Ubóstwo a marzenia Kenijczyków i ich realizacja

Frederick jest młodym mężczyzną, który w zeszłym roku ukończył czwartą klasę szkoły średniej, otrzymując końcową ocenę, która nie zakwalifikowała go do grona studentów opłacanych przez rząd. W niedzielne popołudnie, kiedy odwiedziłam jego rodzinę, mieszkająca w jednej z wiosek slumsu Mukuru, Frederick, syn mojego przyjaciela, podzielił się ze mną swoim problemem związanym z KCSE egzaminem (porównywalnym z maturą szkoły średniej w Polsce, choć nie do końca, bo uczniowie zdają egzaminy z 5 przedmiotów obowiązkowych jak matematyka, chemia, historia, swahili, angielski oraz kilku do wyboru w zależności od kierunku dalszej edukacji). Otrzymał niską punktację z nauk przyrodniczych, szczególnie z matematyki. Mój przyjaciel nie jest w stanie opłacić jego korepetycji, mając 5-ro swoich dzieci i 5-ro innych z pierwszego małżeństwa swojej żony, za które rownież jest teraz odpowiedzialny. Na ile prawdą jest, że słabo zdał z powodu absencji nauczycieli z jego szkoły w czasie roku, tego nie mogę powiedzieć. Ponieważ jestem nauczycielem nauk ścisłych zdecydowałam się pomóc mu dając korepetycje szczególnie z matematyki podczas moich ostatnich wakacji, by wesprzeć jego drugą szansę z lepszym końcowym rezultatem. On sam był bardzo pilny w tym i przykładał się solidnie do nauki. W ciągu dnia pracował w ogrodzie należącym do Centrum Promocji im. Bahita i także w naszej parafii, by zarobić trochę pieniędzy na książki i inne niezbędne rzeczy. Czasami był bardzo zmęczony fizycznie z tego powodu podczas wieczornych korepetycji ze mną. Jednak determinacja zintegrowana z jego marzeniem, by być lekarzem, który mógłby w przyszłości przynieść ulgę w cierpieniu i wyleczyć z choroby wielu ludzi, dawała mu mocną motywację do kontynuowania tego, co rozpoczął. Obecnie czekając na oficjalne wyniki egzaminu z 2007, mam nadzieję, że Fred spełni swoje marzenie …
 
Ostatni obraz pochodzi ze sklepiku owocowo – warzywnego, miejsca pełnego życia. Mała Millicent biega niezgrabnie zgodnie ze schematem: trzy kroki do przodu i pupa, wciąż ucząc się chodzić. Znam tą małą od kiedy miala około dwa tygodnie życia. Miriam, jej mama, ma dziesięćcioro cudownych pociech: Milcah, Joseph, Rebecca, Cassia, Evans i Faith. Większość z nich jest już w podstawowej lub średniej szkole. Jej codzienność jest pełna myśli i aktywności, by przez nie znaleźć pozytywną odpowiedź na to, jak je wyżywić, ubrać, ochronić przed chorobą, posłać do szkoły itd. Jej sklepik nie jest zbyt dochodowy. Mąż Miriam jest taksówkarzem. To dobry biznes, choć profit z niego nie jest jednakowy. Ludzie wolą chodzić na piechotę niż byc głodni, jeśli stoją przed takim dylematem. Steven, jej czwarte dziecko z kolei, nie wrócił do szkoły, kiedy poproszono go, by powtórzył szostą klasę szkoły podstawowej. Peter, który jest obecnie w domu bawiąc się z małą Millicent, czeka by być uczniem w pełnym tego słowa znaczeniu – wiele czekąjących na rozwiązanie problemów w jej życiu … rodzinnym i nie tylko … Dwa lub trzy razy do roku Miriam musi płacić haracz grupie ludzi, którzy straszą ją, że jeśli tego nie uczyni, zgwałcą ją lub jedną z jej córek albo jej kiosk będzie zdemolowany. By dać niewiele złodziejom Miriam zredukowała do minimum oferowane produkty w swoim sklepie, ale przez to i zysk jest mniejszy. Prawie to samo jest z elektrycznościa w jej domu. Chciałaby podłączyć ją legalnie, ale nielegalnie jest znacznie korzystniej i łatwiej dla niej, płacąc jednemu członkowi Parlamentu, który dostarcza elektryczność do wielu innych domów w slumsie nie mając prawdopodobnie żadnej licencji na to, tylko 300 szillingow miesięcznie, niezależnie ile prądu ona zużywa. Wiekszość ludzi nie boi się dołączyć do tej grupy z powodu pozycji i autorytetu tegoż skorumowanego parlamentarzysty! Jednak gdyby ci sami ludzie wyrazili stanowcze ”nie” wobec całej tej sytuacji, to stworzyliby w ten sposób swego rodzaju przestrzeń dla zmiany na lepsze widzianej w szerszej perspektywie.
 
Kto jest tak naprawdę w stanie wnieść sprawiedliwość i pokój w życie tak wielu Kenijczykow w sferze ekonomii, by zmniejszyć ubóstwo, które do jakiegoś stopnia redukuje godność każdego człowieka? W jaki sposób dzisiaj Lavigerie mógłby pozytywnie sprowokować naszych liderów, polityków, prawników, ekonomistów, by byli bardziej skoncentrowani na problemach kraju, a nie na czerpaniu własnych korzyści, zajmując ważne stanowiska w państwie? Czy jest jakiś sposób, by dać wszystkim ludziom równe szanse na to, by mogli budować lepszą przyszłość dla nich samych i dla ich dzieci, nie odrzucając jednocześnie osobistej odpowiedzialności za ich wybory i decyzje? W sercu codziennych zmagań każdej osoby, co jest tym, co dostarcza jej/jemu wystarczającej siły, odwagi i nadziei, by kontynuować jej/jego życie idąc ku jego pełni i osobowej świętości?
 
 
 
 
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *