s. Laurence Huard

Laurence Huard (Francuzka) jest szczęśliwa z powodu odkryć, jakie poczyniła

Moja misja w Nouadhibou w 2002 r. polega na przeżywaniu różnorodności w sercu unikalnego powołania – powołania do głoszenia miłości Bożej w Afryce i bycia znakiem Jego obecności pośród muzułmańskiej społeczności.

Mauretania, jak wiele innych państw afrykańskich, jest krajem wieloetnicznym. Pracując jako pediatra mam okazję spotykać starożytne plemiona nomadów „Bidan” i „Haratin” (białe i czarne grupy etniczne pośród Maurów). W stowarzyszeniu ”Enfants et Developpement en Mauritanie” (Na rzecz dzieci i rozwoju Mauretanii) spotykam się z „Toucoulers”, „Poulaes” i znowu „Haratin”. To podwójne zaangażowanie umożliwia mi lepsze zrozumienie mauretańskiej różnorodności. Wraz z pielęgniarkami mam także okazję dzielić życie plemienia „Woolof”, ludu zwanego jako ludzie rzeki, bardziej zbliżonego do mieszkańców Senegalu.

Grupa animatorów pracujących w ramach programu niosącego pomoc dziewczynom żyjącym w trudnych warunkach, zastanawia się nad tymi podziałami. Pulare, Bidania i Hartania muszą nauczyć się pracować razem, na równych prawach. Oczywiście związane są z tym ukryte lęki: czy kobiety z plemienia Bidania nie będą chciały umacniać swoich wzorców kulturowych? Czy nie będą bardziej uprzywilejowane? Próbuję być otwarta na tego typu obawy i pozwalam by były głośno wypowiadane. Tylko wspólnie można odkryć nowe różnice, patrząc na naszą rodzinę – grupę odnowionymi oczami.

Żyję tu w warunkach, gdzie w pełni ukazuje się moc naszego charyzmatu: „być wszystkim dla wszystkich”, towarzyszyć, być pomostem między różnymi wspólnotami. Dla dobra dzieci znajdujących się pod naszą opieką, próbujemy wspólnie zastanawiać się nad, jak ważne jest stworzenie wielokulturowego braterstwa. Dobrze jest podkreślać nasze bogactwa i naszą komplementarność będąc otwartym zawsze na to, co pochodzi od samych dzieci.

Muszę przyznać że nie zawsze jest łatwo. Naprawdę próbuję być otwarta na te różnice, ale też czuję, że łatwiej przychodzi mi znaleźć wspólny język, żyć w postawie braterstwa z pełnymi entuzjazmu radosnymi mieszkańcami świata sub – saharyjskiego, niż z „Bidans”, którzy są nomadami do głębi duszy odnoszącymi się do innych z większym dystansem i rezerwą. Jednakże odwiedzając ich domy odkrywam w nich tak wiele bogactwa. Czasem jestem zaproszona do rodzin dzieci, o które przez długi czas troszczyliśmy się w szpitalu. Mogę wtedy podziwiać sposób, w jaki nas przyjmują: otwarcie domów, czy namiotów, prostota cierpliwość, niewzruszona ufność złożona w Bogu: „Jesteś muzułmanką?” – „Nie, chrześcijanką”, – Cisza…. – „Witamy”. I oto ja, chrześcijanka, uczennica Pana, apostołka, misjonarka, w XXI wieku odwiedzam ludzi jak nasze pierwsze siostry, przyjmowane w podmiejskich szałasach w Noudhibau, by towarzyszyć muzułmańskiej matce, która cztery razy na dzień musi powtarzać psychoterapię z jej pięcioletnim synem. Razem codziennie wypatrujemy małego postępu w jego stanie zdrowia. I razem po arabsku wielbimy Boga.

Być z …. towarzyszyć…”gdyż pozostałą pracę wykonują sami Afrykańczycy”. Jestem naprawdę z wami wszystkimi, zjednoczona z całym Ciałem w pracy dla Pana.

Laurence Huard, Nouadhibou, Mauretania 

 

 

 

 

 

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *