Dialog międzyreligijny

W miesiącu Ramadanu, Ambasada Stanów Zjednoczonych w Algierze i skauci muzułmańscy ogłosili  konkurs dla młodych Algierczyków. Wszyscy zainteresowani zostali zaproszeni do napisania artykułu na temat dialogu międzyreligijnego. Do ambasady napłyneło wiele artykułów z całej Algierii w języku arabskim, francuskim i angielskim. Nagrody wręczono 10 grudnia 2010. Pierwsze miejsce zajęła siedemnastoletnia Amel Amier z Ain Sefra. Oto tekst, który wygrał konkurs.

Spojrzenie Amel na swojego tatę i jej dziadka.
Miejscowośc Ain Sefra jest położona na Saharze w południowo-zachodniej Algierii, około 900 km od Algieru. To małe miasteczko, słynie z pięknych obiektów przyrodniczych i długiej historii zasiedlenia tego terenu: ryty skalne i inne znaleziska wskazują na obecność człowieka w regionie już w epoce kamienia.
Z tego co opowiadal mi mój dziadek (niech Bóg da mu długie życie) w okresie kolonialnym, miasto było pełne ludzi o różnym pochodzeniu: Europejczycy (lub Roumis jak nazywał ich mój dziadek – myślę że to w zwiazku z Rzymianami), a także mniejszośc żydowska, która zajmowała się głównie handlem i rzemiosłem. Żydzi kupowali i sprzedawali wszystko: tłuszcz, ceramike, zboża, żywność, wełne, itp… Mimo przewagi liczebnej Europejczyków, Żydzi byli w stanie narzucić swoją obecność. Jedna z dzielnic w centrum miasta po dzien dzisiejszy ludzie nazywają „Droga Żydów”. Mój dziadek opowiadał mi o żydowskim kupcu, który był znany w mieście i  w okolicy. Nazywał sie Simeon, a ludzie nazywali go Simeon Żyd. Miał on doskonałe stosunki z mieszkańcami i beduińskimi nomadami. Pożyczał czesto ludziom pieniądze. Głównie w poniedziałek w dzien rynku, robił interesy z koczownikami.
Dziadek powiedział mi, że gdy Simeon opuszczal miasto, zebrał kilka osób i powiedział im ze łzami w oczach: „Kocham to miasto i jego mieszkańców. I pomyślałem, że jedynym sposobem, aby wyrazić wam moja miłość i wdzięczność, to ten rejestr. Potem wziął swoj duży notatnik i powiedział: „Rejestr ten zawiera wykaz wszytkich pożyczek ktorych udzielilem i wszytkich osób które są mi winne pieniądze. Postanowiłem podrzeć go przed wami”. I ku zdumieniu wszytkich mieszkańców, podarł go na ich oczach. Potem opuścił miasto i nigdy już nie wrocił. Ludzie opowiadają tą historię z podziwem aż po dzień dzisiejszy.

W centrum naszego miasta jest cmentarz żydowski, tuż bok cmentarza chrześcijańskiego. Kiedy przechodzę obok,  zaniedbany stan grobowców napawa mnie smutkiem, ponieważ są to zabytki i pamiątki, które mówią o ważnym okresie w historii Algierii.
Dziadek powiedział mi: „Ludzie doskonale się ze sobą zgadzali, szanowali sie nawzajem i szanowali swoje religie.
Pobożny chrześcijanin zmierzał w stronę kościoła, żyd w stronę synagogi i muzułmanin w stronę meczetu. Kiedy się spotkali, witali się z godnością i szacunkiem.”

Było też w miescie Centrum Szkolenia Zawodowego prowadzone przez Ojców Białych, gdzie uczono rzemiosła muzułmańskie dzieci. W szkole nigdy nie dyskutowano o przekonaniach religijnych. W klasie, można było znależć Francuzów, Niemców, Afrykańczyków, Arabów, czy Kabilczyków. Wszyscy uczniowie razem spotykając się, żartowali i dyskutowali.
Dziadek wymieniał mi nazwiska wielu studentów, którzy studiowali w tym centrum i stali się inżynierami, lekarzami, inni którzy objeli ważne funkcje w państwie.

Bardzo chciałabym i dziś znaleźć się w klasie z uczniami z wielu narodowości. Moglibyśmy wymienić się pomysłami, dyskutować, dowiedzielibyśmy się czegoś nowego o sobie. Ale pomyślalam, że: „to jest marzenie, które nigdy się nie spełni.”

Kiedy podzielilam sie nim z moim tatą, tata powiedział mi: „To, co nazywasz marzeniem jest rzeczywistościa w krajach rozwiniętych, zwłaszcza w USA, gdzie różne grupy etniczne z różnych części świata żyją razem. Każdy zajmuje sie swoją pracą i rozwija swoje zainteresowania. Bez względu na pochodzenie, czy religię, każdy może coś osiągnąć w miarę możliwości, dzięki swojej determinacji i wysiłkowi.” Tato wymienił mi nazwiska osób z naszego miasta, którzy są teraz profesorami, lekarzami czy biznesmenami.”

Od razu pomyślałam o prezydencie Obamie, obecnym prezydencie Stanów Zjednoczonych, człowieku pochodzenia afrykańskiego, który dotarł na najwyższe stanowisko polityczne w panstwie. To właśnie ludzie wszystkich narodowości i wyznań, wybrali go bez dyskryminacji i rasizmu. A może to jest – powiedział mi z przekonaniem mój tata – największy sekret wielkości i dominacji Ameryki na świecie i wzniesienia się do rangi najwiekszej potegi w swiecie..

W 2005 r. zmarł w naszym mieście ojciec Cominardi. Ojciec Biały, który żył wśród nas i którego wszyscy znali. Był on  jedynym europejczykiem i  chrzescijaninem, ktory żył  pomiedzy muzułmanami. Wszyscy obdarzali go dużym szacunkiem. On poświęcił swoje życie, by czynić dobro, pomagać biednym. Każdego wieczoru udawal się do szpitala ze stertą gazet, słodyczy i innych rzeczy dla pacjentów. W miesiącu Ramadanu, organizował z mieszkańcami miasta program przygotowania posiłkow dla chorych. Codziennie kilka rodzin przynosił le ftour (kolacje), aby rozdać go chorym w szpitalu. Tata powiedział mi, że ludzie tłoczyli się aby zarejestrować sie na liście ofiarodawców.
Kiedy byłam mała poznałam ojca Cominardiego, kiedy bylam przy mojej mamie w szpitalu, przy porodzie. Przyniósł nam cukierki, uśmiech i dodawał mamie otuchy. Zapewnial mamę o modlitwie i życzył jej szybkiego powrotu do sil. Robił tak ze wszystkimi chorymi.
Pamiętam, kiedy byłam uczennicą w gimnazjum, wraz z moim tata poszliśmy do teatru, gdzie odbywala sie uroczystość czterdziestego dnia po śmierci ojca Cominardiego… Sala byla pełna ludzi, którzy słuchali chrześcijan, którzy przybyli specjalnie na tę okazję. Słuchałam wypowiedzi różnych ludzi: pisarzy, intelektualistow, nauczycieli i prostych obywateli. Oprócz prac charytatywnych, ojciec Cominardi interesowal sie badaniami naukowymi w dziedzinie historii. Tata powiedział mi, że ojciec Cominardi stal się ważnym autorytetem w dziedzinie historii epoki kamiennej dla wszystkich badaczy, którzy chcą studiować historię w naszym regionie. Ojciec Cominardi zachowal w swoim biurku różne dokumenty, fotografie i rękopisy.
Spotkanie zakończyło się modlitwą chrzescijan i muzułmanow, wszyscy słuchali jej z szacunkiem i powagą.

Z tego o czym opowiadał mi dziadek o przyjaźni istniejącej  w okresie kolonialnym między różnymi religiami i co mój tata  opowiedział mi o ojcu Cominardi,
który był chrzescijaninem a utrzymywał ścisłe relacje z  muzułmanami, mieszkańcami Ain Sefry, którzy go kochali, szanowali i pomagali mu czynić dobro, dowiedziałem się, że jako ludzi, łączy nas wiele pięknych rzeczy. Żyjemy na tej samej planecie, oddychamy tym samym powietrzem, widzimy to samo niebo, mimo różnic religijnych, kulturowych,czy też koloru skóry, rasy czy płci, możemy żyć razem, miłowac się wzajemnie współpracując dla dobra całej ludzkości.

Amel Amier

(z francuskiego przetłumaczyła s. Gosia Popławska)

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *