spisała swoje intencje – ale żadna nie przychodziła mi do głowy. Moje serce było przepełnione wdzięcznością. Podziękowałam Maryi i powiedziałam do Niej: „Ja też Cię kocham.”

 

W drodze powrotnej z Medjugorje, kiedy jechaliśmy autobusem do Polski, nasza przewodniczka zaprosiła wszystkich chętnych, aby podzielili się swoim doświadczeniem pielgrzymki. Początkowo nikt nie odważył się odpowiedzieć na to wezwanie. Ja także wahałam się, czy powinnam mówić o tym, co przeżyłam – o tym, że dane mi było zobaczyć twarz Maryi. Zastanawiałam się, czy jest to doświadczenie tylko dla mnie samej, czy też powinnam się nim podzielić.

W ciszy modlitwy zapytałam Maryję, co powinnam uczynić. W głębi serca poczułam wyraźne potwierdzenie, że mam złożyć to świadectwo. Kiedy więc opowiedziałam o swoim przeżyciu, przewodniczka podziękowała mi i powiedziała: „Za to, że podzieliłaś się swoim świadectwem, pragnę podarować ci obraz Maryi. Najpierw obraz przejdzie po autobusie, aby każdy mógł go zobaczyć, a potem trafi do ciebie”.

Kiedy w końcu trzymałam ten obraz w swoich dłoniach, zabrakło mi słów. Byłam zdumiona, głęboko poruszona, a nawet trochę zaskoczona. W sercu zrodziła się ogromna wdzięczność – ponieważ była to dokładnie ta sama twarz, którą widziałam, gdy Maryja ukazała mi się wcześniej.

 

 

S. Lucy NABWETEME
Misjonarka NMP Królowej Afryki (Siostry Białe)