Wywiad z Dagmarą Futomą i Joanną Janisz

O  wierze, która  umacnia i dodaje odwagi,
o marzeniach, które się spełniają i o miłości, która nie zna granic…

Dagmaro i Asiu, czy możecie nam powiedzieć coś o sobie? Kim jesteście?

Dagmara: Nazywam się Dagmara Futoma, aktualnie studiuję na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie na kierunku położnictwo, a także pracuję w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym.

Asia: Nazywam się Asia Janisz, jestem studentką piątego roku kierunku lekarskiego na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie, od niecałych 2 lat należę do Fundacji AfricaMed.

W tym roku udałyście się do Tanzanii. Co było celem waszego wyjazdu?

Asia: Celem naszego wyjazdu było uczestniczenie
w codziennej pracy Szpitala Misyjnego Mugana w Tanzanii, przeprowadzenie kursu pierwszej pomocy dla studentów szkoły pielęgniarskiej działającej przy szpitalu oraz nawiązanie stałej współpracy Fundacji AfricaMed ze szpitalem. Poznając szpital i tamtejszych ludzi, nieoczekiwanie napotkałyśmy także nowe wyzwania, ale
w  pozytywnym sensie. Na miejscu okazało się, że oprócz pobytu w szpitalu naszą małą misją i sensem codzienności stała się opieka nad  osieroconymi dziećmi (piątką, w tym małą Renatką). Może opieka to zbyt duże słowo – starałyśmy się zajmować dziećmi najlepiej jak umiałyśmy.

Dagmara: Celem naszego wyjazdu była pomoc najbardziej potrzebującym przy wsparciu Fundacji AfricaMed, a także codzienna praca w Szpitalu Mugana, niedaleko miasta Bukoba,
w północno-zachodniej części Tanzanii.

Czy od dawna marzyłyście o takim wyjeździe?

Asia:  Na pewno zawsze marzyłam o wyjeździe do Afryki, ale nigdy nie sądziłam, że będzie to miało miejsce w takiej formie. Myślałam: „może kiedyś…, może za kilka lat”. Ja nie uważam, że chcieć to móc, na wiele rzeczy nie mamy wpływu, takich jak np. stan zdrowia. Myślę że to wszystko udało się dzięki Bogu i ludziom, którzy wsparli nas finansowo, za co jesteśmy ogromnie wdzięczne; bez tego nigdy nie dałybyśmy rady.

Dagmara:  Tak, chęć wyjazdu pojawiła się u mnie już lata temu. Myślę, ze jej naturalną kolejnością było wybranie zawodu, jakim jest położnictwo. Myślę też, że w każdym wyjeżdżającym wolontariuszu taka myśl powstała  bardzo dawno przed wyjazdem.

 Co było istotnym elementem waszego przygotowania do takiego wyjazdu?

Dagmara:  Jednym z ważniejszych elementów dla mnie były spotkania z s. Anafridą, dzięki którym mogłam lepiej poznać kulturę Tanzanii, a także nauka kiswahilii – języka, który jest powszechnie używany w tym rejonie Afryki.

Dla każdej z was było to pierwsze spotkanie
z kontynentem afrykańskim. Jakie było wasze pierwsze wrażenie po wylądowaniu w Afryce?

Dagmara:  Jak bardzo zielona jest ta część Afryki. Przylatując do Bukoby, wysiadając z samolotu i czekając na s. Inviolatę, miałyśmy czas, żeby rozejrzeć się wokoło. Było pochmurno, ale nie padał deszcz, więc już na lotnisku miałyśmy przepiękne widoki na roślinność Bukoby. Później było tylko piękniej 🙂

Asia: Byłam kilka lat temu w arabskiej części Afryki, ale po raz pierwszy pod równikiem, w Tanzanii. To dwa różne światy, aż ciężko uwierzyć, że życie toczy się tam równolegle. Pierwsze wrażenie z pobytu w Tanzanii ? „Pole, pole”, czyli „powoli, powoli” – na wizę czekałyśmy dwie godziny. Z jednej strony w Dar es Salaam było bardzo tłoczno, ale czas płynął tam wolniej.

Na czym polegała wasza praca w Tanzanii?

Dagmara: Codziennie pracowałyśmy w szpitalu. Ja z Kasią głównie na oddziale „Maternity”. Jest to oddział położniczo-noworodkowy, połączony z salą porodową, gdzie zawsze dużo się działo 🙂

Asia: Nasza codzienność w Muganie (myślę że praca to znów za duże słowo) polegała na uczestniczeniu w pracy szpitala – brałyśmy udział w raportach, pomagałyśmy na porodówce, ja znalazłam swoje miejsce na sali porodowej, odbierając od położnej i badając noworodki, bo zazwyczaj pozostawione były one po porodzie same sobie. Po obchodzie często towarzyszyłam mojemu ulubionemu doktorowi Eliudowi na OPD (Outpatient Department – Izba Przyjęć) pomagając mu przyjmować pacjentów. Razem badaliśmy chorych, dobieraliśmy leczenie. We wtorki i czwartki w Szpitalu Mugana odbywały się planowe operacje, więc często w te dni przebywałyśmy na bloku operacyjnym. A w przerwach opiekowałyśmy się Renatką.

Czy spełniły się wasze oczekiwania?

Dagmara:  Tak, a nawet lepiej. Ponieważ nigdy nie oczekiwałam, że spotkam tak wspaniałe osoby jak siostry kanosjanki, które zaopiekowały się nami na miejscu, a także Renatę oraz inne dzieci, które będą potrzebowały naszej pomocy nawet z Polski 🙂

Asia: Z jednej strony oczekiwania się spełniły po tym jak poznałam swoje ograniczenia,
a z drugiej zrodziło się wiele nowych pomysłów i ciągle czuję niedosyt.

Czego nauczyłyście się będąc w Tanzanii?

Asia: Na pewno nauczyłam się pokory (a przynajmniej mam taką nadzieję 🙂 ) wobec innej kultury, możliwości, jakie ma tamtejsza medycyna. Oczywiście moja wiedza medyczna bardzo się poszerzyła, wszystko dzięki życzliwości personelu szpitala, a  czasem dzięki temu, że
w kryzysowej sytuacji, gdy nie wiadomo było, co robić, na własną rękę się douczałyśmy.

Dagmara: Otwartości na innych ludzi, inne kultury, inne religie. Kontaktu i poczucia więzi
z drugim człowiekiem, nawet bez wspólnej znajomości języka. I wiele innych, których nie sposób wymienić 🙂

Czy na misjach można się nudzić?

Dagmara: Absolutnie! 🙂 Nawet w dni,
w których z pozoru nic się nie działo, my zawsze miałyśmy coś do zrobienia. Wolny czas spędzałyśmy z siostrami kanosjankami lub
z małą Renatką.

Asia: Myślę, że można, ale tylko wtedy, kiedy nie ma się chęci dostosowania się do nowych warunków i człowiek stara się żyć według planu, który przygotował jeszcze w Polsce. Na miejscu wszystko okazało się inne. Ani gorsze ani lepsze, po prostu inne – trzeba się z tym skonfrontować i być elastycznym.

Czy wiara w Boga pomogła wam w misji, której się podjęłyście?

Dagmara: Początkowo wiara umacniała nas w przekonaniu, że wszystko się uda i wyjedziemy. Następnie, że nasz wyjazd jest ważny i wspólnie można uczynić wiele dobrego. A na koniec, że misja jeszcze bardziej umacnia w Bogu.

Asia: Myślę, że gdyby nie wiara, nie miałabym odwagi, żeby
w ogóle wyruszyć do Afryki. Na miejscu było różnie. Miałyśmy kilka bardzo ciężkich dni. Jednego z nich, po tym jak udało nam się reanimować noworodka na brzuchu mamy (takie wtedy były warunki) i kilkudniowej opiece nad nim, dziewczynka, która urodziła się na naszych rękach, później na naszych rękach też odeszła. Słyszałam kilka ostatnich uderzeń jej serca, nic nie dało się zrobić. Cierpienie matki było tak ogromne, że nam także było ciężko poradzić sobie z emocjami. Tamtego dnia porządnie pokłóciłam się z Panem Bogiem. Właściwie ja miałam pretensje,
a On milczał. I byłam za to wściekła. Teraz wiem, że On tak kocha, że tym milczeniem wyraził obecność. To było najwięcej, co można było dać tej kobiecie po starcie dziecka. Pan Bóg nie chce tego całego cierpienia i śmierci, dzięki tamtej sytuacji wierzę w to jeszcze bardziej (Ps 56, 9).

Z czego cieszycie się najbardziej?

 Asia: Cieszę się z tego, że udało się pomóc tam choć trochę. Chociażby przez ocalenie tych kilu maleńkich żyć. Myślę jednak, że na moim etapie drogi medycznej była to bardziej lekcja dla mnie niż pomoc. Oprócz tego jestem bardzo szczęśliwa, że możemy kontynuować
w Polsce to, co zaczęło się w Tanzanii – opiekę nad osieroconymi dziećmi z Mugany.

A po trzecie, cieszę się i jestem ogromnie wdzięczna za przyjaźń i relacje, które nawiązałyśmy dzięki temu wyjazdowi. I te ze sobą, i te nowe – poznałyśmy wspaniałych ludzi – ojca Tomka Podrazika, który bardzo nam pomógł w Dar es Salaam, siostry kanosjanki w Muganie, personel szpitala i samych pacjentów,
z którymi także ciężko było się pożegnać.

Ostatniego dnia w Muganie, gdy wyjeżdżałyśmy o 7:30 do Bukoby na samolot, pobiegłam  pożegnać się z pacjentem, którego widywałam codziennie. Był to starszy pan z przewlekłą chorobą nie rokującą dobrze. Każdego popołudnia na mnie czekał, mimo że każda wizyta u niego wyglądała tak samo – pomiar ciśnienia, tętna, osłuchiwanie.  Chyba najważniejsze było dla niego to, że codziennie ktoś przyszedł, zainteresował się, porozmawiał o pogodzie, apetycie albo o innych przyziemnych rzeczach. Tego ostatniego dnia, gdy pobiegłam do niego, spał jeszcze – razem z synem i córką na jednej sali. Zapaliłam światło i szepnęłam mu do ucha, że już jadę. A on złamanym głosem zapytał – „For good?”. Nigdy tego nie zapomnę.

Dagmara: Myślę, że najbardziej z tego, że wszystko mogłam przeżyć „na własnej skórze”, zebrać doświadczenia, zmienić swoje spojrzenie na świat, a przy tym pomóc innym i poznać wspaniałych ludzi.

Co odkryłyście w Tanzanii jako jej piękno?

Dagmara: Afrykańskie drogi. Czerwona ziemia i kręte drogi, jazda po nierównościach, których zwykły samochód na pewno by nie pokonał. Z czasem tak się do tego przyzwyczaiłam, że teraz bardzo mi brakuje tej jazdy 🙂

Asia: Dla mnie Tanzania jest piękna przede wszystkim
w tym, jak mocno zakorzenione są tam różne plemienne obyczaje: muzyka, tańce, śpiewy. No i oprawa Mszy Świętej… wyjątkowa – bardzo ekspresyjna.

Czy macie jakieś dalsze plany związane z Afryką?

Dagmara: Nasz powrót do Mugany jest nieunikniony 🙂

Asia: Na razie nie mam planów, tylko marzenia: na pewno chciałabym tam niedługo wrócić, być konsekwentną w działaniach, które się zaczęło. Czasem ciężko jest zasnąć, jak przychodzi na myśl, ile zostało tam jeszcze do zrobienia, a poza tym zostawiłyśmy tam przyjaciół, za którymi tęsknię.

 

 

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *