Siostra Cecylia Bachalska o świętach w Afryce

Być może nie łatwo Ci będzie wyobrazić sobie Święta Bożego Narodzenia w Afryce, gdzie temperatura waha się w granicach 30 – 40 °C. Gdzie jest tylko śnieg na Kilimandżaro, gdzie nie ma choinek, opłatka czy prezentów. Ale można te Święta przeżyć bardzo głęboko. Uwierz mi.
Wówczas nie zwracamy uwagi na to wszystko, co jest czysto zewnętrzne. Koncentrujemy naszą świadomość na przyjściu Pana, dziś w konkretnej sytuacji. Pozwól, że przybliżę Ci teraz sytuację, w której się znalazłam. W okresie Świąt Bożego Narodzenia w Tanzanii panuje pora deszczowa. Ludzie zaczynają uprawiać pola pod kukurydzę, proso, ryż, słodkie ziemniaki. W tym czasie głód  cierpi wielu ludzi, ponieważ zapasy się pokończyły, a zboże, które zostało trzeba zostawić pod nowy zasiew. Drogi, które u nas w Tanzanii są najczęściej utwardzone zostają zupełnie zmyte z powierzchni. W ostatnich kilku latach miałyśmy nawet kłopoty, aby dojechać do najbliższej poczty, oddalonej o 82 kilometry. Tak więc, nie było życzeń od rodziny, przyjaciół czy znajomych. Nie było też opłatka. Pozwól, że teraz podzielę się z Tobą świętami, które głęboko zapadły mi do serca. Tego dnia, wróciłam z pracy około godziny 16.30 zmęczona, ponieważ było w szpitalu dużo chorych na malarię. W domu przypomniałam sobie, że dziś jest Wigilia. Wyciągnęłam z kartonu zakurzony żłóbek zrobiony z liści bananowych i poszłam do kaplicy, aby zrobić dekorację w kaplicy. W pewnym momencie słyszę, że ktoś woła HODI (Czy mogę wejść?). Kiedy wyszłam, aby powitać gościa, ręce mi opadły. Moim gościem wyobraź sobie jest kobieta stojąca przede mną bez butów. Nogi po kolana wybrudzone gliną, całe ubranie przemoknięte, spódnica zabłocona, a twarz kobiety bardzo zmęczona. Patrząc mi prosto w oczy, dała mi malutkie zawiniątko. Kiedy dotknęła moich rąk czułam jej podwyższoną temperaturę. Ta młoda matka urodziła dziecko będąc w siódmym miesiącu ciąży. Dziecko urodziło się wcześniej ponieważ matka zachorowała na malarię. Postanowiła pomimo deszczu i malarii udzielić dziecku potrzebnej opieki. Ta wielka miłość do dziecka kazała jej przejść 24 kilometry, nie bacząc na żadne trudności. Najważniejszą sprawą dla tej młodej matki był fakt, aby dziecko było zdrowe. Przez chwilę zastanawiałam się co mam zrobić? Postanowiłam wziąć samochód i zawieść młodą matkę do dużego szpitala, ponieważ dziecko było w ciężkim stanie. Kiedy opuszczałyśmy naszą miejscowość Mwanga, ludzie już szli do Kościoła. Droga do szpitala była błotnista, czasami wręcz nie do przebycia. Wokół robiło się już ciemno. Dotarłyśmy szczęśliwie do Haydom. Tam pożegnałam się z matką – bohaterką i jej nowo-narodzonym synkiem. Lekarze i pielęgniarki zaraz zajęli się nowo-przyjętymi. Wracając sama samochodem do domu, patrząc na widoczny na niebie Krzyż Południa miałam czas, aby zastanowić się nad wszystkim co się wydarzyło. Myślałam o milionach chrześcijan, którzy świętują Boże Narodzenie na całym świecie. Jak nigdy w życiu dziękowałam Bogu, że przyszedł do nas przybierając postać dziecka. Dziękowałam Bogu za przyjście do mnie w taki prosty i ludzki sposób . Kiedy zbliżałam się samochodem do naszej miejscowości, słyszałam śpiewy i tam – tamy. A blisko kościoła spotkałam rozśpiewaną grupę ludzi. Wychodzili z kościoła śpiewali Amezaliwa leo…. (Dziś się nam narodził Zbawiciel). Zatrzymałam samochód i dołączyłam do nich. Tańcząc i klaszcząc w ręce razem z nimi śpiewałam kweli amezaliwa leo. Kiedy wróciłam do domu poszłam do kaplicy. Szopka była po środku tak, jak ją zostawiłam przed wyjazdem. W kilka dni później przyszedł do mnie młody mężczyzna. Powiedział mi, że dziecko które w Wigilijną Noc zostało zawiezione do szpitala zmarło. Mama zdrowa wróciła do domu.  
W tym liście chcę Ci napisać, że pomimo wszystko ludzie w Afryce bardzo uroczyście potrafią obchodzić Narodzenie Pana. Świętują przebywając razem. Kościół, jako budynek jest skromny, ale zawsze wypełniony ludźmi, którzy przychodzą, aby modlić się przy żłóbku Jezusa. Pragnę Ci również powiedzieć, że zawsze w tę Świętą Noc odbywają się u nas w Kościele jasełka. Cieszą się ogromną popularnością, nie tylko wśród katolików. Kiedyś w Kościele znalazła się starsza kobieta, która przyszła do kościoła ponieważ wszyscy szli, jak sama mi powiedziała. Oglądając jasełka, zaczęła współczuć Józefowi i Maryi, którzy szukali miejsca na nocleg. W pewnym momencie przedstawienia owa kobieta podeszła do Józefa i Maryi i zaprosiła ich do siebie. Powiedziała: mam małą chatkę, ale miejsce dla was też się znajdzie. To się nie godzi, żeby kobieta w stanie błogosławionym nie miała gdzie spać.
Dlatego dla Ciebie, szczególnie teraz kiedy przygotowujesz się na tę Świętą Noc, życzę Ci abyśmy się nie zagubili w czysto zewnętrznych przygotowaniach, bez których święta też się mogą odbyć. Chodzi mi o to, abyśmy jak owa kobieta powiedzieli: Przyjdź Panie Jezu, wejdź do mojego serca, u mnie miejsca dość.
Bóg dał nam te łaskę, że nasze drogi się jakoś spotkały i nie jesteśmy sobie obojętni. Cała nasza wspólnota Sióstr Białych Misjonarek Afryki w Polsce życzy błogosławieństwa na Święta Bożego Narodzenia i cały Nowy 2011 Rok.
Bóg zapłać za życzliwość i wsparcie finansowe. Bez waszej pomocy nie wyobrażamy sobie naszej posługi misyjnej w Afryce, prowadzonej w wielu krajach i na różnych płaszczyznach począwszy od dzieci, chorych, kobiet, edukację, a skończywszy na formacji misjonarek. Niechaj Bóg Wam hojnie błogosławi. A my z naszej strony zapewniamy o modlitwie.
 
Siostra Cecylia Bachalska (Siostry Białe Misjonarki Afryki)

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *