Dzieci ulicy w Malawi

Od swojego powrotu do Malawi, Siostra Rita Hieble pracuje z dziećmi ulicy w Lilongwe, największym mieście w kraju.

Siostro Rito, w jaki sposób zaangażowała się Siostra w pracę z dziećmi ulicy w Lilongwe?

Kiedy przybyłam do Malawi powiedziano mi o wzrastającej liczbie dzieci włóczących się po ulicach miasta. Zostałam poproszona abym dowiedziała się więcej o ich sytuacji i o tym jak można im pomóc. Chimwewe Mgangira, która już pracowała z takimi dziećmi w Tanzanii, podzieliła się ze mną swoim doświadczeniem.

A jak zetknęła się Siostra z dziećmi?

Zaczęłam od wychodzenia wieczorem na ulice i szukania tych, które tam spały. Żeby nie chodzić sama, poprosiłam młodego mężczyznę by mi towarzyszył. Najpierw zagadywaliśmy i bawiliśmy się z nimi. Potem, wczesnym rankiem, chodziłam do miejsc, o których mówiły mi, że tam śpią. I rzeczywiście, na werandach znajdowołam „zawiniątka”… Wciąż mam przed oczami pewnego chłopca, który powiedział mi pierwszego dnia: „Siostro, siostra powinna być tu każdego dnia kiedy się budzę.” Głęboko dotknęło mnie to, jak bardzo ten chłopiec pragnął matki i opieki. Ta sama potrzeba jest w każdym dziecku ale nie ma nikogo, kto mógłby się nimi opiekować.

Co uderzyło Siostrę najbardziej, gdy już został nawiązany pierwszy kontakt?

Pierwszą rzeczą, która mnie zdziwiła był fakt, ze wszystkie dzieci śpiące na ulicy to chłopcy. Zapytałam wtedy siebie: „Gdzie są dziewczynki; co się dzieje z ich siostrami?” To zrodziło we mnie pragnienie odwiedzenia ich rodzin. Kiedy rozmawiałam z chłopcami, niektórzy zapraszali mnie do swoich domów. Tak zaczęłam zaznajamianie się z rodzinami. Byłam zdziwiona, że chłopcy chcieli pokazać mi drogę do swoich rodziców i krewnych. Wtedy to właśnie odkryłam, że w większości przypadków ich rodzeństwo mieszkało z rodzicami. W domach tych jest wiele problemów, np. rozpad rodziny, choroba, śmierć, rozwody, przemoc domowa, bardzo duże problemy ekonomiczne, itp. Zauważyłam, że w rodzinach jest mniej miejsca dla chłopców niż dziewczynek. Chłopcy sami muszą zapewnić sobie byt. Wielu z nich nie jest przystosowanych do ciężkiej pracy i dlatego uciekają z domów, podczas gdy dziewczynki są bardziej przyzwyczajone do posłuszeństwa i pracy. Gdy w rodzinie jest macocha lub ojczym, reakcja chłopców jest silniejsza niż dziewczynek, często wtedy wolą oni mieszkać na ulicy. Jest im ciężej znosić takie sytuacje niż dziewczynkom a tym samym łatwiej im uciec z domu. Widząc to, zrozumiałam ze nie wystarczy tylko pracować na ulicach, trzeba także zaangażować się w rodziny i całą społeczność.

Co Siostra robi z dziećmi kiedy się z nimi spotyka?

Rozmawiamy, gramy w karty. Teraz mamy dom, otrzymany od diecezji, który można używać jako biuro, jako miejsce spotkań. Prowadzimy tam naukę pisania i czytania, uczymy jak dbać o zdrowie. Problem z budynkiem jest taki, ze znajduje się on w środku kompleksu szkolnego i to sprawia, ze dzieci niechętnie tu przychodzą. Często kontakt między dziećmi ulicy a uczniami przeradza się w przemoc. Dlatego teraz spotykamy się na boisku do piłki nożnej. A w zeszłym roku nasza parafia dała nam kawałek gruntu do prac działkowych dla chłopców.

Mówiła siostra o przemocy… często takie dzieci są bardzo poranione i właśnie dlatego agresywne. Jak sobie z tym radzicie?

Na samym początku często mieliśmy do czynienia z przemocą. Pewnego dnia musiałam odmówić czegoś Bvuto. Tak się tym zdenerwował, że rzucił kamieniem w mój samochód i uciekł. Następnego dnia wrócił, z kartonowym pudłem na głowie bo wstydził się pokazać twarz. Nie był jeszcze gotowy, żeby rozmawiać. Powiedziałam mu, ze go kochamy ale nie możemy tak pracować. Wciąż będę z nim rozmawiała kiedy go zobaczę na ulicy ale nie może przychodzić do naszego miejsca spotkań dopóki nie przeprosi. Minęło kilka tygodni zanim przyszedł znowu. Rozmawialiśmy wtedy o konsekwencjach jego zachowania. Stwierdził wtedy, ze ludzie nienawidzili go za to co im robił ale to, czego naprawdę pragnął to być kochanym. I dopiero wtedy był gotowy, żeby przeprosić. Od tego momentu, gdy zrobił ten duży krok, jest o wiele bardziej lojalny i rzadziej ucieka się do przemocy – przynajmniej wtedy, gdy jest z nami. Bvuto znalazł się na ulicy ponieważ jego ojczym go nie lubił. Sytuacja stała się jeszcze gorsza gdy ojczym obłożnie zachorował i więcej nie był zdolny zapewnić bytu rodzinie.

Wspomniała Siostra o osobie, która towarzyszyła… Czy może siostra opowiedzieć o swoich współpracownikach?

Praca z dziećmi ulicy i ich rodzinami jest bardzo ciężka i wymaga specjalnych zdolności i silnej motywacji, zakorzenionej w wierze. Wielu ludzi modliło się, żeby Bóg zesłał nam takie uzdolnione i pełne poświęcenia osoby. I naprawdę wierzę, że Bóg wysłuchał wołania biednych. Znalazłam dwóch współpracowników: Mike, młody mężczyzna, jest naszym „nauczycielem ulicy” a pani Phiri, matka dziewięciorga dzieci, naszą „mamą”. Oboje wiedzą jak kierować dziećmi i jak sobie z nimi radzić. Mike spędza bardzo dużo czasu z dziećmi w ich własnym środowisku, tam gdzie pracują, bawią się, śpią, itp. Poprzez współuczestniczenie w ich sprawach próbuje znaleźć, wspólnie z chłopcami, sposoby aby poprawić ich sytuację. Jednym z największych problemów jest bezpieczeństwo dzieci w nocy. Nie chcemy budować dla nich schronienia ale chcemy wspomagać tych, którzy nie maja gdzie pójść, aby organizowali razem wynajmowanie pokoi w dzielnicy. Głównym zadaniem pani Phiri jest praca z rodzinami. W tym także porady finansowe i znajdowanie sposobów na podwyższanie przychodu rodzinnego.

Opiekujecie się dziećmi ale czy robicie coś aby poszerzać świadomość ludzi o tym problemie?

Wielu ludzi przejmuje się tym problemem i chce pomóc. Często jedyną rzeczą jaką mogą zrobić jest danie pieniędzy żebrzącym dzieciom. Dla nas jest oczywistym, że przekazywanie pieniędzy bezpośrednio dzieciom przynosi odwrotny efekt niż zamierzony. Wielu rodziców skarży się nam, że nie mają autorytetu nad dziećmi ponieważ mają one pieniądze z żebractwa. Inni rodzice czy opiekunowie wysyłają swoje dzieci żeby żebrały ponieważ dziecko może zarobić więcej żebrząc niż dorosły pracując. Na dodatek, odkryliśmy że młodzi żebracy są zmuszani do wykarmienia i utrzymywania ze swoich zarobków starszych nastolatków lub dorosłych. Z tego powodu pragniemy uświadomić potencjalnych wspomożycieli (właścicieli sklepów, grupy przykościelne, turystów…) i zachęcić ich aby wspomagali finansowo raczej naszą działalność niż dawali pieniądze bezpośrednio żebrzącym. Chcemy przyczyniać się do poprawy warunków dzieci ulicy. W tym momencie mamy młodego mężczyznę (postulanta), który pracuje z nami. Nasza postulantka, Modesta, również okresowo pracowała, przez rok. Najprawdopodobniej od następnego roku będą wśród nas i klerycy, którzy będą odbywali swoje praktyki apostolskie pośród dzieci ulicy. To będzie „uświadamianie” księży i wspólnot religijnych.

Pracuje z Siostrą dwóch ludzi. Jak Siostra radzi sobie ze zdobywaniem pieniędzy na pensje dla nich?

Od początku chciałam, żeby ten program był lokalnie sponsorowany. Dla mnie ta praca ma wiele aspektów. Z jednej strony muszę być obecna w rzeczywistości życia dzieci, z drugiej strony prowadzę „uświadamianie” pośród wpływowych ludzi, co jest również bardzo ważne. Pomysł polega na jednoczesnym zbieraniu pieniędzy i propagowaniu programu. Pierwszą grupą, która zaczęła finansować program była parafia przykatedralna w Lilongwe. Teraz zwracamy się do właścicieli sklepów (którzy często dają pieniądze bezpośrednio dzieciom), staramy się ich uświadomić, że taka pomoc nie jest naprawdę pomocą a czymś przeciwnym. Więc lepiej jest gdy przekazują te pieniądze komuś z nas, którzy pracujemy z dziećmi. Staramy się także dosięgnąć ludzi na wpływowych stanowiskach. W tej chwili również inne grupy dołączają się, np. Międzynarodowe Stowarzyszenie Kobiet Malawi. Wkrótce planuję zaangażować także lokalne wspólnoty chrześcijańskie.

Jakie znaczenie ma dla Siostry praca z dziećmi ulicy?

Jakie znaczenie… Dla mnie te dzieci są symptomem choroby naszego świata, złych relacji między biednymi i bogatymi, Północą i Południem, rodzinami… Te dzieci są niekochane przez świat, odrzucone. My traktujemy je jako osoby, podczas gdy inni traktują je jak złodziei czy zawadę. To pomaga im się stawać bardziej ludzkim, zmienić swoje zachowanie. Opiekujemy się nimi i kochamy ich za to jakimi są, pomimo ich zachowania, co nie znaczy że nie wymagamy niczego od nich. Pozwalamy tym dzieciom doświadczyć, że w każdym z nich jest coś dobrego, na czym może budować.

Czy Praca z dziećmi pomogła Siostrze w jakiś sposób?

Apostolskie zaangażowanie stało się dla mnie prawdziwą podróżą w wierze. Widzę jak byłam prowadzona krok po kroku, jak pojawiały się różne rozwiązania wtedy, kiedy ich potrzebowaliśmy. Sama jestem świadkiem, że Bóg słyszy wołanie biednych i że On kocha ich wieczną, współczującą i wyzwalającą miłością. Czuję się ograniczona na wiele sposobów ale jestem też świadoma, że Bóg używa mnie jako kanału do przepływu Jego miłości.

 

 

 

 

 

 

Zobacz również:
W dniach 14-28 lipca 2019 r. młodzi Tunezyjczycy z miasta Kef wraz z siostrą Valérie
Adwent to czas oczekiwania, czas „ brzemienny nadzieją”... Nadzieją na przyjście Pana, na spotkanie, które
Szczęść Boże Kochani Przyjaciele! 9 grudnia 2018 r. w Polsce, nasze Zgromadzenie wraz z Misjonarzami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *