Wywiad z Viky Fiorenza

Chcemy Wam dziś przedstawić Viky Fiorenza. Viky, powiedz proszę, kim jesteś i skąd przyjechałaś.

Nazywam się Maria Virginia Fiorenza.
Od dziecka mówią na mnie Viky. Jestem Argentynką, misjonarką. Mam 41 lat. Jestem najmłodszą z trójki dzieci, które razem z moimi rodzicami i bratankami żyją w Santa Fe, w Argentynie. Od 14 lat współtworzę Domy Serca.

Należysz do wspólnoty Domy Serca. Czy możesz nam powiedzieć coś więcej o tej wspólnocie?

Domy Serca to międzynarodowa katolicka organizacja pozarządowa, której charyzmatem jest współczucie i pocieszenie niesione ubogim, cierpiącym i samotnym ludziom na całym świecie.

Należą do niej ci, którzy pragną w sposób autentyczny zatrzymać się przy cierpiącym człowieku oraz ofiarować mu swoją obecność i przyjaźń jako znak miłości współczującego Chrystusa. Łączy ludzi, którzy pomagają nie tracić nadziei, walczyć, osiągać wyznaczone cele, którzy okazują miłosierdzie wszystkim osamotnionym.

Aby wypełnić to zdanie, Domy Serca proponują wolontariat misyjny w jednym z 25 krajów świata.

Wolontariusze opierają swoją służbę na trzech filarach: życiu wspólnotowym, modlitwie
i pomocy ubogim.

Od 1990 r. ponad 1600 wolontariuszy 34 narodowości (w tym 80 Polaków!) uczestniczyło w międzynarodowym wolontariacie misyjnym służąc ludziom w 25 krajach, na 4 kontynentach.

Nasze działania realizujemy prowadząc:

– 21 placówek w ubogich dzielnicach świata – są to Domy Serca dla wolontariuszy

– 2 wioski Domów Serca

– 7 domów dla studentów i młodych pracujących

Wszystkie placówki, według ich specyfiki, odpowiadają  na pragnienia wolontariuszy i ludzkie cierpienie.

Co robisz w Polsce?

Od 6 miesięcy jestem we wspólnocie Dom Serca w Warszawie – domu dla studentów
i pracujących. Żyjemy w sposób wspólnotowy, modlimy się i prowadzimy działalność  apostolską. Jedna z misjonarek zajmuje się promocją wolonatriatu misyjnego w Polsce, zapraszając do przyjazdu i poznania naszego domu lub do wzięcia udziału w spotkaniach formacyjnych, dając świadectwo naszego życia.

 

Jak odkryłaś swoje powołanie?

Kiedy chodziłam do liceum, byłam
w apostolacie u jezuitów, w jednej z dzielnic mojego miasta – Alto Verde. Każdej niedzieli szukaliśmy i zapraszaliśmy chłopców na katechezę, zaraz po Mszy i po jakiejś przekąsce. Jeden z seminarzystów, który nam towarzyszył, powiedział pewnego razu: chłopcy być może nie będą pamiętać tego, czego uczymy ich na katechezie, ale będą pamiętać, że każdej niedzieli chodziłaś ich szukać, że poświęcałaś im swój czas, ktory mogłaś spędzić ze swoją rodziną. To było jeden raz w tygodniu i czułam, że  moje serce prosiło mnie o coś więcej – ale o co, jak
i kiedy, nie wiedziałam. Aż kiedyś poznałam chłopaka wracającego z misji, Tito, który opowiedział o swoim doświadczeniu i wtedy powiedziałam sobie: to jest coś dla mnie. Kiedy poszłam zobaczyć Dom Serca, który znajdował się w moim mieście, natychmiast poczułam się jak w domu: to była odpowiedź na to, o co prosiło mnie moje serce. W ten sposób zdecydowałam się rozpocząć formację, a następnie wyjechałam na półtora roku na misje do Libanu. Także i  potem pojawiały się “znaki”. Elias, młody człowiek, który zapukał do drzwi naszego domu, zaproszenie do obejrzenia filmu, poszukiwanie pracy… to wszystko potwierdzało moje pragnienie bycia misjonarką przez całe życie.

 

Pochodzisz z Argentyny. Jak byś opisała swój rodzinny kraj?

Jest to najpiękniejszy kraj na świecie! Kraj bardzo duży, ze wszystkim i dla wszystkich. Różnorodny klimat, krajobrazy, od Pampy do jednej z najwyższych gór, od lodowców do wodospadów Iguazu. Z ludźmi pochodzącymi z prawie całego świata, głównie z Włoch
i Hiszpanii. Mieszkańcy Argentyny są bardzo otwarci, ciepli i pomocni. Większość ludzi jest katolikami, ale są także wyznawcy innych religii. Pomimo wielkich różnic społecznych, jest to naród, który walczy o poprawę bytu. Bezsprzecznie łączy nas jedna pasja: piłka nożna. Inne rzeczy, ktorych nie może zabraknąć: un asado (pieczeń), empanadas (rodzaj pierożków lub rogalików nadziewanych farszem), mate oraz dulce de leche (rodzaj słodkiego kremu).

 

Kiedy myślisz o doświadczeniu życia
w międzynarodowej i międzykulturowej wspólnocie, co przychodzi ci na myśl? Jakieś słowa, obraz, radość, wyzwania…?

W mojej pierwszej wspólnocie byliśmy we czworo: dwie Francuzki, jeden Szwajcar i jedna Argentynka. Od tamtej pory mieszkałam
z Argentyńczykami, Rumunami, Chilijczykami, Niemcami, Włochami, Polakami, Kolumbijczykami… Każdy ze swoją własną kulturą i jednocześnie żyjący w odmiennej kulturze: jest to łaska od Boga. To On pozwala nam żyć razem, być Jego świadkami. To prawda, że nie zawsze jest łatwo, są nie tylko różne sposoby postrzegania siebie nawzajem, ale także inne poczucie humoru, wrażliwość…  Ale najważniejszą rzeczą jest to, że każdego dnia mamy łaskę, aby zacząć od nowa: prosić o przebaczenie za nasz egoizm, ze błędy oraz odczuwać wdzięczność za to, co Bóg pozwala nam przeżyć poprzez naszych braci ze wspólnoty.

 

Co znaczy dla ciebie bycie osobą konsekrowaną w dzisiejszym świecie?

Jest to odpowiedzialność jak w każdym powołaniu, które wiąże się z wiernością i poświęceniem. Tak jak w byciu matką, żoną, lekarzem. Wymaga to ukochania tego, co robię, pasjonowania się ludźmi, których spotykam, bycia świadkiem Chrystusa w każdej sytuacji, począwszy od tej najprostszej i najmniejszej.

 

Co chciałabyś powiedzieć młodym ludziom w Polsce?

Że ważne jest, by żyć radością chrześcijańską. To wymaga dźwigania naszego krzyża każdego dnia, ale z pewnością prowadzi też do zmartwychwstania. Chrystus pomaga nam nieść nasz krzyż każdego dnia, ale musimy być wierni.

 

 

Czego możemy ci życzyć?

Bycia wierną mojemu powołaniu.

Bardzo dziękujemy za rozmowę!

http://domyserca.pl/

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *