Wezwanie Mistrza – Idźcie na cały świat

Powołanie misyjne to odpowiedź człowieka ochrzczonego na wezwanie Mistrza. To poczucie odpowiedzialności za kontynuację rozpoczętego przez Niego dzieła. Wszyscy jesteśmy powołani do stania się misjonarzami już od naszego Chrztu świętego. Oczywiście istnieje wielka różnica pomiędzy misją spełnianą we własnym kraju a misją realizowaną poza jego granicami. Nie można jednak wartościować, jakoby ta lub tamta była trudniejsza czy ważniejsza.

Niełatwo jest mówić o własnym powołaniu misyjnym. Już od wieku chłopięcego, będąc ministrantem oraz swego rodzaju ?myszą kościelną”, byłem zachwycony wszelkiego rodzaju opowieściami polskich misjonarzy z zagranicy, którzy od czasu do czasu pojawiali się w tarnowskiej katedrze, w mojej rodzinnej parafii. Gdy słuchałem z zapartym tchem ich opowieści, wydawało mi się, że słucham wielkich bohaterów z książek o pustyni i puszczy. Jakże niezwykłe to było wrażenie! Tak wiele przygód, podróży, niebezpieczeństw; wszystko z powodu tego jednego wezwania Jezusa: Idźcie na cały świat… W taki sposób rodziło się w młodym sercu pragnienie służby Chrystusowi w dalekich krajach. Pragnienie to znajdowało się jeszcze na poziomie marzeń i snów, a skonkretyzowało się wraz z rozwojem powołania do życia zakonnego.

Powołanie misyjne
W nowicjacie ojców jezuitów w Starej Wsi marzenie i sen stały się rzeczywistością. Misjonarze – bohaterowie przybrali kształt konkretnych osób: br. Uberman, br. Żak i wielu innych. Ich misja nie zakończyła się po latach spędzonych w odległych krajach, ale zmieniła formę na doniosłą z punktu widzenia głębokiej wiary modlitwę za Kościół i za Towarzystwo Jezusowe. Opowiadań misjonarzy-weteranów nie sposób było traktować jako historyjek dla dzieci. Trudy, cierpienia i ofiary długoletniej pracy na misjach, z dala od Ojczyzny, wypisane były na ich twarzach, ciałach i duszach ?czarno na białym”. Nie sposób było nie dostrzec w tych starych misjonarskich oczach radości i światła. Radości wypływającej z pewności dobrze spełnionej misji na rzecz Chrystusa i Jego Ewangelii. Nie sposób było nie wzruszyć się marzeniem bardzo chorego już brata Franciszka: Jak bardzo chciałbym powrócić do Zambii, aby tam złożyć moje kości. To w nowicjacie rodziły się we mnie pierwsze konkretne pragnienia wyjazdu na misje do Afryki, do Zambii. Pragnienia wyrażane w powtarzanych usilnie prośbach kierowanych do o. prowincjała.

Koniec ?magisterki” wyznaczył historyczną chwilę w moim życiu – wyjazd na misje! Wprawdzie nie do Afryki, ale na studia teologiczne do Brazylii. – Wszędzie można dobrze służyć Panu Bogu i Kościołowi – w taki sposób tłumaczyłem sobie dyspozycję o. prowincjała. Była to słuszna decyzja. Wkrótce zakochałem się w tym kraju i w ludziach prostych i pogodnych, szukających Pana. Niezbadane są jednak plany Boże, często tak różne od tego, co my sami planujemy. Czasami w sposób cudowny Jego plany pokrywają się z naszymi marzeniami i pragnieniami. To właśnie przełożeni w Brazylii zaproponowali mi nową misję czasową w Mozambiku, w południowo-wschodniej Afryce. Już od ponad dwóch lat mam szczęście służyć Kościołowi afrykańskiemu; w tej chwili na misji w Lifidzi, w regionie Angonii, na granicy z Malawi i Zambią. Wielka to radość, ale jeszcze większe wyzwanie i odpowiedzialność. Dużo trudniej jest podjąć tak odpowiedzialną misję w wieku czterdziestu lat. Nowy sposób myślenia, nowa kultura, nowe języki; wszystko to utrudnia przystosowanie się do nowej pracy. Jednak w tym wszystkim nietrudno jest zauważyć, jak cudownie Boża łaska umożliwia wypełnianie tego zadania w pokoju ducha i z radością.

Dobry misjonarz
Czasem, w spotkaniach z przyjaciółmi czy z rodziną, pojawia się pytanie: Co jest najważniejsze, aby być dobrym misjonarzem? Odpowiedź na to pytanie nie należy do mnie. Po pierwsze, wiele mi jeszcze brakuje do tego, abym mógł przyznać, że jestem dobrym misjonarzem. To właśnie świadomość własnych słabości utwierdza nas – misjonarzy – w przekonaniu, że wiele jeszcze brakuje nam do ideału. Po drugie, to nie my wybraliśmy czy wybieramy misję; to Pan Bóg nas wybiera, abyśmy Jemu służyli, gdziekolwiek by nas nie posłał. Być dobrym misjonarzem, znaczy przyznać się, że jestem zależny całkowicie od Pana Boga w każdej minucie mojego życia. Nie od nas zależy owoc misji, lecz od naszego całkowitego poddania się Jego woli. Być dobrym misjonarzem to być dobrym chrześcijaninem, umieć rozpoznać swoje słabości, niepokoje, lęki i rany. Nie wypełniamy naszej prywatnej misji, lecz misję Chrystusa i Kościoła. Apostołowie w łodzi potrzebowali pomocy Jezusa w uciszeniu burzy na jeziorze. Piotr potrzebował znaku, aby móc kroczyć po wodzie (zob. Mt 14,22-33). W imię Jezusa uczniowie wypędzali złe duchy i leczyli chorych. Ta świadomość powinna być obecna zawsze w naszym życiu i w naszej misji. Być dobrym misjonarzem oznacza mieć zawsze czas na to, aby rozmawiać z Jezusem i prosić Go o radę. Być misjonarzem i chrześcijaninem to pozwolić, aby Przemieniony Chrystus przemieniał nas każdego dnia coraz bardziej na Jego podobieństwo.

Duma i radość
Kiedy myślę o historii mojego życia misyjnego: tyle dróg i przejechanych kilometrów, tyle twarzy, miejsc, tyle Mszy świętych odprawianych w przeróżnych warunkach i setki (może tysiące) Chrztów świętych, to pragnę dziękować Jezusowi za możliwość pracy w Jego winnicy, tak odległej od mojej Ojczyzny, choć tak bliskiej memu sercu. Dziękuję Jezusowi za to, że mogę zawsze powtarzać: Jestem polskim misjonarzem. Wielka to duma i radość. Polska nigdy nie szczędziła braci, sióstr, kapłanów czy misjonarzy świeckich, aby szli i głosili Dobrą Nowinę. Modlę się ciągle, a wraz ze mną tylu moich rodaków, aby ten zapał misyjny nigdy nie przygasł. Tak wielka jest Winnica, a tak niewielu pracowników. Nowe fronty pracy misyjnej wciąż otwierają się przed nami. Misje na Wschodzie (Bliskim i Dalekim), ciągłe potrzeby rąk do pracy w Kościele afrykańskim czy w Południowej Ameryce i w tylu innych zakątkach świata. A czyż Europa nie potrzebuje misjonarzy? Czy polski Kościół nie potrzebuje nowego zapału misyjnego i nowych powołań? Być może najważniejszy z frontów misyjnych to nasz własny kraj, nasze miasto, wioska.

Powołanie misyjne wlane jest w serce każdego chrześcijanina w chwili Chrztu świętego. Prawdziwy chrześcijanin nie może tłumaczyć się brakiem czasu, zdolności czy brakiem sił do wypełniania tego powołania. Nie baliśmy się głosić ewangelicznej Prawdy w czasach prześladowań. Kościół polski dowiódł tego w ciągu wieków. Niech dziś nie zabraknie nam sił do świadczenia o Prawdzie. Chrystus nas potrzebuje i wciąż powtarza swoje wołanie: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, nawet jeżeli świat zaczyna się przy drzwiach domu naszego sąsiada.

Mirosław Matyja SJ

źródło: deon.pl

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *