S. Cecile Dile w służbie młodzieży

Proszę o krótkie przedstawienie się.

Mam na imię Cécile Dilé. Jestem siostrą misjonarką. Pochodzę z Maine et Loire we Francji. W mojej młodości byłam członkiem ruchu Służby Misyjnej Młodzieży – SMJ w Angers. Po wstąpieniu do Sióstr Misjonarek NMP Królowej Afryki zostałam posłana do Kongo, do stolicy Kinshasy.

W jaki sposób poznałaś S.M.J?

Kiedy byłam w 6 klasie, oglądałam slajdy o obozie SMJ. Wtedy zrodziło się we mnie pragnienie uczestniczenia w takim obozie. Wtedy jednak nie wiedziałam jeszcze dlaczego. Trzy razy brałam udział w tym obozie jako uczestniczka. Potem została animatorką.

Co podobało Ci się w ruchu S.M.J?

Fascynowała mnie otwartość i radość życia jaka tam spotkałam, a także prostotę i dzielenie się wiarą. Lubiłam słuchać opowieści misjonarzy. Dotknęła mnie ich miłość do ludzi wśród których przebywali. Życie w grupie fascynowało mnie, nasza radość była głęboka i prawdziwa. Przeżywałam mocno nasze modlitwy w wydmach i na plaży; nie były nudne i monotonne.

Co uderzyło Cię w S.M.J?

Byłam dotknięta faktem, że S.M.J. nie był tylko ruchem dla ruchu ale służbą. Misja nie kończyła się wraz z obozem, ale trwała tam gdzie mieszkaliśmy na co dzień. Misja nie ma granic.

Czego nauczył Cię pobyt w S.M.J.?

Przede wszystkim otwarcia na innych, szczególnie na inne narody. Ten ruch poszerzał moje horyzonty umysłowe. Pamiętam młodą dziewczynę z Wietnamu, która musiała uciekać z kraju, przekroczyć nocą rzekę. Ona opowiadała swoją historię z pomocą pudła, kolorowego papieru i maski, które sama zrobiła. Potem tańczyła przed nami. To było piękne. Te obozy były równie ważne z powodu treści duchowych. Animatorzy zawsze przygotowywali czas modlitwy i celebracji. Pamiętam dobrze nasze wspólne modlitwy, były one dostosowane do naszego wieku i uczyły nas modlitwy osobistej. Wszystko miało swój rytm.

Czy te obozy w jakiś sposób przygotowały Cię do Twojego późniejszego życia w zakonie i na misjach?

Tak, tam dowiedziałam się wiele o Afryce. Pamiętam spotkanie z misjonarzem z Beninu, z Burkina Faso czy Madagaskaru… Opowiadali wiele interesujących rzeczy, pokazywali slajdy i zdjęcia. W ten sposób odkryłam życie w wioskach afrykańskich, sytuację kobiet i dzieci. To było zapoznawanie się z tym kontynentem, oczywiście niekompletne, ale poczułam wtedy smak Afryki.
Kiedy byłam na trzecim roku studiów pielęgniarskich w Angers, wyjechałam do Senegalu z innymi studentami na staż w slumsach. Liczni przyjaciele naszego ruchu S.M.J. nasi animatorzy popierali ten wyjazd i wspierali nas w tym nowym doświadczeniu. O czym tak wiele słyszałam teraz mogłam tego sama dotknąć i doświadczyć. To było wspaniałe.
Tak jak wielu młodych ludzi była daleka od życia religijnego a Kościół był dla mnie instytucją nudną, od której się dosunęłam. Dzięki jednej przyjaciółce, która uczestniczyła w S.M.J. znalazłam znowu drogę do Kościoła. Moja wiara dojrzewała, a ja zaczęłam podejmować własne decyzje. Zostałam animatorką. Spotykałam coraz więcej misjonarzy i przez ich prostotę, oddanie siebie dla Chrystusa w innych ludziach, miłość do Chrystusa, ich radość i czułam coraz mocniejsze zaproszenie i wezwanie Jezusa. Misjonarze towarzyszyli nam w drodze dojrzewania i zaangażowania w Kościele.

Co chciałaby siostra powiedzieć ludziom młodym z Polski?     

Po prostu: nie bójcie się otworzyć Waszych okien na innych ludzi, nie bójcie się pytać i być zainteresowanym tym co inne, nowe, nieznane. Uczcie się od misjonarzy aż poczujecie smak, zobaczycie piękno i dotkniecie sami bogactwa Kościoła afrykańskiego i innych kościołów lokalnych.

Jeśli sos ma zawsze ten sam smak to będzie nudny i banalny. Dlatego też Kościoły lokalne potrzebują przyjmować i wysyłać misjonarzy aby nasza wiara miała zawsze dobry, uniwersalny smak.

Sr Cécile Dilé 

ceciledile@hotmail.com

przeczytaj wywiad z s. Cecile

więcej o pracy w Afryce znajdziesz w świadectwie misyjnym

 

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *