V Niedziela Wielkanocna, 10 maja 2009

J 15,1-8

Niewątpliwie tym  co przyciąga nasz wzrok jest przyroda. Zwłaszcza teraz, wiosną   kiedy patrzymy na jasnozielone liście drzew, czekające na rozkwit kwiatowe pąki. Przyglądamy się przyrodzie, ciesząc się jej pięknem odczuwamy ład, harmonię otaczającego nas świata.

W tym kontekście przeżywanej wiosny usytuowana jest dzisiejsza Ewangelia, w której Jezus nazywa siebie winnym krzewem. Latoroślami są słuchający Jego Słowa.  Jest również Ktoś kto uprawia krzew, przycina  latorośle, wyczekuje owoców…

Trwać w winnym krzewie, być gałązką, latoroślą przynoszącą owoc, w nim odnaleźć swoje miejsce. Obraz winnego krzewu z dzisiejszej przypowieści daje mi pewne wyobrażenie o moim miejscu w kościele Chrystusowym.  Odczytuję tę przypowieść jako zaproszenie  do przyjaźni z Jezusem  przejawiającej się w poznaniu Jego Osoby. Święci Kościoła podejmowali trud życia w bliskości Chrystusa –  umiłowanego   przyjaciela. Świadectwo ich życia jest czytelnym drogowskazem, budującym przykładem trwania w przyjaźni i miłości. Św. Ignacy w swojej modlitwie prosi aby to sam Chrystus  umacniał, uświęcał, obmywał… oczyszczał z tego co oddziela, co sprawia,  że czujemy się  odłączeni od winnego krzewu.

Dzisiejsza Ewangelia  skłania mnie do postawienia sobie zasadniczego pytania o jakość mojej  relacji  z Chrystusem. Czy w swoich planach, projektach  zdobywania kolejnych osiągnięć gotowych do zaprezentowania w CV,  znajduję czas na modlitwę, chwilę refleksji nad tym jak przeżywam swój dzień powszechni? Czy uważam wiarę za coś cennego? Czy jeszcze zadaję sobie pytanie o moje zakorzenienie w Chrystusie?
Trwanie w Chrystusie zakłada pewien trud, wysiłek, konieczność dania świadectwa, jednoznacznego opowiedzenia się za Jezusem.

Agnieszka, postulantka

 

 

 

 

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *