Powrót do domu – wolontariuszka Natalia

Powrót do domu!
Każdy z nas ma takie miejsce do którego wraca jak do domu. Czasem jest to dom rodzinny, czasem internat, mieszkanie przyjaciół, grupa religijna. Dla mnie takim domem jest Afryka. Afryka ze swoją otwartością, radością, małymi i dużymi smutkami, z egzotycznymi widokami, zapachami, z kurzem i słońcem.
Gdy pierwszy raz jechałam na wolontariat do Zambii wydawało mi się, że jestem wielka, że poświęcam siebie, swój czas, energię, daję serce i zmieniam świat. Myślałam, że robię coś czego nikt inny nie mógłby zrobić. Życie szybko pokazało jak bardzo się mylę – nagle to ja stałam się małym, nic nie znaczącym człowieczkiem wśród ogromu miłości i otwartości. Kilka miesięcy w Zambii pokazało mi prawdziwą Afrykę. Nie tą z filmów, reportaży telewizyjnych czy książek. Zobaczyłam Afrykę biedną ale i bogatą, ludzi którzy mimo wielu przeciwności, wielu przeżyć przyjęli mnie z radością, normalnością, jak przyjaciela.

Kolejnym etapem była praca z niewidomymi w RPA. I znowu jechałam z gotowym nastawieniem czego się spodziewać, z planem który chciałam realizować. Wydawało mi się, że jadę do bogatego kraju w którym nic nie potrzeba, który żyje na poziomie europejskim. I rzeczywiście tak było. W mieście.
Wioska w której działa szkoła dla niewidomych to obraz kompletnej biedoty. Oczywiście są rodziny mieszkające w dobrych warunkach (w domach z elektrycznością, kanalizacją, gazem czy termami grzejącymi wodę) ale większość ludzi bytowała w domach z blachy falistej – w domach w których w lato jest strasznie gorąco a w nocy można niemal zamarznąć, w domach gdzie w jednym pomieszczeniu mieszka całą rodzina, bez dostępu do bieżącej wody czy toalety. Ci ludzie nie mieli nic a jednak byli szczęśliwi.

Od tygodnia staram się działać na misji dla niewidomych w Rwandzie. Na razie u nas trwają wakacje więc praca polega głównie na sprzątaniu, porządkowaniu, przygotowywaniu wszystkiego na przyjazd dzieci ( w szkole jest prawie setka uczniów ale na wakacje zostało 20tu podopiecznych). Na równi z lokalnym personelem szoruje podłogi, czyszczę meble, ścielę łóżka i robię całą masę różnych drobnych rzeczy, które trzeba zrobić do końca wakacji.
Jestem tu dopiero tydzień a już czuję się jak w domu, cieszę się każdą minutą spędzoną na Czarnym Kontynencie, odżywam po pobycie w Polsce. Tu nie muszę z niczym gonić, nie muszę martwić się co będzie jutro, nie muszę gromadzić, odkładać, oszczędzać. Tu żyję chwilą, cieszę się uśmiechami dzieci, nie mam czasu na zmartwienia, depresje czy wymyślanie problemów.
Ale tyle o mnie, czas opowiedzieć kilka słów o Rwandzie. Kraj ten po ludobójstwie w 1994 roku żyje dalej. Ludzie niby sobie przebaczyli ale zapomnieć się nie da. Jestem tu za krótko by pytać, by mi mówiono ale już się przekonałam, że pewne rzeczy, pewne słowa zostały jakby wykreślone z języka Rwandyjczyków. Nikt tu nie mówi o wojnie, nie wspomina się o ludobójstwie, nie wymienia nazw plemion, by uniknąć dalszych konfliktów jednak w domach całe rodziny żyją historią, ci którzy stracili swoich bliskich dbają by dzieci pamiętały. Nie wiem jakie rozmowy toczą się przy wieczornych posiłkach, jest to wiedza niedostępna dla białych. Nie wiem i być może nigdy się tego nie dowiem – każdy ma prawo do swoich sekretów, do prywatnego przeżywania tragedii.

Tak „na oko” wszystko jest ok. Gdy wychodzę na spacer do wioski nigdy nie jestem sama, otacza mnie gromadka dzieci proszące by je wziąć na ręce, pogłaskać, towarzyszą mi prawie przez cały czas spaceru. Są to dzieci w podartych ubrankach, brudne, często chore i głodne ale zawsze uśmiechnięte, odważne, radosne ze spotkania. Wydają się być totalnie bez opieki, latające samopas ale nie wiem ile par oczu obserwuje nas z ukrycia, ile par uszu słucha dziecięcego głosiku i ile osób gotowych jest w razie zagrożenia ruszyć z pomocą. Nie wiem ale nie szkodzi. Wezmę każdego malucha na ręce, z każdym się chwilkę pobawię a potem pójdę dalej w asyście tupotu małych nóżek. To jest moja Afryka.
Niewidome dzieci z naszej misji to oddzielna historia. Tutaj ślepota traktowana jest jak kara, jak zemsta przodków. Dzieci u których stwierdzono niewidzenie są często dyskryminowane, wyrzucane z domów, usuwane z życia społecznego, trzymane w zamknięciu. Każdy z naszych podopiecznych to oddzielne opowiadanie, to księga przeżyć i upokorzeń.
U nas dzieci odżywają, odzyskują zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Od rana do wieczora słyszę ich śmiech i cieszę się razem z nimi. Nasza gromadka to wspaniałe dzieciaki z marzeniami, pragnieniami, z ciekawością świata i otwartością na drugiego człowieka.
Choć jestem tu bardzo krótko już wiem, że to miejsce jest dla mnie domem, że kocham Afrykę ze wszystkim co ją tworzy, że życie tutaj, tak różne od tego co w Europie jest moim życiem i dziękuję Panu Bogu, że pozwala mi tu być.
Proszę, pomódlcie się czasem za mnie, za siostry pracujące na misji w Kibeho i za nasze dzieciaki byśmy wszyscy realizowali plan który Bóg dla nas przygotował!

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *