Zmarł ks. Tomasz Struzik, misjonarz w Boliwii- świadectwa

Dnia 18 stycznia 2010 r. zmarł nagle
Ś. P. ks. Tomasz Struzik
Misjonarz w Boliwii

Ksiądz Tomasz był wikariuszem w Parafii p.w. Wniebowzięcia NMP w Puławach, Św. Maksymiliana w Lublinie, Trójcy Przenajświętszej w Krasnymstawie, Św. Michała Archanioła w Lublinie.
Urodzony dnia 19 października 1968 r. w Lublinie
Święcenia kapłańskie przyjął dnia 29 maja 1993 r.
Przeżył lat 41, w kapłaństwie 16

Pogrzeb: 6 lutego (sobota) o godz. 13.00 w Archikatedrze Lubelskiej

źródło: kuria lublin

 

 

Poniżej przedstawiamy świadectwa osób, które znały ks. Tomasza Struzika

 

Księdza Tomasza poznałam na lekcjach religii w LO. Dla mnie była to nowa szkoła, nowe wymagania i nowi nauczyciele. Dla Ks. Tomka to była pierwsza praca katechetyczna w szkole po święceniach kapłańskich a w Puławach była jego pierwsza parafia… Od pierwszych katechez czułam że będzie to dla mnie człowiek szczególny chociaż nie wiedziałam jeszcze wtedy dlaczego. Uwielbiałam lekcje religii bo były inne niż w szkole podstawowej. Nie był realizowany program czasem sztywny dla młodego człowieka ale przekazywane były treści i wartości jakże ważne dla młodych. Lekcje religii były tak jakoś dziwnym trafem wpisane w plan zajęć ze zawsze wypadały przed albo po matematyce. Nauczycielka matematyki była bardzo wymagającą osobą a my licealiści bardzo się jej baliśmy. Na religii zawsze człowiek przeżywał wszystko co było z matematyką i matematyczką związane, czasem to było na pograniczu prawie że histerii. Ks. Tomasz prawie do znudzenia powtarzał nam że matematyka to nie wszystko i ze są rzeczy ważniejsze na świecie. A my wierzyliśmy mu i choć na moment zapominaliśmy o horrorze związanym z nielubianym przedmiotem. Co roku przez matematykę musiało powtarzać klasę kilka osób i także mnie to spotkało w III klasie. Było to straszne przeżycie, wtedy w domu też miałam piekło… Ks. Tomek wiedząc, jak ja to przeżywam powtarzał mi aż do znudzenia, chyba po to bym sobie to zakodowała do końca swoich dni: „Pamiętaj że mimo wszystko Bóg cię kocha, co tam matma wobec takiej miłości… Ja wtedy przytakiwałam ale jakoś nie do końca wierzyłam.
Kiedyś podczas jednej rozmowy opowiedziałam co się dzieje w moim domu, jak wygląda moje życie i jak ja to wszystko przeżywam… Usłyszałam wtedy, żebym zaufała Bogu bo On wie co robi… No i zaufałam! Jestem świadoma tego, że gdyby Bóg nie postawił wtedy na mojej drodze Ks. Tomka, młodego, pełnego zapału kapłana nie wiem czy skończyłabym szkołę, nie wiem czy podeszłabym do matury. Gdyby nie nowatorski sposób prowadzenia katechezy Ks. Tomka i jego wielka miłość do drugiego człowieka to wiem że nie robiłabym tego co robię dziś. Czasem jak napotykałam na trudności w pracy z trudną młodzieżą przypominałam sobie co robił Ks. Tomasz i jak rozmawiał z nami zbuntowanymi nastolatkami. To on zaszczepił we mnie zainteresowanie Teologią. Ale pewnie nic by z tego nie wyszło, gdyż nie wierzyłam, że ja, tak marny uczeń w LO mogę dostać się na studia, a co dopiero je skończyć. Oczywiście Ks. Tomek umiał mnie zmotywować powiedział mi: „nie wiesz jakie osły kończą studia” i dziś wiem co miał na myśli. Spotkałam takich teologów… Uwierzyłam po raz kolejny… Złożyłam dokumenty tylko na KUL, na teologię i dostałam się na studia. Ja przeniosłam się do Lublina i o dziwo Ks. Tomasz został przeniesiony z Puław… Szok ale co zrobić… Dziś dla mnie opisane wydarzenia są takimi migawkami z życia… Bardzo dobrze pamiętam jak starał się mnie przygotować do egzaminów wstępnych, jak mówił mi co jest ważne w życiu i czego powinnam unikać… Dziś dla mnie to ważne, a nawet bardzo ważne wskazówki. No i ostatnia migawka, ostatnie wspomnienie… Winda na KULu, spotkanie niespodzianka. Okazało się że Ks. Tomasz robił na KULu doktorat, ucieszyłam się, że od czasu do czasu będziemy się spotykać by porozmawiać jak dawniej. Jednakże usłyszałam wtedy iż wybiera się na misje… Trochę mnie zaskoczyła ta informacja, ale przecież każdy ma prawo decydować o sobie… Powiedział wtedy, że wybiera się do Ameryki… Przez lata starałam się dowiedzieć gdzie na tych misjach pracuje ale nie udało mi się to. Bardzo żałowałam, że nie wiem gdzie jest bo po ludzku chciałam w imię wdzięczności wysłać kartkę na święta, na imieniny czy urodziny. (Ks. Tomek nie miał przed nami jakiś większych tajemnic, traktował nas poważnie wiec mówił o sobie o swoim powołaniu, rodzinie więc informacje o ważnych dla niego datach również posiadaliśmy).
Odnalazłam go można powiedzieć we wtorek gdy znajomy Ksiądz poinformował mnie o tym że Ks. Tomasz nie żyje. Dziś wiem gdzie On jest… W pierwszej chwili nie uwierzyłam a potem poczułam wielki smutek, powiadomiłam moich kolegów z klasy i oni tak jak ja bardzo przeżywają tę wiadomość. Nie dziwię się bo był to dla nas człowiek szczególny. Dla niektórych jedyny katecheta, którego pamiętają…
Wiem że te wspomnienia są bardzo chaotyczne ale trudno pisać gdy serce ściska się z bólu a łzy same płyną… Trudno jest opisać Przyjaciela, bo co by się nie napisało to będzie za mało… Słowa są po prostu niewystarczające. Czasem też słowa nie potrafią oddać wdzięczności i ten dług trzeba spłacić inaczej… Można powiedzieć, że to swoistego rodzaju testament, który trzeba wypełnić. Ja otrzymałam od Ks. Tomasza wiele i wiem, że teraz muszę innym dać to, co ważne. Nie każdy potrafi zrozumieć młodego człowieka, nie każdy jest zaakceptowany przez młodzież, ale mój nauczyciel, mój katecheta pokazał mi jak się to robi.
Zawsze powtarzałam że nie umiem okazywać uczuć, śmierć osób nawet mi bliskich nie wywierała na mnie większego wrażenia. Jednak od kilku dni nie mogę sobie dać rady bo strasznie przeżywam tę śmierć. Łzy same się leją… To naprawdę był szczególny kapłan, niesamowity człowiek. Miał jak każdy wady czy słabości ale młodzież do niego po prostu biegła i zawsze go otaczała. Pewnie dlatego, że był sobą i traktował nas poważnie. Szanował nas i starał się być z nami zawsze i wszędzie, na przerwach, na studniówce, podczas matury, na pielgrzymce maturzystów… Czasem wychowawca miał nas gdzieś a on nie… Tak jestem dziś dumna że dane mi było poznać takiego człowieka, że był moim katechetą i ze nadal jest moim wzorem jeśli chodzi o pracę z młodzieżą. Dziś podwójnie dziękuję Bogu za niego!

 

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *