Powiedzieć TAK Jezusowi…

Dorastałam w katolickiej rodzinie i od najmłodszych lat Jezus miał swoje miejsce w moim życiu. Należałam do wspólnot, które mi pomogły odkryć miłość Pana Boga, wzrastać w miłości do bliźniego i w duchu służby innym. Najpierw należałam do harcerstwa a potem jeździłam z chorymi do Lourdes jako opiekunka. W międzyczasie mogłam zrealizować moje marzenie z dzieciństwa i zostać przedszkolanką. W wieku 24 lat dołączyłam do Wspólnoty Życia Chrześcijańskiego i przez rok brałam udział w programie dla młodych wolontariuszy europejskich realizowanym w Paryżu. W tych wszystkich moich zaangażowaniach Pan pozwolił mi odkryć co nadaje sens mojemu życiu i prawdziwie mnie uszczęśliwia : KOCHAĆ, SŁUŻYC BOGU idąc śladami Jego Syna Jezusa, który zapraszał mnie aby pójść za Nim i Go naśladować. Ale nie powiedziałam „Tak” od razu! Nie rozpoznawałam tego powołania. Miałam inne plany, marzenia o małżeństwie, rodzinie… Jednocześnie były we mnie: miłość do Afryki, pragnienie dzielenia się tym kim jestem z cierpiącymi, potrzebującymi, pragnienie totalnego oddania siebie – ale nie zamierzałam zostać siostrą zakonną! Bardzo dużo się modliłam, pytając Boga co On chce abym czyniła… Nie chciałam Mu powiedzieć „NIE”, ale moje serce było podzielone.

Po powrocie z misji świeckiej na Haiti gdzie doświadczyłam bardzo głęboko spotkania i dzielenia się z najbiedniejszymi pojechałam na rekolekcje, aby tam posłuchać co Pan chce mi powiedzieć. Kiedy medytowałam Słowo nagle ujrzałam siebie jako siostrę zakonną w afrykańskiej wiosce i to bardzo szczęśliwą! Ja która nie wyobrażałam sobie siebie w welonie! Ja, która nie chciałam być nazywana „zakonnicą”. To wszystko stało się jakimś szczegółem bez większego znaczenia. Gdzieś w głębi czułam bardzo jasno, ze tylko takie totalne oddanie siebie sprawi, że będę żyła pełnią życia więc ze łzami radości i z wielką ufnością powiedziałam „Tak”. Wybór nie był taki oczywisty ponieważ zgromadzeń zakonnych było bardzo wiele, ale Afryka, która mnie pociągała i duchowość ignacjańska, która pomagała mi wzrastać wyznaczały mi kierunek moich poszukiwań.

To co mnie bardzo silnie pociągnęło w stronę zgromadzenia Sióstr Misjonarek Afryki – Sióstr Białych to wizja naszego założyciela Kardynała Lavigerie: walczył o zniesienie niewolnictwa, dał schronienie setkom sierot i pracował z wielką miłością wśród wyznawców islamu. To było to, czego ja też chciałam bo wierzę, że każdy jest kochany przez Boga i każdy jest bratem i siostrą w Nim. Lavigerie sformułował taką zasadę, inspirując się słowami św. Pawła, która jest nam niezwykle droga: STAĆ SIĘ WSZYSTKIM DLA WSZYSTKICH to znaczy stać się bliskim ludziom poprzez naukę ich języka, ich zwyczajów, życie razem z nimi.

Poczułam się gotowa podążyć w stronę innych narodów, do Afryki, którą kochałam aby zaświadczyć o tej miłości Chrystusa do wszystkich. Bardzo dotykały mnie również wiara i słowa Matki Marie-Salome, naszej pierwszej przełożonej generalnej: „Bądźcie kobietami wiary i modlitwy”. Tak, bardzo pragnęłam żyć Chrystusem i pokazywać Go swoim życiem. Matka Marie-Salome mawiała często: „Bądźcie prawdziwymi siostrami”. Bardzo pociągało mnie życie we wspólnocie międzynarodowej: zgromadzone z różnych krajów i kultur, ale zjednoczone przez miłość do Chrystusa i do Afryki i żyjące w duchu prawdziwie siostrzanym. Tak naprawdę to „Tak” z moich rekolekcji pociągnęło za sobą wiele innych „Tak”, które należało wypowiedzieć: opuszczenie rodziny, mojego kraju, rozpoczęcie formacji zakonnej i misyjnej. „Tak” z dnia 15 grudnia 2001, kiedy składałam pierwsze śluby posłuszeństwa, ubóstwa i czystości w Ouagadougou w Burkina Faso wraz z czterema innymi nowicjuszkami (pochodzącymi z Rwandy, Burkina Faso, Kongo i z Polski). Każdego roku powtarzałam swoje „Tak” po dokonaniu ewaluacji danego mi czasu. Każde moje „Tak” aż do dnia dzisiejszego czyniło mnie prawdziwie szczęśliwą. Bycie siostrą Misjonarką Afryki – Siostrą Białą nadaje sens mojemu życiu. To prawda, że są trudne momenty frustracji i zwątpienia, ale jest też zawsze obecny Chrystus, który w swojej wierności prowadzi mnie ku zaufaniu, zawierzeniu, przebaczeniu. Woda w mojej studni może się zburzyć na powierzchni, ale w głębi trwa pewność z bycia ukochaną i powołaną. Jestem szczęśliwa z moimi siostrami, szczęśliwa z tymi, wśród, których żyję, jestem szczęśliwa w Afryce! Dlatego dzisiaj z wielką radością i z ufnością wypowiadam w Twojej obecności Marie-Jose i w obecności wszystkich tutaj zebranych moje ostateczne TAK Jezusowi…

Veronique 

 

S. Veronique Hegron zmarła 3 sierpnia w nocy, w szpitalu w Tamale, w Ghanie. Chorowała na malarię i tyfus. Siostra Veronique miała 43 lata.

 

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *