Wywiad z siostrą Celiną Natanek

Czy może nam się Siostra przedstawić?

Nazywam się Celina Natanek. Pochodzę
z Tarnawy koło Bochni, na południu Polski. Mam trzy siostry i dwóch braci.
Z zawodu i z zamiłowania do przyrody, jestem rolnikiem, ogrodnikiem. Z miłości do Boga i ludzi ukończyłam teologię by być katechetką. Od 23 lat jestem
w Zgromadzeniu Sióstr Misjonarek NMP Królowej Afryki. Obecnie mieszkam i pracuję w Mauretanii.

Jak odkrywała Siostra swoje powołanie?

 Powołanie do życia zakonnego i misyjnego rosło wraz ze mną. Już od dziecięcych lat Msza Święta, nabożeństwa, modlitwa w domu i natura, mówiły mi o Bogu budząc pytania o sens życia i śmierci oraz pragnienie Boga, kochania i bycia kochaną.

W Kościele, przez lekturę i spotkania z misjonarzami, szczególnie na pielgrzymkach, poznawałam rożne formy realizacji powołania, w tym, misyjne.

Po ukończeniu szkoły podstawowej po raz pierwszy pojechałam na rekolekcje kilkudniowe do zaprzyjaźnionych Sióstr w Krakowie. Tam, pragnienie bliskości Boga
i w Nim szukania sensu mojego życia stało się mocniejsze. Jednocześnie, zrozumiałam wewnętrznie, że to zgromadzenie i że ta forma nie jest tym co Bóg przygotował dla mnie.

Potem była szkoła średnia a wraz z nią pojawiły się nowe przyjaźnie i pragnienie bycia matką i żoną. Wewnętrzne napięcie trwało kilka lat. Pomagała modlitwa, lektura
i przyjaciele. Modliłam się, czytałam wiadomości z misji i świadectwa misjonarzy.

W końcu wybrałam się do Matki Bożej do Częstochowy prosząc, by wyprosiła mi łaskę wewnętrznego zrozumienia gdzie i jak najlepiej spodobam się Bogu. Na odpowiedź nie czekałam długo bo właśnie tam spotkałam Siostry Misjonarki NMP Królowej Afryki. Życie codzienne we wspólnocie międzynarodowej a potem wyjazd do Afryki potwierdził podjętą decyzję wewnętrznym pokojem i radością.

W każdym nowym miejscu, na nowym etapie życia odkrywam je na nowo, utwierdzam się w nim, odkrywam do czego każdego dnia zaprasza mnie Bóg. Bo gdzie jest mój skarb tam i serce moje (Mt 6, 21), słowa które przypominają mi że potrzebuję trwać w Miłości Boga do mnie (J 15,10), którą nieustannie odkrywam w Jezusie Chrystusie, intymnej relacji z Nim.

Kim jest dla Siostry Pan Bóg?

 Łatwiej byłoby odpowiedzieć kim nie jest. Nie jest czarodziejską różdżką, która jak mam problem wysłuchuje i działa na moje życzenie.

Pan Bóg jest jednocześnie Kimś bliskim i dalekim, kto mnie Miłuje nieskończenie do oddania za mnie życia i kogo ja kocham. Jest Tym, który przerasta wszelkie moje wyobrażenia. Jest moim Przyjacielem i jest też moim i świata Zbawicielem. Jest KIMŚ kto mnie ciągle zaskakuje, pociąga, kształtuje. Jest Tym, który mnie pragnie, który pragnie każdego człowieka i pragnie byśmy przyjęli Jego Miłość. W Jezusie Chrystusie Bóg wszedł w historię człowieka a więc i moją, a którego spotykam w codziennej Eucharystii, w sercu, w ludziach, kulturach i wydarzeniach.

 Przez ostatnie lata pracowała Siostra w Mauretanii. Jakie były siostry pierwsze wrażenia po przyjeździe do tego kraju?

Mauretania nie budziła wcześniej mojego zainteresowania. Kiedy niespodziewanie Siostra, Przełożona Generalna, zapytała czy jestem gotowa by tam pojechać, byłam zaskoczona, chciałam wrócić do Afryki Wschodniej, którą znałam. Jednak nie wstąpiłam do Zgromadzenia Sióstr Misjonarek NMP Królowej Afryki z zachwytu dla jednego czy drugiego kraju ale aby podobać się Panu i w taki sposób odpowiedzieć na Jego zachwyt dla mnie. Powiedziałam więc tak.

Moje pierwsze odczucie to był strach że nie podołam. Było bardzo gorąco. Spotkania
z ludźmi, pewien „nieporządek” i gościnność ludzi sprawiły że szybko zobaczyłam ślady bożej obecności.

Modlitwa ludzi na ulicy, w sklepie, w miejscu pracy,
w domu, w meczecie, przy drodze była dla mnie zaskoczeniem, ale też przypomina mi że żyję w Bogu, że Bóg jest Stwórcą i że wszystko od Niego pochodzi
i do Niego zmierza; takie codzienne przypominanie że moje życie jest darem od Boga, że w Nim żyję, poruszam się i jestem. Mauretania jest Republiką Islamską i religią oficjalną kraju jest Islam.

Szybko zachwyciło mnie bogactwo kultur tego kraju które widać w stolicy, potomkowie Arabów i Berberów, Pelowie i Wolowie, Soninke i liczna grupa ludzi
z zachodniej Afryki. Pustynia podobnie jak góry też szybko mnie zafascynowała.

Jakie jest oblicze kościoła w Mauretanii?

Kościół w Mauretanii to mała wspólnota międzynarodowa, to Kościół-Rodzina, jak zwykł mówić nasz biskup, Martin Happe.

Są dwie parafie, w Nouadhibou i w Noaukchott gdzie w każdej jest około 600 wiernych. W Rosso, Atar, Kaidi i Tufunde są wspólnoty sióstr i kapłanów.

Obecnie w Mauretanii jest 27 sióstr z pięciu zgromadzeń pochodzących z Afryki, Azji
i Europy. Mamy trzech kapłanów diecezjalnych, kilku zakonników i kilku kapłanów Fidei Donum z Senegalu i Mali. Kościół jako instytucja jest uznany przez państwo dopiero od roku, ale od początku był dobrze postrzegany i akceptowany dzięki świadectwu i pracy sióstr, księży i wiernych.

Wspólnota wiernych z Nouakchott liczyła ostatnio 47 narodowości. Są to dyplomaci, pracownicy rożnych organizacji, poszukujący pracy ludzie, robotnicy, uchodźcy a także rodziny które przyjechały na zaproszenie pierwszego rządu mauretańskiego do pomocy budowy struktur wtedy jeszcze młodego państwa.

Nasza wspólnota jest bardzo żywa, dynamiczna i zaangażowana. Wierni przynależą do licznych grup modlitewnych i służb na przykład: służba liturgiczna i lektorzy, służby porządkowe, grupa kobiet, grupy małżeństw, Legion Maryi, grupa dzieci, harcerze, grupa młodzieży i wiele innych. Wierni chętnie angażują się w oprawę liturgii, przygotowanie mszy świątecznych i nabożeństw. Kilka razy w ciągu roku mamy wspólny posiłek po mszy świętej. W tym roku po raz pierwszy cała wspólnota przeżyła dzień skupienia i modlitwy w ciszy. Dzieci miały swoje zajęcia a młodzież i dorośli nauki i skupienie. Było niesamowitym doświadczeniem widzieć około 200 osób modlących się, jedzących i spacerujących w ciszy.

W czasie świąt każda ze wspólnot narodowych ma okazję do przedstawienia swojego piękna przez pieśni, teatr, dania narodowe czy skecze.

Świadczenie o miłości Boga ukazanego nam przez Jezusa Chrystusa odbywa sie przez świadectwo życia i pracy. Mauretania jest Republiką Islamską
w 100 procentach muzułmańską. Nie można tam nauczać ani głosić Chrystusa. Jest też zakazem rozdawanie Biblii. Widząc prace i postawę chrześcijan, Mauretańczycy sami pytają nas o to kim jesteśmy, o Jezusa, o naszą wiarę.

Co urzekło Siostrę w tamtejszej  kulturze, ludziach, a co było wyzwaniem?

Nieustannie odkrywam kultury tamtych ludzi. Im głębiej rozumiem ich zwyczaje tym bardziej czuję się z nimi związana. Mówię, kultury bowiem w Mauretanii jest pięć grup etnicznych: Bidan (potomkowie Arabów i Berberów), Haratin (potomkowie byłych niewolników), Pelowie, Wolowie, Soninke.

Ich tradycje są bardzo różne i bardzo bogate, na przykład społeczeństwo bidan jest matryjarchalne w przeciwieństwie do pozostałych. Ich zwyczaje przesiąknięte są tradycjami Berberów. Od wieków zajmowali się handlem, byli nomadami na pustyni. Pelowie są ludem pasterskim zamieszkującym sawannę.

To co wspólne dla całej Mauretanii to ich religia i gościnność; ich solidarność
i ofiarność pomocy w potrzebie. Ceremonia parzenia i picia herbaty urzekła mnie od początku. Jest to czas spędzony z drugą osobą, bez pośpiechu. Sam rytuał parzenia herbaty jest piękny.

Wyzwaniem było i jest brak polityki oczyszczania miast i wsi, nieznajomość segregacji śmieci i brak poczucia potrzeby nieśmiecenia. Dlatego śmieci są wszędzie. Kształtowanie społeczeństwa i uczenie go nowych zachowań jest czasochłonne.

Kolejnym wyzwaniem jest fakt że tam wciąż jeszcze liczą się znajomości, więc wszystko zależy od tego na kogo się trafi w urzędzie czy biurze.

Czego się Siostra nauczyła podczas pracy na misji?

Nieustannie się uczę. Już na początku mojej przygody misyjnej zrozumiałam że Bóg był tam przede mną, że Duch Święty działa w ludziach.

Na mojej pierwszej placówce nauczyłam się że nie ma ludzi biednych, są potrzebujący. Tego nauczyli mnie moi bracia chorzy na trąd, z ulicy w Arusha, w Tanzanii: „Siostro nie ma człowieka tak biednego że niemiałby niczego do dania, bo przecież każdy ma serce”.

Nauczyłam się też że naszym powołaniem do życia, wartością naszego życia nie jest ilość wykonanej pracy, kolejne tytuły, kolejne sukcesy, zdobyte czy osiągnięte cele, ale bycie dla Boga i dla drugiej osoby, bycie człowiekiem, stawanie się nim i bycie wdzięcznym za sam dar życia. O tym najczęściej przypominają mi dzieci i ludzie którym często brakuje podstawowych rzeczy.

Kolejną rzeczą którą nauczyłam się jest to że, jak mawiał nasz założyciel Kardynał Karol Lavigerie, misjonarz jest budowniczym fundamentów, których nie widać. Misjonarz zapoczątkowuje dzieło, którego budowanie i wykańczanie należy do mieszkańców. Powołanie misyjne jest piękne i wymagające.

Co to znaczy być misjonarzem?

Każdy wierzący jest misjonarzem. Jeżeli nim się nie czuje albo nie jest to znaczy że jeszcze nie jest w relacji intymnej z Bogiem. Doświadczając miłości Boga, jego obecności nie możemy nie świadczyć o Nim, nie możemy nie mówić o Nim, nie dzielić się Jego radością. Misjonarz to ten który świadczy o Bogu na co dzień. Są też misjonarze którzy wyjeżdżają, którzy opuszczają wszystko aby wszystko otrzymać, rodziców, siostry
i braci, pole aby otrzymać więcej, jak pisze święty Mateusz.

Czego możemy Siostrze życzyć?

Abym była święta, to znaczy abym oddała się całkowicie Panu Bogu, bym była pomostem dla ludzi w drodze do Niego (moja modlitwa i pragnienie z czasów ślubów zakonnych), bym chciała się umniejszać by On wzrastał we mnie.

Zobacz również:
Siostro Victorio, czy możesz nam coś o sobie powiedzieć? Moje imię - Victoria - zostało
Siostra Carmen Sammut, Przełożona Generalna Sióstr Misjonarek NMP Królowej Afryki, właśnie ukończyła sześć lat (2013-2019)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *