Korespondecja z Tanzanii – Justyna

Poza pracą w Kizito Center, o której pisał Mateusz w ubiegłym tygodniu, dwa razy w tygodniu w przerwach między lekcjami wraz z pielęgniarką staram się odwiedzać chorych. Projekt obejmuje chorych na AIDS, gruźlicę i nowotwory. Dla mnie właśnie ten czas chodzenia po Tandale, odwiedzania ludzi w ich domostwach, poznawanie ich codziennego życia i problemów jest najbardziej owocnym doświadczeniem. Chodząc od domu do domu spotykam się z ogromną życzliwością, pomimo cierpienia i biedy na twarzach ludzi gości uśmiech. Zapraszają, pytają co u mnie słychać, zawsze dbają, byśmy usiedli – nawet jeśli nie mają dość krzeseł, pożyczają od sąsiadów lub rozścielają matę. Do niektórych domów wchodzimy do środka, w innych jest zbyt mało miejsca, więc siadamy na podwórku, a cała rodzina otacza nas dookoła.

Choroby takie jak AIDS czy gruźlica to choroby osłabionej odporności. Chorzy bardzo łatwo i często łapią różne zakażenia grzybicze, zwłaszcza, że ich dieta jest skromna, jedzą mało warzyw i protein. Nasza wizyta to przede wszystkim rozdawanie leków oraz instruowanie, jak je stosować, czasem także trzeba zająć się nowymi objawami czy dodatkową chorobą. Problemem jest brak świadomości, zwłaszcza świadomość konieczności systematycznego zażywania leków pozostawia wiele do życzenia. Pacjenci ci często nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa choroby i ciężkiego stanu swego zdrowia. Dużo czasu poświęcić więc trzeba na rozmowę, tłumaczenie, jak zażywać leki i sprawdzanie czy chorzy rzeczywiście je przyjmują.

Ostatnio odwiedziliśmy dziewczynkę o imieniu Flora, ma 6 lat i jest sierotą. Cierpi z powodu AIDS i gruźlicy, a od tygodnia wirus półpaśca zajął jej rękę. Początkowo zajmował się nią wujek, ale bojąc się, że zarazi jego dzieci, odesłał ją do ciotki. Kobieta wychodzi wcześnie rano i wraca o zmierzchu, więc dziewczynka całe dnie spędza sama, siedząc przed domem, czasem coś zje, dzięki sąsiadce. Bardzo cierpi, półpasiec jest bolesny. Pomimo to stara się uśmiechać i nieśmiało pyta nas, czy następnym razem możemy przynieść jej ciastka. Problemem tutejszych ludzi chorych na AIDS jest także odrzucenie, są dyskryminowani przez środowisko. Pewna kobieta ukrywa przed mężem wiadomość o swoim stanie zdrowia bojąc się, że ten ją porzuci, niestety jest to bardzo prawdopodobne. Inna młoda dziewczyna spędza całe dnie zamknięta w domu, zawstydzona, nieśmiała. Pomimo dobrego stanu nie może funkcjonować normalnie, gdyż piętno choroby powoduje u niej bardzo niskie poczucie wartości. Takich sytuacji jest bardzo wiele. Tutaj trzeba nauczyć się żyć z poczuciem bezradności. Czasami brakuje leków albo jest ich zbyt mało, by starczyło dla wszystkich, innym razem jest lek, ale ciężko dotrzeć do człowieka. Jednakże tym bardziej cieszą drobne sprawy i gesty.

Małą przychodnię mamy też w szkole. Na przerwach i po zajęciach dzieciaki przybiegają z pogryzionymi nogami, obdartymi kolanami, bolącym zębem czy infekcjami. Czasem niewielka pomoc spotyka się z wielką wdzięcznością. Nie zapomnę dziewczynki, która już pierwszego dnia, jak tylko dowiedziała się, że studiuję medycynę, przyszła z prośbą o pomoc. Miała stan zapalny jamy ustnej, który bardzo jej dokuczał. Zrobiłam jej roztwór do buteleczki, poleciłam płukać kilka razy dziennie. Po weekendzie przybiegła uśmiechnięta. Takie dni dają wiele radości i poczucie bycia pomocnym pomimo ogromnej bezradności, jaka towarzyszy na co dzień.

Wszystkie dary medyczne przywiezione z Lublina przekazaliśmy pielęgniarce, wypełniły pustą niemal gablotkę i już większość pomogła niejednemu mieszkańcowi Tandale. Przekazują Wam pozdrowienia i wyrazy wdzięczności.

Z Panem Bogiem

Justyna Majcher

 

 

 

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *