Zakończenie sobót misyjnych 2020/21

I’m Wiola. I live in Lublin. And… I don’t speak English. So… będę pisała po polsku. Może ktoś mądry to przetłumaczy dla innych? : )

Właśnie niedawno zaczął się czerwiec. Miesiąc, kiedy rozpoczyna się lato, a dla niektórych wakacje. Miesiąc kwitnących kwiatów, bujnej zieleni. Miesiąc słodkich truskawek i soczystych czereśni. A także miesiąc, w którym co roku odbywa się ostatnia sobota misyjna przed wakacyjną przerwą. Po całym roku spotkań online udało się nareszcie spotkać uczestnikom i wszystkim Sióstr sympatykom … (on) live! A jak było? Zaraz się dowiecie.

Tuż po dziewiątej w wielkim kościele u Pallotynów jakieś poruszenie. Tu i ówdzie zaczęły się krzątać pojedyncze osoby, przynosić różne dziwne rzeczy. Jak na kościół w Polsce dziwne. Jakieś niezwyczajne stroje, instrumenty, obrazy, a nawet pachnące owoce. Tu i tam zaczęli się pojawiać ludzie. Wreszcie o 9:30 rozbrzmiała pieśń na wejście. „Karibunie wote…” Co, co? Czy ktoś tu się przesłyszał? Co to za jakieś „łote”?… Nie, wszystko jest w porządku. Tak, jak miało być. Msza Św. rozpoczęła się w języku swahili. Potem jeszcze kilkukrotnie śpiewano pieśni w tym języku. A także po angielsku i polsku. Podczas uroczystej Mszy Św., w afrykańskich rytmach, na misje zostały posłane dziewczęta Anetka i Ania. A także my wszyscy, jako misjonarze codzienności do naszych zwyczajnych sytuacji, spotkań z ludźmi, podczas których możemy dzielić się Bożą Miłością z bliźnimi.

Potem ruszyliśmy na Chodkiewicza. Czy na Powstańców Śląskich, jak kto woli. I jedni, i drudzy dotarli do tego samego domu. : ) Domu Sióstr Misjonarek. Wokół którego jak nigdy dotychczas taaakie rumowisko! Dlaczego? Za jakiś czas dowiecie się sami, jeśli je odwiedzicie.

Wszyscy zostali zaproszeni na pożegnalnego zapoznawczego grilla. Ale zanim zakosztowaliśmy tych apetycznie wyglądających smakołyków, kiełbasek, szaszłyków i mnóstwa innych przekąsek, trzeba było się nieco poznać. Było nas tak dużo, z tak wielu państw na rożnych kontynentach, że wcale nie było łatwe zapamiętać wszystkie imiona. Ba! Zapamiętać!… Niektóre z imion nawet trudno było wymówić, niemało przy tym śmiechu. Na szczęście nikt się nie obrażał za te językowe pomyłki i niedosłuchy. ; ) Słoneczko nam przygrzewało (momentami aż za bardzo!), dym z grilla roznosił swe aromaty po całej okolicy. Nawet kot sąsiadów wpadł do nas na moment, zwabiony tymi zapachami.

Mieliśmy mnóstwo czasu na swobodne rozmowy, zwyczajne bycie i cieszenie się sobą nawzajem, naszą różnorodnością i bogactwem. Na poznanie tych wszystkich, których przez cały rok oglądało się tylko zza ekranu. W tle rozbrzmiewały rytmy wygrywane na bębnach i innych instrumentach, strzępi rozmów w przeróżnych językach, wspomagane gestykulacją czy uśmiechami. A kiedy nieco podjedliśmy, udało się zatańczyć belgijkę. Choć słońce nieźle przypiekało!

W pewnym momencie zerwał się silniejszy wiatr, a z nieba lunął strumień wody. Trzeba było szybko zbierać pozostałe jedzenie, wnosić je do wnętrza, a także krzesła, na których siedzieliśmy. I ledwie to zrobiliśmy, jakoś znaleźliśmy się wszyscy w środku, a tu… znów zmiana pogody, przestało padać. Więc cała operacja z krzesłami wykonywana na nowo, tylko w odwrotną stronę. Udało nam się wtedy zrobić grupowe zdjęcia po raz kolejny, pierwsze było pod kościołem.

A później?… Tego niestety nie wiem, ponieważ po piętnastej pożegnałam się z tymi dobrymi ludźmi.

Asante kochanym Siostrom i wszystkim tam obecnym. Jak dobrze, że są dobrzy ludzie na świecie, którzy potrafią obdarowywać dobrocią innych. Takie spotkania są zawsze cenne, zawsze ubogacają.

Błogosławionego czasu lata (i remontu!)! Miejmy nadzieję, że do zobaczenia wkrótce!

„Mungu ubariki ulimwengu…”

(nie, nie mam tak dobrej pamięci, za to w domu mam książkę i płytę z pieśniami od Sióstr : )

Trzymajcie się… dłoni Pana Boga, wiernie, zawsze, mimo wszystko! Z uśmiechem,

Wiola M. : )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *