Wywiad z s. Iwoną Cholewińską

Siostra Iwona Cholewińska – misjonarka, marzycielka, uczennica, nauczycielka czy też bohaterka?

Prawdę mówiąc, odnajduję się w jakimś stopniu w każdym z tych określeń. Jestem siostrą zakonną, bo ślubowałam żyć
w posłuszeństwie, ubóstwie, czystości, by dzięki temu być siostrą dla każdej spotkanej osoby. Jestem misjonarką, bo opuściłam swój kraj i zostałam posłana, aby dzielić życie
z ludźmi w Afryce. Jestem marzycielką. Nie przestaję marzyć o świecie, gdzie wszyscy żyją w jedności i pokoju. O takim świecie, w którym nikt się nie boi, nie jest poniżany ani głodny. Bóg od początku miał takie pragnienie dla tego świata. Uczennicą jestem od zawsze i będę nią do końca. Uczę się siebie i ciągle zdobywam nowe informacje o sobie, uczę się od innych, najwięcej od tych najsłabszych, biednych, marginalizowanych, uczę się Boga codziennie i na nowo, uczę się być z Nim, kiedy jest dobrze
i kiedy jest źle… Nauczycielka to mój zawód. Bohaterką jestem zawsze wtedy, kiedy uda mi się pokonać własny lęk, przekroczyć jakieś moje ograniczenie, nie uciec przed jaszczurką…

Co skłoniło Siostrę do zostania misjonarką?

Pan Bóg. Nigdy o tym nie myślałam, dlatego mam pewność, że to On. Potem pokochałam Afrykę i wszystko ułożyło się w piękną całość…

Co jest niezwykłego w Siostrach Misjonarkach NMP Królowej Afryki (Siostrach Białych)?

Bliskość i relacje z ludźmi, do których jesteśmy posłane. Nauka miejscowego języka, lokalny ubiór, który przyjmujemy i pożywienie, wyrażają nasze pragnienie, aby być naprawdę blisko
z ludźmi, wśród których żyjemy. Afryka jest dla nas miejscem szczególnym, wybranym. Jesteśmy Zgromadzeniem założonym w Afryce i dla Afryki…

I w końcu wyjechała Siostra do Afryki… pierwsze wrażenia: zachwyt, radość, miłość od pierwszego wejrzenia, czy rozczarowanie i pytanie: „co ja tutaj robię?”

Pierwsze wrażenia są zazwyczaj bardzo intensywnie przeżywane i raczej wyolbrzymiają rzeczywistość, zarówno jej pozytywne, jak
i negatywne strony. Pierwszym etapem jest zazwyczaj reakcja „wow”, która mija po jakimś czasie, robiąc miejsce kolejnej, która nazywa się szokiem kulturowym. Przeżyłam to wszystko: od zachwytu po pytania: „co ja tutaj robię i czy się do tego nadaję”. Dopiero wtedy, kiedy poczułam się naprawdę u siebie, zdałam sobie sprawę, że kocham Afrykę i nie chciałabym być w żadnym innym miejscu…

Jak wygląda praca na misji?

 

Trzeba być gotowym na wszystko! Ważna jest dyspozycyjność, aby ciągle uczyć się czegoś nowego, pokonywać własne ograniczenia i nieustannie się rozwijać. Dla nas, Sióstr Białych, bardzo ważne jest, aby odpowiadać na potrzeby miejsca, w którym żyjemy, co wiąże się z tym, że czasem rezygnujemy z tego, co znamy i umiemy robić na rzecz innego zupełnie nowego dla nas zajęcia.

Co podczas misji sprawiało Siostrze najwięcej radości?

 Moja największa radość to spotkania
z ludźmi, rozmowy, żarty, czasem po prostu bycie ze sobą w milczeniu (które zawsze jest na jakiś temat…). Kiedy pracowałam z dziećmi ulicy, wielką radość sprawiało mi patrzenie, jak powoli się otwierają, wychodzą ze swoich postaw obronnych, odzyskują utracone dziecięctwo…

 

Z jaką najtrudniejszą sytuacją spotkała się Siostra  w Afryce?

 

Dotąd byłam na misjach w krajach Afryki Zachodniej – Mali i Burkina Faso, gdzie spotkałam naprawdę biednych ludzi, nieposiadających praktycznie niczego i walczących o przetrwanie każdego dnia. Mam w pamięci rodziny z obrzeży miasta, które odwiedzałam i ludzi z wioski trędowatych…

Czy na misjach w Afryce można się nudzić?

Słyszałam kiedyś takie zdanie, że tylko nudni ludzie się nudzą… Każdy dzień jest inny
i nieprzewidywalny, pomimo powtarzalności pewnych czynności czy obowiązków. Codzienność na misjach w Afryce jest dla mnie nieustanną przygodą z Bogiem, z ludźmi, z naturą, z sobą samą… To jest pasjonujące!

Czego nauczyły Siostrę misje?

Ufności do Boga i drugiego człowieka, cieszenia się drobiazgami, jedzenia rękami…

Za czym misjonarz tęskni najbardziej?

Nie wiem, za czym tęsknią inni… Ja tęsknię za polskim chlebem, polskimi górami  i złotą jesienią…

 

Pod koniec kwietnia złożyła Siostra pierwsze śluby. Jak wyglądał ten dzień?

Ten dzień był prawdziwym świętem nie tylko dla mnie i moich współsióstr, ale także dla społeczności lokalnej, parafii, naszych przyjaciół i sąsiadów, którzy licznie przybyli na tę uroczystość, aby być z nami w tej tak ważnej dla nas chwili… Czułam się częścią jednej wielkiej rodziny, która nie zna podziałów religijnych, kulturowych, językowych, rasowych. Rodziny, którą jednoczy ten sam Ojciec…

I co dalej?

Jestem posłana na placówkę misyjną do Tunezji, gdzie będę pracować z dziećmi i z młodzieżą. Wyjeżdżam w lipcu tego roku.

Czego możemy Siostrze życzyć?

Powodzenia w nauce języka arabskiego i cierpliwości do samej siebie…

Ja natomiast życzę wszystkim tego nieustannego poczucia, że każdy z nas jest zatopiony
w sercu Boga i nic nigdy nie jest w stanie nas od Niego odłączyć…

 

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *