s. Suzy Hadermann

wywiad-shaderman-03-2009Nazywam się Suzy Hadermann, pochodzę z Belgii. Mam to szczęście, że dorastałam w rodzinie gdzie panowała jedność. Dzięki mądrości moich rodziców mój brat, moja siostra i ja otrzymaliśmy dobre wykształcenie. W domu rozmawialiśmy po flamandzku ale rodzice posłali nas do szkoły francuskojęzycznej i dzięki temu posługujemy się swobodnie tymi dwoma językami. Mimo to, że jesteśmy katolikami uczęszczaliśmy zawsze do państwowych szkół gdzie usłyszałam prawie wszystko co można powiedzieć przeciwko religii i to mi bardzo pomogło (choć nie zawsze było łatwe) bo zmobilizowało mnie do osobistych poszukiwań i do „wybierania Jezusa Chrystusa”.

Miejscem, w którym karmiła się moja wiara było harcerstwo. Zawdzięczam również bardzo wiele jednemu księdzu zakochanemu w Bogu i w jego Słowie. On zaraził mnie swoją miłością do Biblii a kiedy byłam zasypywana wieloma pytaniami i nie wiedziałam jak na nie odpowiedzieć, szłam do niego i rozmawiałam z nim. On towarzyszył mi także w rozeznawaniu mojego powołania.

To właśnie w harcerstwie a nie w mojej rodzinie narodziła się moja żywa relacja z Chrystusem. Pomimo tego, że moi rodzice byli wierzący to mało rozmawialiśmy na temat wiary. Chodziliśmy razem na mszę świętą w niedzielę ale nie pamiętam żebyśmy modlili się razem.

Z mojej rodziny wyniosłam wartości, które mnie ukształtowały i które noszę w sobie jako cenne dziedzictwo: miłość moich rodziców (ich miłość wzajemna i miłość do nas), ducha rodzinnego, tę pewność, że możemy na siebie liczyć, szacunek, uczciwość a także poczucie piękna: piękna natury (nawet jeżeli mieszkaliśmy w mieście), sztuki w różnej formie a przede wszystkim muzyki.

Nasiąkłam tym za młodu jak to się mówi i nie mogę sobie wyobrazić mojej rodziny bez muzyki, gdzie graliśmy i śpiewaliśmy wspólnie. To stworzyło między nami bardzo głęboką więź, przestrzeń porozumienia, rodzącego wielką radość.

Co siostrę zmotywowało aby wstąpić do zgromadzenia Sióstr Misjonarek Afryki?

Od kilku lat żyłam w solidnej przyjaźni z Chrystusem ale nie wiedziałam za bardzo jak mam ją skonkretyzować. Myślałam o wyjściu za mąż, założeniu rodziny, której fundamentem będzie Chrystus.

Pewnego dnia, pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj – zrozumiałam bardzo jasno, że Jezus wzywa mnie do czegoś innego. Wyryły się w moim sercu Jego słowa:
„Zostaw wszystko i pójdź za Mną” i „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”.

Od tej chwili wiedziałam, że On wzywa mnie aby zostać siostrą zakonną i misjonarką i czułam, że nie mogę tego rozdzielić. Nie wyobrażałam sobie nigdy jednego bez drugiego.

Pozostawało mi tylko znaleźć gdzie…

Ponieważ nie znałam praktycznie żadnego zgromadzenia poprosiłam o radę mojego kierownika, który udzielił mi informacji na temat wielu różnych zgromadzeń misyjnych (udzielając mi również kilku wskazówek jak rozeznać poważnie swoje powołanie a nie angażować się w ciemno w życie zakonne).

Wśród adresów, które mi dał był również adres Sióstr Misjonarek Afryki. Poszłam je zobaczyć i czułam, że to odpowiada wezwaniu jakie słyszałam w sobie.

Poszłam również ze zdrowego rozsądku zobaczyć inne zgromadzenia ale bardzo szybko skoncentrowałam się tylko na Siostrach Białych.

Dlaczego?

– Wyglądało mi to na coś poważnego?
– Perspektywa była jasna – Afryka
– Powiedziano mi, że z moim dyplomem nauczycielki będę mogła służyć bo w Afryce brakuje nauczycieli.


Jestem szczęśliwą Siostrą Misjonarką Afryki. Spędziłam jedenaście lat w Burundi:
najpierw jako nauczycielka w szkole, formującej przedszkolanki, potem w parafii gdzie oprócz działań czysto duszpasterskich prowadziliśmy nauczanie początkowe i działaliśmy na rzecz rozwoju. Następnie byłam odpowiedzialna za różne nasze wspólnoty w Burundi. Jedenaście lat to nie jest bardzo dużo… Potem spędziłam kilka dobrych lat posługując na różne sposoby w zgromadzeniu, przede wszystkim na różnych poziomach formacji. W gruncie rzeczy nawet jeśli nauczałam w szkole tylko przez pięć lat to moje umiejętności pedagogiczne okazały się bardzo przydatne w przyszłości.

Pracowała siostra głównie w formacji, również teraz posługa o którą jest poproszona idzie po tej linii. Jak zdefiniowałaby siostra formację zakonną?

Myślę, że formacja zakonna jest fundamentalnie taka sama jak formacja w ogóle : to jest proces zdobywania i przyswajania. Życie stawia nas nieustannie w kontakcie z nowością, która przybywa do nas poprzez spotkania, poprzez to co widzimy, czytamy, słyszymy, poprzez wszystko czego doświadczamy. Zdobywamy nowe idee, wartości, znajomości… ale żeby móc mówić o formacji należy przyswoić te zdobycze, pozwolić się formować poprzez to co się otrzymało. Prawdziwa formacja pozwala nam „być bardziej”.

Formacja zakonna podąża w tym samym kierunku uwzględniając specyficzny kontekst naszego powołania. Formacja osobowa, czysto ludzka zakorzenia nas w naszej kulturze (rodzimej bądź nabytej) – kulturze, która zresztą wciąż sie zmienia – formacja zakonna pozwala zakorzenić się w kulturze Ewangelii i kulturze naszej rodziny zakonnej. Ta formacja nie zastępuje formacji osobowej ale zasadza sie na niej niejako i obie sie rozwijają. Jak mówią nasze Konstytucje: „To jest praca na całe życie”.

Co ta praca pozwoliła siostrze odkryć jeśli chodzi o sposób naśladowania Jezusa w zgromadzeniu Sióstr Białych?

Poczucie bardzo mocnego związku między tą formacją osobową, czysto ludzką a formacją ucznia i apostoła Chrystusa. Nie idziemy za jakimś ideałem, podążamy za żywą osobą, za Jezusem Chrystusem Nasza duchowość nie jest odczłowieczona, nasze pójście za Chrystusem jest głęboko zakorzenione w rzeczywistości czysto ludzkiej. Jeżeli Bóg tak bardzo szanuje nasze człowieczeństwo i jeżeli On zechciał się wcielić: << naprawdę >> w świat, z całą pewnością oczekuje podobnej postawy i od nas.

Jak być posłanym do mężczyzn i kobiet w naszych czasach jeśli nie potraktujemy poważnie ich radości, zmartwień, aspiracji, krótko mówiąc tego wszystkiego co składa się na ich życie? Być blisko tych, do których jesteśmy posłane, to stanowi część naszego sposobu naśladowania Jezusa. Kardynał Lavigerie w czasie kampanii, którą prowadził przeciw niewolnictwu użył takiego zwrotu zapożyczonego od łacińskiego pisarza Terencjusza: <<Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest dla mnie obce>>

Aby być zdolnym iść do drugiego, spotkać drugiego w jego odmienności musimy być solidnie zakorzenione w nas samych bo inaczej drugi będzie jawił się nam jako zagrożenie. Jak mówi Simone Weil : << Tylko ten, kto ma korzenie potrafi się otworzyć na to co powszechne >> Dlatego nasza formacja tak mocno opiera się na dwóch aspektach, które są dla nas nierozłączne :integralny rozwój osobowy i jego postępująca transformacja w wierze. Nigdy jedno bez drugiego.

Muzyka i sztuka zajmują ważne miejsce w siostry życiu. Jak siostra łączy te dary z życiem zakonnym i misyjnym?

To jest częścią mnie a skoro w naszych Konstytucjach czytamy : << to wszystko co składa się na to kim jesteśmy jest na służbę misji >> dlatego też ten aspekt mojej osobowości jest częścią mojego życia zakonnego i misyjnego tak samo jak wszystko inne.

Muzyka, sztuka, poczucie piękna są na równi z miłością i modlitwą. Umiejętność smakowania tego piękna i zachwytu nim pomaga mi rozpoznać Boga, pomaga mi Go spotkać. Prowadzi mnie to do rozwijania mojego zmysłu kontemplacji i wzbogaca moją modlitwę uwielbieniem, błogosławieństwem, radością. Myślę, że takie pozytywne patrzenie jest bardzo ważne dla nas, które mamy dzielić się z innymi Dobrą Nowiną.

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *