W słoneczny majowy poranek niewielkie grono znajomych Sióstr Misjonarek zgromadziło się w ich kaplicy na Mszy Świętej. Okazją do wspólnego świętowania było dziękczynienie za dar powołania i ślubów wieczystych złożonych przez s. Magdę Orczykowską dnia 21 kwietnia. Mszę Św. odprawiał o. Emile Kimembe, który – uwaga! – od 4,5 miesiąca jest w Polsce, a już tak świetnie mówi (i nawet czyta) po polsku. 

Podczas Eucharystii s. Magda podzieliła się z nami krótką historią swego powołania. Opowiadała, jak to w latach młodzieńczych „targowała się” z Panem Bogiem o różne drobne sprawy, jak oceny, sprawdziany, a w ramach dziękczynienia chodziła codziennie na Mszę Św. Pewna pani w jej wsi to przyuważyła i stwierdziła, że Madzia będzie siostrą zakonną. Oczywiście nie to było w głowie młodego dziewczęcia. 

Marzyła o mężu, dużej gromadce dzieci przy wspólnym stole. Po maturze podczas pieszej pielgrzymki do Częstochowy jej podejście do życiowej misji zaczęło się zmieniać. Kiedy spoglądała na welon siostry idącej przed nią zaczęła myśleć: dlaczego nie ja? W jej sercu były też pragnienia misyjne, myślała, że może jednak
znajdzie się na misjach z jakimś mężem. Bardzo to przeżywała, na tamten czas nic nie
wiedziała o siostrach zakonnych, poza tym, że nie mają męża i dzieci. : ) 

Wszystko jednak zadziało się inaczej. Magda, idąc na studia do Lublina szukała zgromadzenia misyjnego. Pierwszym, które się wyświetliło w Googlach były właśnie siostry białe. Okazało się, że na KULu w duszpasterstwie mają swoją grupkę misyjną, animują Msze Święte. Madzia przyglądała się temu i po ukończeniu studiów wstąpiła do zgromadzenia. Tak w skrócie zaczęła się jej przygoda życia z Bożej woli, która trwa po dziś. Od roku s. Magda jest poza afrykańskim lądem i już z wytęsknieniem czeka na powrót do misyjnej placówki.

Po spotkaniu z Panem Jezusem na Mszy spotkaliśmy się wszyscy przy stole na pysznym śniadanku. Mogliśmy poznać się nawzajem, co nieco posłuchać i opowiedzieć o sobie. Usłyszeliśmy niewiarygodne historie o cudzie życia, skokach ze spadochronem, afrykańskich podróżach czy po prostu rodzinnym cieple, pełnym dzieci, wnuków i prawnuków. Pan Bóg w przedziwny sposób nas prowadzi. I choć czasem wydaje się wszystko niejasne, jakby we mgle, po latach daje zrozumienie. Nie zawsze, resztę zostawia na później, już w Jego obecności.
Trzeba tez przyznać, że tak się zasłuchaliśmy, zagadaliśmy, podjadając, że zapomnieliśmy o pamiątkowych zdjęciach! Zapisujemy więc wydarzenie w pamięci i w tej oto krótkiej relacji.
Nitakwenda naye Mwokozi (Pójdę z Moim Zbawicielem)
kutangaza Injili duniani kote (głosić Ewangelię po całej ziemi)
Yesu wangu nipe uwezo (Jezu, daj mi moc)
nitangaze Injili (abym głosił Dobrą Nowinę)
duniani kote. (po całej ziemi).

Wiola T.