Kamila Gaworska

Czy możesz coś opowiedzieć o sobie?

Nazywam się Kamila Gaworska. Pochodzę z Ciechanowa, to jest 100 km na północ od Warszawy. Moja Mama – Krystyna, Tata – Andrzej i moja jedyna siostra Anna, która wraz ze swoją rodziną mieszka w Szwecji. Mogę powiedzieć, że moja rodzina jest rozrzucona po różnych zakątkach świata! Wzrastałam w rodzinie, w której wiara była i jest na pierwszym miejscu. Mam przed oczami obraz mojego Taty, który zawsze rano modlił się na kolanach, polecając Bogu dzień, który się rozpoczyna. Zawsze wtedy myślałam, że jest Ktoś, kto nad nami czuwa, kto nam daje siłę, kto mojemu Tacie daje siłę by przeżyć kolejny dzień!
Wzrastając w takiej atmosferze, zawsze byłam blisko Kościoła, należałam do grupy Ruch Światło – Życie przez ponad 10 lat, w której mogliśmy odkrywać miłość Boga poprzez medytacje Pisma Świętego i staraliśmy się żyć Ewangelią w codzienności. Owszem, to było i jest wymagające, ale Jezus mówi, „Komu wiele dano, od tego też wiele wymagać się będzie”.  Jeśli jesteśmy w szkole Jezusa, On nas prowadzi. Czasami myślałam, że On zamyka drzwi przede mną, ale z upływem czasu zrozumiałam, że On zamyka drzwi moim fałszywym ideom, ale nigdy mi nie zamyka drzwi, które prowadzą do NIEGO.  Jestem wdzięczna za ten czas , który mi dał, za Jego szkołę, w której się uczę jak żyć Ewangelią w codzienności, a nie tylko mówić, że jestem chrześcijaninem i że chodzę do Kościoła. Żyć Ewangelią tzn. dzielić się z innymi tym wszystkim, co mam najlepszego.

Jak poznałaś Zgromadzenie Sióstr Białych?

Z wykształcenia jestem muzykologiem i wiem, że to właśnie poprzez muzykę Jezus mnie wzywa, by Mu służyć. To był pierwszy środek, jakim się posłużył, bym zasmakowała Jego Miłości. Będąc na studiach, rozpoczęła się moja droga, droga poszukiwania…co dalej? Miałam dużo myśli związanych z misjami! Czy ja też mogłabym być misjonarką jak inni? Pamiętam jak moja mama opowiadała mi, że jak byłam mała zawsze widziała na moim biurku zdjęcia z Afryki, z dziećmi, które noszą wodę na głowie itp. i nigdy nie wiedziała co to znaczy. Zawsze mnie pytała, ale ja odpowiadałam, że to są moi bracia i chciałabym żyć tak jak oni. Więc jak widzicie drogi Jezusa są bardzo różnorodne i tak naprawdę zależy od nas jaka będzie NASZA DECYZJA. On nas prowadzi, ale to my odczytujemy znaki. I trzeba przede wszystkim słuchać swego serca!!!  Na studiach moja koleżanka wiedziała, że interesuję się misjami i muzyką i ofiarowała mi mały kalendarzyk szkolny, na którym było napisane „Pokochajcie Afrykę” wraz z widokiem jeziora i pustą łodzią. Pomyślałam sobie, może i ja mogę wsiąść do tej łodzi i wypłynąć w nieznane? Pewnego dnia, wzięłam ten kalendarzyk jeszcze raz do rąk i widząc adres do naszego Zgromadzenia Sióstr Białych (Zgromadzenie Sióstr Misjonarek NMP Królowej Afryki) odważnie napisałam list o tym, że chciałabym poznać to Zgromadzenie i otrzymać więcej informacji. Tak to właśnie  się zaczęła moja przygoda z misjami. Do naszego domu, który mieści się w Lublinie przyjechałam 3 września 2007 roku, by tam rozpocząć moją formację.

Dlaczego właśnie to Zgromadzenie?

Tak naprawdę to do dzisiaj nie wiem, dlaczego akurat to Zgromadzenie. To jest wielka tajemnica, którą Bóg dzieli ze mną…To, co mi daje siły i mówi: „Idź dalej” to nasza międzynarodowość. Gdy tylko pojawiły się pierwsze myśli o tym, że mogę zostać misjonarką, mówiłam sobie:  „Tak, moim pragnieniem było opuścić mój kraj i udać się w nieznane, tam, gdzie Jezus mnie pośle i wzywa.”
Jak wygląda twój dzień w Afryce?

Teraz obecnie jestem w Ouagadougou – stolicy Burkina Faso i wraz z Neli – postulantką z Meksyku,  8 września 2010r. rozpoczniemy nowicjat w Bobo – Dioulasso to jest południowy zachód Burkina Faso. Mój codzienny plan jest dość bogaty. Dwa razy w tygodniu chodzę do Home „KISITO”. To jest sierociniec. Dzieci podzielone są na trzy sekcje: maluchy tzn. od 0 – 6 miesiąca życia, od 6 – 1 roku życia i najstarsi to ci, którzy potrafią już chodzić. Cieszę się,  że mogę dzielić się z tymi dzieciakami tym, co mam najlepszego, uśmiechem, sercem, obecnością! One potrzebują ciepła, bo to są dzieciaki bardzo odrzucone przez swoje matki, bądź opuszczone i znalezione gdzieś w koszu na śmieci lub w łazience. To są dzieci, które będąc jeszcze małe już doświadczyły traumy i będą nią naznaczone przez całe życie, więc widząc takie dzieci, nie można ich nie pokochać. Nawet jeśli czuję zmęczenie, nawet jeśli jest gorąco, to wiem, że tam dwa razy w tygodniu czekają na mnie te dzieciaki, które potrzebują mojej obecności. Raz w tygodniu jeżdżę też do Centrum „DELWENDE” dla kobiet, które są odrzucone przez swoje rodziny i wyrzucone z wioski, za to, że zostały uznane za czarownice lub za te, które zjadają dusze.  Jak widzę te kobiety to od razu nasuwa mi się pytanie: „Czy takie życie jest jeszcze możliwe? „I sobie mówię -tak, to możliwe!” To są wierzenia tradycyjne, które są jeszcze tutaj bardzo mocne i potrzeba osób, które zaczną walczyć przeciwko tej niesprawiedliwości. I widzę bardzo mocno jak nasze Zgromadzenie, nasze Siostry kładą duży nacisk na pomoc kobietom, ponieważ to ona jest głową domu, ona jest płucem, które oddycha! To doświadczenie w Delwende pokazuje mi jak mogę żyć Ewangelią w codzienności, nie tylko w słowach, ale w tym co robię, w prostych pozdrowieniach, gestach, uśmiechu, pomocy przy zwijaniu bawełny, czasem bez słów, ale z dużym sercem.

Jakie są Twoje pierwsze wrażenia z pobytu w Afryce ?

Lądując w Ouagadougou 13 lipca 2010 to co czułam to powietrze afrykańskie, smak afrykańskiej ziemi, dość słodki jak dla mnie. Wylądowałyśmy wraz z Neli (postulantka z Meksyku) około 20.20 czasu lokalnego i na termometrze było 33 stopni, więc jak na sam początek przywitanie było dość gorące. Pierwsze wrażenie jest niesamowite, wszystko to, co usłyszałam od naszych Sióstr w Polsce i w Paryżu mogłam skonfrontować tutaj w Afryce, ziemia czerwona, gorąco, kobiety, które noszą dzbany z wodą na głowie i koszyki z owocami. Ale to co jest najbardziej zaskakujące to gościnność ludzi, ich otwartość, a także niesamowita prostota, oni mają niewiele, naprawdę, ale potrafią się dzielić  tym co mają, swoim uśmiechem, małym gestem, podaniem dłoni, pytaniem jak się masz. Dobrze spędziłaś dzień? Czasem czułam wstyd, ja która przybywam z Europy nie wiem jak się zachować, czy podać rękę, czy nie, może to będzie źle widziane i przebywając z tymi ludźmi uczę się prostoty- każdego dnia! To czego ludzie właśnie uczą mnie to jak żyć Ewangelią każdego dnia. Pewnego dnia poszłam z jedną z Sióstr do dzielnicy obok naszego domu, wraz z Najświętszym Sakramentem, do tych, którzy są chorzy i nie mogą przybyć do Kościoła.  Weszłyśmy do domu, gdzie była kobieta, spała na macie dość cienkiej, ale jak nas zobaczyła jej radość była przeogromna, dziękowała poprzez gesty dłoni, skłony. W takich momentach człowiek naprawdę odkrywa, że jest narzędziem w ręku Boga i ile możemy ofiarować szczęścia i radości tym ludziom. Czasem się zastanawiam, my w Polsce mamy możliwość przystępowania do Komunii Świętej każdego dnia, a na świecie, w Afryce są jeszcze miejsca, są ludzie, którzy nie znają Jezusa. Czy jesteśmy wdzięczni za to co mamy?
Jestem wdzięczna Bogu za ten czas który mi dał  tutaj w Ouagadougou i polecam ten czas, który jest teraz przede mną – czas nowicjatu, czas osobistej relacji z Jezusem, czas, w którym będę mogła bardziej poznać Zgromadzenie, siebie i powierzyć moje życie Jezusowi .

Dziękuję bardzo za rozmowę. Zapewniamy także o naszej pamięci przed Bogiem i życzymy wytrwałości i zaufania na tej pięknej drodze powołania. Z Panem Bogiem.
Wywiad przeprowadziła Anna Wójcik

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *