Słoneczny Tancerz

Sundancer – Edward Hays
    

Wcale nie tak dawno temu i w całkiem nieodległym kraju na pięknym wzgórzu stał stary dom. Przy nim znajdował się ogród pełen wielorakich kwiatów.

Wyglądał on jak kolorowa wstęga wijąca się wśród wzgórz. W ogrodzie tym kwiaty posadzone były według ważności. Arystokratami ogrodu były róże, trochę snobistyczne, o nieskazitelnym akcencie. Astry – dobrze wykształcone, rozkoszowały się długimi dyskusjami filozofii i różnych poglądów polityczno-społecznych. Irysy, tworzyły pas bezpieczeństwa. Skupione, stały na straży prawa i czujnie obserwowały, aby nikt nie łamał ustalonych od dawna zasad. W ogrodzie tym znajdowało się jeszcze wiele innych rodzajów kwiatów, wśród nich dalie. Były one pełne radości, humoru i zabawy, z których można się było pośmiać i wspólnie dobrze się bawić. Małe fiołki i bratki żyły w ciągłym strachu, aby przypadkiem nie narazić się wszechpotężnym irysom albo nie popaść w niełaskę u autorytatywnych gladioli.

 
Był w ogrodzie jeden mały kwiatek o wyjątkowo żółtym kolorze, słonecznym kolorze. Chociaż był mały i rósł tuż nad ziemią, jego liście były wysmukłe i piękne. I chociaż należał do tej samej rodziny, co cynie i chryzantemy, te nie przyznawały się do niego, jako kuzyna, twierdząc, że jest za mały i nic nieznaczący. Inne kwiaty nazywały go „krótkim” albo „obcym”, bo wyglądał jak imigrant. On sam nie przejmował się tymi przydomkami, ale lubił być nazywany „Słonecznym Tancerzem”. Był on dumny ze swojego kwiatu podobnego do słońca i ze swoich wysmukłych liści.

To, co najbardziej wyróżniało go od innych kwiatów to to, że kiedy wszystkie zadowolone były żyjąc w ogrodzie o ustalonej i bezpiecznej strukturze, on pragnął dalekich miejsc, wolności. Często pytał, dlaczego nie możemy być wolni? Jego wolny duch marzył i pragnął tańczyć na odległych wyspach, przebywać tropikalne puszcze, zdobywać wysokie góry. Od czasu do czasu dzielił się swoimi pragnieniami z innymi kwiatami z ogrodu. Pytał, dlaczego żyjemy tak bardzo zniewoleni narzuconymi ideami, dlaczego nie możemy być wolni, cieszyć się pięknem świata, mieszkać na jego krańcach?
W ogrodzie następowało wtedy poruszenie i kwiaty jeden po drugim udzielały Słonecznemu Tancerzowi długich odpowiedzi, róże z ironicznym uśmiechem mówiły do siebie:, „że każdy cywilizowany kwiat żyje w dobrze zorganizowanym ogrodzie z tradycjami, że któż by chciał żyć tam, poza ogrodem, w takich miejscach”. Magnolie w takich okazjach lubiły dawać długie odpowiedzi na temat właściwych norm społecznych i tradycji. Inne kwiaty przytakiwały, że życie w ogrodzie było tylko naturalne dla cywilizowanego kwiatka.
Prawdziwym jednak powodem, dla którego kwiaty nie zgadzały się ze Słonecznym Tancerzem na temat  wolności i życiu tam, gdzie się chce, o byciu wolnym – był strach. One bały się świata, który był poza ich zorganizowanym społeczeństwem grządkowym.

Takie dyskusje przerywały irysy – strażnicy prawa i porządku. Zarządziły one ciszę w ogrodzie, słońce już zachodziło, wszystkie kwiaty powinny, więc już spać. Cisza zapadła, więc nad ogrodem. Ani jeden z kwiatów nie przyznał się nawet sobie, że to lęk przed życiem na zewnątrz był powodem, że tak mocno strzegły narzuconych sobie struktur, przepisów i zasad. Bały się życia po drugiej stronie ścieżki biegnącej wzdłuż ich ogrodu. Tam za tą ścieżką, świat jawił się im jako pełen niebezpieczeństw, dzikich wrogów gotowych je zjeść czy podeptać. Zamiast przyznać się do swojego strachu, wolały mówić raczej o swojej ważności i produktywności, o tym jak społeczeństwo ich potrzebuje, o ważności ich funkcji dla całego społeczeństwa – czyż nie dajemy piękna i znaczenia weselom czy pogrzebom, czyż nie przynosimy szczęścia zakochanym i przyjemności wszystkim, którzy na nas patrzą – mówiły. Wszystkie te argumenty były jednak tylko iluzją, która maskowała ich śmiertelny strach przed tym, co nieznane, przed światem, który istniał poza ich małą społecznością ogrodu.

Noc zapadła, Księżyc w swej pełni rozświetlał horyzont. Cały ogród spał, tylko nasz mały kwiatek czuł się samotny i opuszczony. Modlił się: „Panie, pozwól mi być wolnym i uciec z tego ogrodu”. „To jest możliwe mój przyjacielu” – usłyszał nagle głos. Patrząc wokoło zobaczył konika polnego na ścieżce. Tyle razy słyszał śpiewanie koników polnych, ale żaden z nich nigdy nie mówił do kwiatka. Słyszałem twoją dyskusję z innymi kwiatami i  modlitwę o wolność. Słoneczny Tancerz był bardzo zaskoczony i pytał konika skąd pochodzi i kim jest. Jesteś konikiem domowym czy polnym? Tak i nie odpowiedział konik. To znaczy jestem wolny od domu mojego pana, jestem konikiem polnym. Słoneczny Tancerz patrzył z zachwytem na przybysza, który mówił dalej. Jako polny konik widziałem wiele pól i wiele miejsc. Podróżowałem przez odległe kraje.
Ale, przepraszam, nie zapamiętałem twojego imienia – zapytał konik.
Mam na imię Słoneczny Tancerz – odpowiedział kwiatek.
Odpowiednie imię dla ciebie – powiedział konik.
Moje imię znaczy Tien-shan. „Kiedy podróżowałem po Himalajach – mówił konik, w momencie zachwytu zobaczyłem tę górę, która nazywa się Tien-schan. Wtedy zrozumiałem, że rzeczy, które nazywamy przeszkodami w życiu, są właśnie w rzeczywistości takimi górami. To imię przypomina mi, by zachwycać się życiowymi przeszkodami, zamiast próbować je ciągle omijać, co w gruncie rzeczy i tak jest nie możliwe”. Ta myśl pomogła mi przetrwać w tysiącach prac, jakie wykonywałem w czasie moich podróży.
W Japonii mieszkałem w herbaciarni. Japończycy cieszyli się bardzo z mojego śpiewu i nawet zrobili dla mnie specjalne pudełko. Wierzą oni, że koniki przynoszą szczęście.
A ty? Czy wierzysz ze nasze spotkanie nie jest przypadkowe? I ze mogę przynieść ci szczęście?

    
„Tak, wierzę” – odpowiedział kwiatek, kątem oka spoglądając czy aby inne kwiaty nie słuchają ich rozmowy. Wierzę ze w jakimś sensie jesteś odpowiedzią na moją modlitwę. Dobrze – odpowiedział konik.
W moich podróżach po ziemi spotkałem wielu uczonych poetów, którzy otwierali we mnie drzwi do najstarszych bram mego serca. W ten sam sposób mogę i ja pomóc tobie, jeżeli naprawdę chcesz.
O tak, tak odpowiedział konik. „Chcę być wolny, pragnę zamieszkać na krańcach ziemi, iść do innych ogrodów, pragnę tańczyć, ale kwiaty mówią, że to niemożliwe. Są pewne prawa tutaj, wiesz, prawa, które są dla dobra wszystkich. Mamy też zwyczaje i tradycje, które są tak mocne jak samo prawo.
Czy ty znasz jakąś magiczną moc abym był wolny?”
„Żadna magia na tym świecie nie uczyni cię wolnym” – odpowiedział Tien-shan – „ale jeżeli chcesz się uczyć i jesteś gotowy zaryzykować wszystko, pomogę ci”. „Wrócę do ciebie za miesiąc, a ty do tego czasu powtarzaj tę krótką modlitwę, której nauczyłem się dawno temu.
Panie, z nieświadomości prowadź mnie do Prawdy
z ciemności prowadź mnie do Światła
ze śmierci prowadź mnie do Nieśmiertelności.

Kiedy się modlisz zamknij oczy, trwaj w skupieniu i wierz – to bardzo ważne. Słoneczny Tancerz powtarzał, więc tą  modlitwę, a kiedy otworzył oczy, konika polnego już nie było.
Dni szybko mijały a Słoneczny Tancerz wiernie się modlił. Był przejęty możliwością ucieczki i z tym większym zapałem oddawał się modlitwie. Nie czuł już potrzeby argumentowania swoich pragnień, ani też przypodobania się arystokracji ogrodu.

Kiedy nadeszła kolejna pełnia księżyca Słoneczny Tancerz usłyszał znaną już sobie melodię konika polnego. Tien-shan pozdrowił kwiatka i zapytał: „czy jesteś gotowy na pierwszą lekcję” – „Tak, jestem” – odpowiedział kwiatek.

„Pierwsza lekcja uczy o rzeczywistości, o tym, co realne. Jeżeli chcesz wyjść ze swojego więzienia, twojej gry w nierealność musisz chcieć stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością. Musisz pozostawić puste słowa i slogany z codziennego użycia. Musisz zostawić wszystkie te zachowania, których nauczyłeś się w dzieciństwie, aby zdobyć akceptację innych, aby się podobać.
Konik zamilkł, aby zobaczyć czy kwiatek zrozumiał, a kiedy zobaczył jak skoncentrowany jest kwiatek, kontynuował.
Te zachowania muszą odejść z twojego życia, są one, bowiem częścią gry, grania roli… Musisz przestać grać rolę kwiatka.
„Grania roli?” – Zapytał kwiatek. „Tak, zostałeś stworzony, aby być czymś więcej niż tylko barwną plamą w jakimś ślubnym bukiecie, czy zakończyć swoje życie wyglądając ładnie w porcelanowej wazie. To są role społeczne, a ty musisz ich unikać, bo one cię zniewalają. Te role przeszkadzają ci w byciu wolnym. Nie jesteś stworzony dla dobrego profilu czy po to, aby być zerwanym i użytym”. Słoneczny Tancerz pochylił głowę na znak, że rozumie. Będę próbował czynić tak jak mówisz.
W następnych tygodniach wiernie uczył się i powtarzał swoją pierwszą lekcję. Uczył się prawdziwie być sobą, bez zbędnych słów, argumentów, odmawiał bycia zmuszanym do dyskusji i odważnie wyrażał swoje zdanie. Każdego dnia siadywał w ciszy i skupieniu powtarzając swoją krótką modlitwę:
Panie, z nieświadomości prowadź mnie do Prawdy
z ciemności prowadź mnie do Światła
ze śmierci prowadź mnie do Nieśmiertelności.

Nadeszła kolejna pełnia i znów niespodziewanie pojawił się konik polny. „Czy odrobiłeś zadanie domowe?” – zapytał Tien-shan.
„Tak, to nie było proste, ale byłem wierny. Czy dzisiejsza lekcja będzie łatwiejsza?”

„Nie, mój przyjacielu. Dzisiejsza lekcja będzie najtrudniejsza, ale jest ona niezbędna, konieczna, jeśli chcesz być wolny.”
Pochyl swoją głowę blisko mnie. Słoneczny Tancerz pochylił swoją głowę ku Tien-shan, który krzyknął do jego ucha z całą mocą – „Jesteś NIKIM!”
Kwiatek wyprostował się ze strachu, a konik kontynuował swoim zwyczajnym głosem.
„Jesteś tylko kruszynką, pyłkiem w tym ogromnym świecie, który sam jest pyłkiem w kosmosie. Mój przyjacielu, musisz pokonać potrzebę bycia Kimś i uczyć się być tym, kim jesteś”.

„Musisz uczyć się obejmować z miłością swoją małość w całym stworzeniu. Ta świadomość i akceptacja jest wolnością i nazywa się pokorą. Musisz uczyć się przyjmować rzeczywistość bez tanich masek czy papierowych tarczy. Musisz stanąć twarzą w twarz z lękiem, ufając że jesteś nieustannie, w objęciu Bożej Nieskończonej Miłości, nawet, jeżeli jesteś taki mały”.

Konik nagle znikł ze swoim podróżnym plecakiem i laską.
Mijały dni, Słoneczny Tancerz trząsł się na myśl o czekającym go zadaniu, ale wiernie powtarzał swoją modlitwę.

Księżyc obiegł już prawie cały etap zmniejszając się od pełni do nicości i znów z powrotem do pełni.
„Witaj znów”, powiedział Tien-schan. „Przyszedłem trochę wcześniej, ale z dobrego powodu. Mam nadzieję że jesteś gotowy na ostatnią lekcję. Musisz teraz stanąć twarzą w twarz ze śmiercią, najstarszym wrogiem ze wszystkich. Lęk przed nią jest równie stary jak śmierć, lęk, który więzi tak młodych jak i starszych”.

„Twoim zadaniem jest nie tyle być odważnym, ale raczej nie bać się śmierci, nie bać się starzenia. Musisz nauczyć się kochać te ciemną podróż, zaakceptować śmierć jako towarzyszkę. Nie lękać się nieznanego bólu śmierci i tej tajemniczej drogi prowadzącej poza ciemny grób”.

„Panie, ja już to zrobiłem, czułem że to będzie kolejna lekcja. Skończyłem już moje trzy lekcje i jestem gotowy do ucieczki do wolności, do nowego życia”.

„Spokojnie przyjacielu” – odpowiedział konik stonowanym głosem.

„Musisz wiedzieć, że potrzebna jest cierpliwość i nie dać się zwieść przez język religijny.
Być prawdziwie nowym, narodzić się na nowo to zobaczyć i przyjąć rzeczywistość, swoją małość, przyjąć siebie jako dar, a to jest o wiele boleśniejsze niż sama śmierć.”
Serce kwiatka biło coraz mocniej kiedy konik kontynuował:
„Wielu jest poszukiwaczy prawdy, którzy wybierają śmierć, ale ilu z nich naprawdę miało tę odwagę narodzić się na nowo. Ilu miało odwagę doświadczyć zmartwychwstania do nowego życia, zamiast wprowadzania jakiś ulepszeń, zmian w swoje obecne życie? Bez tego bolesnego ponownego narodzenia nowa wolność staje się tylko kolejnym więzieniem, nowym może wygodniejszym, chroniącym od rzeczywistości”.

Konik spojrzał z miłością na kwiatka.
Zobaczyć świat i siebie, jakim on naprawdę jest, zjednoczyć się ze Świętym, jest jednocześnie porywające i przerażające.
Konik kontynuował powoli: „Jeżeli pragniesz być wolnym musisz nauczyć się żyć na krawędzi. Musisz umrzeć w swojej potrzebie bezpieczeństwa, aprobaty, akceptacji – żyć na krawędzi.
Podobnie jak alkoholicy nigdy nie biorą swojej wolności za nic. Każdego dnia jak oni musisz praktykować lekcje, których ci udzieliłem. Znakiem prawdziwie wolnych jest – pokora.”

Po tych słowach konik zebrał swoje rzeczy i ruszył w drogę.
Kwiatek zdziwiony powiedział: Chyba nie zamierzasz odejść? Potrzebuje cię bardziej niż kiedykolwiek.

Tak przyjacielu – powiedział konik, jest czas abym odszedł. Każdy dobry nauczyciel wypracowuje sobie drogę odejścia. Wiesz wszystko, co potrzebujesz wiedzieć. Teraz musisz być wolny, nawet ode mnie.

Nie bój się, w sercu zawsze pozostaniemy razem. Wyjątkowa więź łączy tych, którzy dzielą się prawdą i nawet śmierć, odległość czy czas nie stanowią dla nich przeszkody – bo wolność jest miłością dla nich.
Kwiatek wiedział, że Tien-schan już nigdy nie wróci. Ale on wiedział, co ma robić. Kiedy inne kwiaty okryte kołderkami z liści spały smacznie w swoich rabatkach, Słoneczny Tancerz całą noc trząsł się cały i powtarzał nieustannie swoją modlitwę, mając przed sobą śmierć i strach.

Następnego dnia słoneczny Tancerz oświadczył innym kwiatom, że odchodzi z ogrodu. Dalie prosiły go, aby przemyślał swoją decyzje, może uda się im znaleźć jakiś kompromis. W tym samym czasie astry zarządziły naradę, co uczynić ze Słonecznym Tancerzem. Astry mówiły z ogromnym efektem, że wkrótce inne kwiaty będą chciały odejść. Co powie wtedy pan ogrodu. „Wszyscy na tym ucierpimy, poparły róże.” Na koniec zdecydowano, ze Słoneczny Tancerz musi być posłuszny jak inne kwiaty wszystkim zasadom w ogrodzie. Decyzję tę ogłoszono w ogrodzie i większość kwiatów przytakiwała na znak zgody. Słoneczny Tancerz słuchał, ale nic nie powiedział.
Następnej nocy wszystkie kwiaty spały spokojnie, zadowolone, że problem został rozwiązany przez tych, co „wiedzą lepiej”. O północy głośny krzyk obudził cały ogród, alarm! Alarm! Słoneczny Tancerz odchodzi!
Irysy swoją bronią złapały kwiatka, który był w połowie ścieżki przebiegającej obok ogrodu i zaprowadzili go do najwyższej rady kwiatowej. Rada trwała krótko. Za nieposłuszeństwo prawu i narażanie wszystkich na niebezpieczeństwo kwiatek otrzyma, 40 biczów. „Niech ta kara będzie dla ciebie lekarstwem i lekcją” – powiedziały irysy. Zaraz z rana Astry wykonały wyrok na żółtym kwiatku, która była bardzo bolesna. Niefortunnie ostatni bicz uderzył w samą podstawę kwiatka i jego żółta głowa runęła na ziemię martwa. Sąd rozkazał wyrzucić ciało poza ogród.
Jego liście były poszarpane i połamane. Jego martwe ciało leżące poza ogrodem było jasną lekcją dla wszystkich. Nikt nie odważył sie wspominać jego imienia ani jego myśli o wolności. Kara ta miała być przykładem dla wszystkich kwiatów w ogrodzie, które kiedykolwiek chciałyby myśleć o wolności, o naruszaniu praw i porządku, jakie panowały w ogrodzie, dla dobra całej społeczności.

Następnego dnia nie było już jego martwego ciała na ścieżce i zaczęto spekulować czy to koniki je zabrały, czy mrówki, czy może to ogrodnik je sprzątnął.
Magnolie wspominały o tym jak mówił coś o odnajdywaniu wewnętrznej drogi do miejsca, gdzie mieszka cała moc i prawda. Dalie wspominały  o ulubionym przez Słonecznego Tancerza cytacie Roberta Frosta:
My siedzimy w kręgu i przypuszczamy, Święty siedzi w środku i wie.

Tak minął kolejny dzień, chociaż nikt nie odważył się przyznać, wszystkim brakowało radosnego przyjaciela, jakim był Słoneczny Tancerz.

Trzeciego dnia rano nastąpiło wielkie poruszenie w ogrodzie. Na wzgórzu, po drugiej stronie ścieżki pojawił się piękny złocisty kwiat, który promieniował odbiciem słonecznym. Dziwnie jego liście wyglądały jak liście martwego Słonecznego Tancerza. Ale ten kwiat nie był martwy, był on żywy, bardzo żywy.

Wkrótce inne żółte kwiaty pojawiły się na wzgórzu i w dolinie.
Kwitły przy ścieżce, przy drogach, przy domach bogatych i biednych, w miastach i na wioskach. Kwitły tam gdzie chciały, w przeciwieństwie do tych kwiatów, które rosły w dobrze utrzymanych ogrodach.
A kiedy przychodzi czas ich umierania, – bo jak wszystko, co żyje musi umrzeć – w odróżnieniu od innych kwiatów, które rozkwitają i więdną, te kwiaty słońca tajemniczo rozkwitają na nowo w swojej ostatniej godzinie. Umierając kwitną w piękną białą kulę, niczym pełnia księżyca. W momencie śmierci w cichej eksplozji tysiące małych latawców zostaje uwolnionych, a wiatr niesie je do samych krańców ziemi, do wszystkich krajów, ludzi i narodów. Niosą one ze sobą wieść o wolności i życiu.

Ale jak bywa z tymi, którzy są wolni w zniewolonym społeczeństwie, uważani są oni za niebezpiecznych, za intruzów, sa wyrzutem sumienia dla strzegących prawa i porządku, dla tych, co się boją. Ale ich obecność jest wezwaniem, dotyka naszych zniewoleń, wzywa do prawdziwej wolności, a jako argument obronny uważamy ich za niebezpiecznych i nieproduktywnych.

Są nazywane mleczami, mniszkami lekarskimi, chwastami.
Odepchnięte przez świat nucą piosenkę, której refrenem są te słowa:

Ci, co maja oczy niechaj widza
Ci, co maja uszy niechaj słyszą.

 
 
 
 
 

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *