XXII niedziela zwykla, 30 sierpnia 2009

Mk 7,1-8. 14-15. 21-23

Jezus w dzisiejszej Ewangelii nie unika stwierdzenia, że jest pewien sposób życia Ewangelią; sposób faryzejski. Słowo faryzeusz oznacza kogoś, „kto przedstawia, kto gra rolę”. Jezus nie ma nic przeciwko zwyczajom piuryfikacji żydowskiej, nie kwestionuje także tradycji otrzymanej od Ojców. On zwyczajnie wymaga aby serce i nasze słowo szły w parze z naszymi czynami, z naszym życiem.  Nie ma nic gorszego jak respektowanie przepisów i tradycji religijnej, żyjąc jednocześnie tak, jakby wiara nie miała żadnego wpływu na nasze życie. Nie ma nic gorszego jak życie w rozdwojeniu, podziale.

Możemy postawić sobie pytanie: „Jestem wierząca, jestem uczniem Chrystusa, ale konkretnie jakie efekty, jaki wpływ ma wiara na moje codzienne wybory, na moje relacje z ludźmi, na moją postawę wobec pracy, pieniędzy, władzy, ambicji”

W czasie, kiedy nasze kalendarze na nowo się zapełnia warto wziąć sobie do serca słowa św. Jakuba  „A przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata”.

Kim dzisiaj są dla mnie „sieroty i wdowy”, którym trzeba podać rękę.
Wielką omyłką będzie szukanie odpowiedzi w literaturze chrześcijańskiej „ewangelii bez wysiłku „.

s. Celina

 

 

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *