Marek Guzowski

Studencki wyjazd do Afryki w ramach „Africa Youth Project” – Ghana 2003 r.

guzowski_marekW wakacje 2003 roku uczestniczyłem w wyjeździe do Ghany (Afryka Zachodnia) w ramach projektu „Africa Youth Project” organizowanym przez Siostry Białe i Ojców Białych Misjonarzy Afryki we współpracy z lokalnym ośrodkami duszpasterskimi.

W projekcie wzięło udział kilkanaście osób z całej Europy – głównie studenci z takich krajów Francja, Holandia, Belgia, Anglia, Niemcy i Polska. Oprócz mnie w tym wyjeździe Polskę reprezentowała moja koleżanka Kasia Zagraba. Ale zacznijmy od początku?

Niektórzy ze znajomych pytają mnie jak w ogóle znalazłem się na liście osób „wybranych” do takiego wyjazdu? Otóż wyjazd organizowany był we współpracy z Centrum Duszpasterstwa Młodzieży w Lublinie (znajdujące się przy kościele p.w. Ducha Świętego) które od wielu lat współpracuje ze zgromadzeni Misjonarzy Afryki (zarówno z Ojcami jak i Siostrami). Razem z Kasią od kilku lat byliśmy zaangażowani w działalność Duszpasterstwa, a kierujący tym ośrodkiem ks. Mieczysław Puzewicz znając nas już od jakiegoś czasu, zaproponował wyjazd w ramach wspomnianego projektu. Nie wahając się długo zgodziłem się zaryzykować, ponieważ marzenia o byciu na misjach, wyjeździe do Afryki były we mnie od dawana. Myślę, że było tak dlatego bo misje tak jak kiedyś tak i dziś kojarzą mi się z czymś radykalnym, konkretnym i czymś co jest bardzo wyraźnym świadectwem miłości bliźniego. Zanim wyjechaliśmy przygotowywaliśmy się merytorycznie (pod okiem misjonarzy) oraz medycznie (szczepionki, leki przeciw malarii). Wyjazd zaplanowano na 3 tygodnie w sierpniu 2003 roku.

No i stało się!

Pobyt w Afryce pamiętam bardzo dobrze również dziś (mimo że minęło już kilka lat). Pamiętam pierwsze chwile po wylądowaniu i pierwsze wrażenia – inny klimat, inni ludzie, inna infrastruktura. Nasz pobyt obejmował przejazd przez całą Ghanę. Najpierw przez kilka dni zwiedzaliśmy najważniejsze miejsca w Ghanie i odwiedzaliśmy placówki misyjne, a potem zatrzymaliśmy się na północy przy granicy z Burkina Faso, gdzie zostaliśmy rozesłani do różnych placówek misyjnych aby poznać zwyczajną, codzienną pracę misjonarzy. Myślę, że to właśnie ta druga część pobytu kiedy uczestniczyliśmy w normalnych, codziennych zajęciach misjonarzy był dla mnie najcenniejszy. Mogliśmy wtedy poznać „na własnej skórze” czym jest misyjny trud. Dla mnie było to pewnego rodzaju „otrzeźwienie”. Wcześniej wyobrażałem sobie nieco naiwnie, że misjonarz to taki bohater który codziennie ratuje biedne dzieci od głodu, czy innych niebezpieczeństw – jest w sumie takim bajkowym rycerzem – bohaterem. A na miejscu w Afryce okazało się jednak, że to bohaterstwo ma nieco inną codzienną formę i co ważne to bohaterstwo kosztuje. Bohaterstwo w innej formie bo na co dzień misjonarz nie uczestniczy w spektakularnych, nagłaśnianych przez media akcjach pomocy. Nie oznacza to jednak że nie pomaga bliźnim. Pomoc misjonarza ma wiele cichych nie prezentowanych medialnie wymiarów. Misjonarze wśród których spędziłem prawie dwa tygodnie po prostu są z ludźmi poprzez katechezę, udzielanie sakramentów, sprawowanie Mszy Św., odwiedzanie chorych – czyli opiekowanie się kościołem lokalnym. Prowadzą jednak również działania które nazwałbym działalnością na rzecz sprawiedliwości i pokoju, do których zaliczyłbym dialog z islamem, angażowanie się w realizację projektów humanitarnych czy walkę z prostytucją czy handlem ludźmi.

Można zatem powiedzieć, że praca misjonarza którą ja widziałem obejmuje dwa wymiary: pomoc i opiekę duchową oraz pomoc związaną z potrzebami materialnymi osób do których misjonarz jest posłany. Ja jadąc na misje oczekiwałem że spotkam więcej  tej drugiej formy zaangażowania misyjnego, ale im dłużej się nad tym zastanawiam tym bardziej wydaje mi się pomoc materialna bez zaangażowania duchowego jest w dłuższej perspektywie jakoś uboższa i dla osoby pomagającej i dla tych, którym pomagamy.  Nie neguję jednak sensu projektów humanitarnych bo w wielu sytuacjach taka pomoc ratuje ludziom życie, moją opinię odnoszę bardziej do tego co widziałem na misjach w Ghanie czyli pracy  misyjnej jako stałego z decyzją na całe życie, zaangażowania misyjnego. Dla mnie takie podejście ma w sobie właśnie coś z bohaterstwa i radykalizmu – oddania swojego życia w służbie dla bliźnich – z dla od swoich bliskich, w innym kraju, innej kulturze, przełamując swoje ograniczenia, słabości i bariery (np. językowe).  Dlatego w moim odczuciu (to tylko moje osobiste doświadczenie) bycie misjonarzem wiąże się też z pewnym trudem czy nawet cierpieniem. Dla mnie chyba najtrudniejsze było oderwanie od bliskich, od mojej rodziny, przyjaciół, z dala od polskiej kultury czy nawet takich prozaicznych spraw jak inność tego co na co dzień jadłem. Z drugiej strony misjonarze których spotykałem nie uskarżali się na trudności ani nie wyglądali na cierpiących. Wydaje się, że radość sprawiało im po prostu życie w tej ich „nowej ojczyźnie” wśród Afrykańczyków, których bardzo pokochali. Może zatem, wszelki trud i smutek jest rekompensowany właśnie tym, że misjonarz to po prostu ktoś kto jest i kocha tego do kogo jest posłany.

To tyle moich refleksji z pobytu w Afryce. Po powrocie zorganizowałem wiele spotkań na których opowiadałem o moich przeżyciach na „czarnym lądzie” i myślę, że to też dość ważny aspekt tego wyjazdu – może dzięki temu  komuś też tak jak mi, mocniej zabije serce na myśl o zaangażowaniu się na rzecz tego wszystkiego co nazywamy misyjną działalnością Kościoła.

Marek Guzowski, Warszawa, kwiecień 2010 r.

 

 

 

   Przeczytaj również wywiad miesiąca:

1.kwiecień Magda Ligęza (Polska)
2. marzec s. Gosia Popławska (Polska)
3.  luty s. Clara Machisa (Zambia)
4. grudzień Tomek Kaczmarek (Polska)
5. listopad Piotr Bielak (Polska)
6. październik o. Paul Hannon
7. wrzesień s. Marga Rodriguez (Hiszpania)
8. lipiec s. Gosia Fudalej (Polska)
9. czerwiec s. Gosia Popławska (Polska)
10. maj s. Cecylia Bachalska (Polska)
11. kwiecień s. Gosia Kanafa (Polska)
12. marzec s. Suzy Hadermann (Belgia)
13. luty s. Cecile Dile (Francja)

 

 

 

 

Enregistrer

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *