Odkryj Kościół w Tunezji

Odkryj Kościół w Tunezji

Odkryj Kościół w Tunezji

razem z Misjonarkami i Misjonarzami Afryki

Siostrami i Ojcami Białymi

28 kwietnia – 8 maja 2017

 

 

Odkryj charyzmat ukierunkowany na Dialog z Islamem oraz pracę na rzecz sprawiedliwości i pokoju.

 

W programie:

 

  • spotkanie z historią starożytnej Tunezji poprzez poznawanie kultury punickiej, rzymskiej i chrześcijańskiej: zwiedzanie Kartaginy, portu punickiego i ruin rzymskich; wizyta w muzeum i spacer uliczkami Tunisu,

 

  • odkrywanie historii Kościoła pierwszych wieków Chrześcijaństwa: zwiedzanie miejsc związanych z życiem św. Perpetuy i Felicity,
    św. Augustyna i św. Moniki oraz św. Cypriana, a także czas na modlitwę inspirowaną ich pismami i tekstami liturgii Kościoła Afryki Północnej,

 

  • spojrzenie na historię Sióstr Białych, Ojców Białych i kardynała Lavigerie w Tunezji:

– zwiedzanie Akropolium w Kartaginie, Bazyliki św. Ludwika wzniesionej przez kardynała Lavigerie, prymasa Afryki,

– realizacja „Instrukcji dla Misjonarzy” kardynała Lavigerie: wprowadzenie do języka i kultury poprzez nauką grzecznościowych zwrotów w języku arabskim oraz chrześcijańskich pieśni w tymże języku, a także spotkanie z dwoma wspólnotami,

 

  • spotkanie z Chrześcijanami żyjącymi w Tunezji

– w miejscach ich modlitwy, udział we Mszy świętej

– spotkanie z biskupem i wikariuszem generalnym

– udział w spotkaniach i aktywnościach duszpasterskich prowadzonych przez Tunezyjski Kościół: wizyty w bibliotekach, centrach kulturalnych, etc.

 

Koszt pobytu 190 euro (noclegi, wyżywienie i transport na miejscu).

Przelot z Polski do Tunezji nie jest wliczony.

Wiek uczestników 20 – 35 lat

 

Kontakt:

  1. Mapendo Masirika

Zgromadzenie Sióstr Misjonarek NMP Królowej Afryki (Siostry Białe)

ul.Chodkiewicza 9; 20-813 Lublin

tel. +48 81 533 31 57 lub 729 29 51 84

e-mail: mvapoland@gmail.com

www.siostrybiale.org
facebook: Sisotry Misjonarki NMP Królowej Afryki

 

2. Mariusz Bartuzi, M.Afr.

Misjonarzy Afryki – Ojcowie Biali

ul. Ziemska 37 – Natalin

21-002 Jastków / Polska

Tel. : +48 81 746 79 85

animacja@ojcowiebiali.org

www.facebook.com/ojcowiebiali

 

 

 

Relacja z soboty misyjnej – styczeń 2017

Relacja z soboty misyjnej – styczeń 2017

Jest styczniowy sobotni poranek. Prawie cały Lublin otulony leciutką śnieżną pierzynką jeszcze śpi. Tylko nieliczni wychylają nosy z bloków, domów, prowadząc na smyczy swoje czworonogi bądź pędząc po świeże bułeczki. Ci, pamiętając o swych obowiązkach, brną przez przysypane chodniki, wydeptując na nich nowe ścieżki. O tej porze przecież nie wszystko jest odśnieżone. A śnieg nadal sypie. Kolejne płatki delikatnie niesłyszalnie suną w dół i opadają tworząc śnieżną pokrywę, ku uciesze rozpoczynających ferie dzieci i innych zimnolubnych (do których należę też ja!). Zachwytom nie ma końca. Niewysłowione piękno. Pan Bóg jest nie tylko wspaniałym Ojcem. Jest Artystą, jakiego na kuli ziemskiej się nie spotka. Cudowne te Jego dzieła.

W taki oto poranek powoli budzą się ci, którzy o dziewiątej planują znaleźć się na ulicy Powstańców Śląskich. Nie, nie, żadnego pospolitego ruszenia nie będzie! W tym oto miejscu swój dom mają siostry misjonarki NMP Królowej Afryki. I tam odbędzie się comiesięczne spotkanie – zwane przez sympatyków sobotą misyjną.

Wszystko rozpoczęło się od modlitwy i rozważania Słowa Bożego (Mk 2, 13-17)
w małych grupkach. Tym razem uczestnicy próbowali – jak Lewi, syn Alfeusza – szukać w swych sercach odpowiedzi na wezwanie Pana: „Pójdź za Mną!” oraz dzielili się tym, co ich szczególnie ujęło we wskazanym fragmencie Ewangelii.

Po spotkaniu z Panem Jezusem wszyscy zebrali się w muzeum. Nie brakło wspólnych śpiewów, tym razem w języku lingala. Niezastąpioną nauczycielką była s. Mapendo. Tylko uczniowie może nie do końca utalentowani, bo po czasie zostało im w głowie jedno słówko „esengo”, śpiewane na koniec po kolejnych wersach.
Dalej poprzypominano sobie nawzajem swoje imiona, kilkakrotnie je powtórzono, przedstawiając się w języku swahili. Próbę nauczenia uczestników kilku słówek w tym języku podjęła s. Anafrida. Trzeba dodać, że lekcja ta i tak była o wiele łatwiejsza niż poprzednia, z liczbami i dniami tygodnia. Po wysłuchaniu kolędy w tymże języku, nadszedł czas na najważniejszą część – świadectwo osoby, która była na misjach.

I w tym momencie w Muzeum znalazła się uśmiechnięta kobieta, odziana w błękitne, wzorzyste sari – Dominika, która półtora roku (jedynie z krótkimi przymusowymi przerwami na zdobycie wiz) spędziła w Indiach. Wyjechała tam przygotowana przez organizację Domy Serca. Dominika pokazała mnóstwo zdjęć i pełna entuzjazmu opowiedziała o swoim pobycie w Indiach. Początki, jak to zwykle bywa,
do najłatwiejszych nie należały. Bo oto okazało się, że trzydziestoletnia osoba nie potrafi ani jeść, ani spać, ani się ubrać, ani gotować… Oczywiście, według indyjskich zwyczajów. Nie wspominając już o języku i porozumiewaniu się z miejscową ludnością. Z czasem jednak wrosła w społeczność, w której się znalazła i teraz twierdzi, że jej serce zostało tam.

I choć Dominika pięknie opowiadała, i można byłoby słuchać i słuchać, to jednak tu
i ówdzie przygrywał już marsz. Dla wyjaśnienia dodam, że zwykle mawia się, iż „kiszki marsza grają”, a wtedy wiadomo już, o co chodzi. Nadszedł więc czas obiadu. Pysznego, fasolkowego obiadu. Choć hitem podczas tego posiłku okazała się… szarańcza, przekąska przywieziona przez p. Janusza z Tanzanii bądź Ugandy. Kto tylko chciał, mógł spróbować tego afrykańskiego przysmaku, rozsiewającego dość specyficzny zapach po podgrzaniu na patelni. Trzeba przyznać, że sporo śmiałków się znalazło. Wszyscy żyją.

Wspólne siedzenie przy stole sprzyjało swobodnym pogawędkom, zaś przed godziną piętnastą wszyscy znaleźli się w małej, świątecznie udekorowanej kapliczce. Był to czas wyciszenia, spotkania z Panem Jezusem, zakończony wspólną modlitwą
– Koronką do Bożego Miłosierdzia.

Na zakończenie zaś – dla tych, którzy mieli jeszcze wolną chwilkę – lekcja cierpliwości, czyli twórcze działania pod okiem s. Gosi, która próbuje rozbudzić ducha artysty
w każdej osóbce. Okazuje się, że każdy coś potrafi, jeśli tylko chce się nauczyć. Czy to ozdabianie wazoników techniką decoupage, czy też wykonywanie biżuterii z małych koralików, zaś dla tych, którym zabrakło chęci, weny czy wiary, że podołają zadaniu, czeka miska wypełniona orzechami i dziadek do orzechów. Tym razem na warsztacie artystów były koraliki. Mozolna robota. Ale efekt, trzeba przyznać, całkiem niczego sobie. A podczas pracy można przyjemnie pogawędzić (ci, którzy trzymali w zębach żyłkę,  aby koraliki nie pospadały, co rusz jedynie pomrukiwali lub lekko zniecierpliwieni, pojękiwali).

Wieczorny mrok ogarnął Lublin, gdy ostatni uczestnicy soboty misyjnej opuszczali dom sióstr, cichutko stąpając po miękkiej śnieżnej powierzchni. I mówiąc sobie „do zobaczenia za miesiąc”, znów udawali się do siebie, swojej codzienności, ubogaceni tym wszystkim, czego doświadczyli tego dnia. Pięknego, dobrego, pełnego spokoju
i ludzkiego ciepła dnia! Domy Serca istnieją, naprawdę. Przyjdź w lutym, jeśli chcesz się przekonać.

Wioletta Matyjasek

 

Enregistrer

Siostra Chimwemwe Teresa Mgangira z Malawi

Siostra Chimwemwe Teresa Mgangira z Malawi

Siostra Chimwemwe Teresa Mgangira pochodzi z Malawi. Należy do Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Najświętszej Maryi Panny Królowej Afryki (Siostry Białe). Obecnie przebywa
w Nairobi (Kenia). Pomimo problemów zdrowotnych udziela się jak tylko może, np. pomagając innym siostrom
i studentom w nauce języka angielskiego. Gdy tylko jej stan zdrowia na to pozwoli, chciałaby wrócić do pracy w parafii Guadalupe (Nairobi).

s.Georgette Ouedraogo: Siostro Chimwemwe, czy możesz podzielić się z nami doświadczeniem swojej pracy misyjnej? Kiedy czułaś się najbardziej zaangażowana, poruszona?

s.Chimwemwe Teresa Mgangira: Było to wtedy, kiedy otrzymałam nominację do Mwanzy (Tanzania). Razem z naszymi siostrami chodziłam na Mszę Świętą o godzinie 6.00 rano. Pewnego poranka byłam zaskoczona i smutna widząc dzieci śpiące na poboczu drogi i na zewnątrz sklepów. Zapytałam siostry, kim one są. Powiedziały mi, że są to dzieci mieszkające na ulicy, które nie mają gdzie się podziać. Nie mogłam tego zrozumieć. Wiedziałam, że te dzieci żebrzą na ulicy, ale nie sądziłam, że na niej śpią. Myślałam, że wieczorem wracają do swoich domów.

Byłam więc bardzo szczęśliwa, kiedy zostałam poproszona o studiowanie doradztwa. Dzięki temu byłam dobrze przygotowana, gdy późniejszy arcybiskup Mayala z Mwanzy poprosił naszą siostrę prowincjalną o posłanie jednej z sióstr do pracy z dziećmi ulicy w Mwanzie, zwłaszcza z dziewczętami. Kiedy wróciłam do Mwanzy, zrobiłam rozeznanie. Chciałam wiedzieć, skąd pochodzą chłopcy i dziewczęta, którzy mieszkają na ulicy. Chodziłam wtedy na  targ, nad jezioro, a nawet do nocnych barów, aby spotkać młodych ludzi, którzy opuścili swoje rodziny i stworzyli własne wspólnoty – mieszkających na ulicy. Było to bardzo ryzykowne, ale dzięki pomocy policji i samych dzieci okazało się możliwe.

Słowo Boga, które towarzyszyło mi podczas tego doświadczenia, pochodzi z Ewangelii według św. Jana (1, 38-39) i jest związane z powołaniem oraz świadectwem pierwszych uczniów: „Mistrzu, gdzie mieszkasz?”- zapytali Jezusa uczniowie, a On odpowiedział: „Chodźcie, a zobaczycie.” Te słowa wyrażały wówczas moje najgłębsze pragnienia. Słyszałam Jezusa mówiącego mi, że jeśli chcę wiedzieć, gdzie On mieszka, muszę wyjść na ulice, aby Go tam szukać. Ulice Mwanzy stały się dla mnie żywą Biblią. Spotykałam tam ludzi – tak jak Jezus – trędowatych, niewidomych, chorych, żebraków i oczywiście dzieci. Spacerowałam wzdłuż ulic, nad brzegiem jeziora, po targu, wiedząc, że Jezus wzywa mnie – „chodź i zobacz, gdzie mieszkam.” Jezus zapraszał mnie także poprzez Słowo z Ewangelii według św. Łukasza (4, 14-21):

                             „Duch Pański spoczywa na Mnie,

                              ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie,

                              abym ubogim niósł dobrą nowinę,

                              więźniom głosił wolność,

                              a niewidomym przejrzenie…”

 Czułam, że Jezus zapraszał mnie, abym to ja osobiście otworzyła Księgę i uczyniła Jego słowa moimi, abym nimi żyła. Pamiętam piosenkę, której słowa poruszyły mnie na długi czas:

„Jezus nie ma rąk, stóp, głosu na ziemi, prócz naszych”. Naprawdę czułam, że żyję Słowem Bożym w bardzo konkretny sposób, znajdując Go wśród młodych ludzi żyjących na  ulicy, trędowatych, niewidomych i żebrzących. W tym czasie nawiązałam kontakt z wieloma osobami, którzy zostali moimi przyjaciółmi i którzy pomagali mi.

Pewnego dnia, gdy rozmawiałam z chłopcami, którzy brali narkotyki nad brzegiem jeziora, przyjechała policja. Zabrali mnie razem z chłopcami na komisariat. Kiedy jednak dowiedzieli się (dzięki pomocy naszego arcybiskupa), kim jestem i jaka jest moja misja, dali mi specjalną kartę identyfikacyjną.

Jeden z chłopców, który był bardzo utalentowany plastycznie, uczył innych rysunku. Zrobili oni przepiękne, a jednocześnie proste, kartki bożonarodzeniowe i kalendarze. Nasza Rada Generalna, a także nasze siostry z Mwanzy i Misjonarze Afryki z Nyenngezi kupili kilka z nich. Dziewczynki uczyły się szycia i robienia na drutach. Ja uczyłam dzieci, jak się modlić, prowadziłam katechezę.

Georgette: Co wyjątkowego było w tym doświadczeniu?

Chimwemwe: Najbardziej znaczące było dla mnie Słowo Boga. Zainteresowanie ze strony Zgromadzenia, mojej wspólnoty i różnych ludzi, którzy przyłączyli się do mnie, udzielali wsparcia. Łaską było dla mnie spotkanie Boga w ludziach mieszkających na ulicy. Mogłam zmienić moje nastawienie. W przeszłości mówiłam ludziom z ulicy, aby wrócili do domu, ale później starałam się być bardziej wyrozumiała, zwłaszcza kiedy odkryłam, że większość z nich żebrała na ulicy o miłość, o zainteresowanie,
o wysłuchanie.

Georgette: Kto jeszcze angażował się w tę pomoc?

Chimwemwe: Arcybiskup Mayala, nasze siostry – zarówno z miejscowej wspólnoty, jak i z całego Zgromadzenia, policja, Misjonarze Afryki (Ojcowie Biali) z Nyengezi,
a także wierni z różnych parafii.

Georgette: Jakie uczucia Ci towarzyszyły?

Chimwemwe: Na początku byłam smutna, ale z czasem, kiedy byłam bardziej zaangażowana, czułam się podekscytowana i szczęśliwa. Czułam także większą pewność, mimo że czasami doświadczałam rozczarowania, gdy niektórzy chłopcy, odbywający integrację w rodzinach, decydowali się powrócić na ulicę.

Georgette: Co było skutkiem tego doświadczenia?

Chimwemwe: Zaczęłam pisać artykuły. Zmieniło się moje spojrzenie na ludzi z ulicy, przekonałam się, że czasem ulica była dla nich lepszym miejscem do życia niż ich własny dom. W końcu byłam w stanie pomóc jednej z naszych sióstr w zainicjowaniu podobnego projektu w innym miejscu. Ciągle jeszcze przechowuję obraz syna marnotrawnego wykonanego przez jednego z chłopców, który znalazł się na ulicy. Ten obraz wiele dla mnie znaczy.

Georgette: Co najbardziej cenisz sobie w Zgromadzeniu Sióstr Misjonarek NMP Królowej Afryki?

Chimwemwe: Aspekt dawania świadectwa, możliwość mieszkania razem, mimo że jesteśmy z różnych krajów. Poczucie bliskości z ubogimi. Nauka języka ludzi, z którymi  pracujemy i języka kraju, w którym mieszkamy. Modlitwa i refleksja nad moimi doświadczeniami.

Jeśli chodzi o mnie samą, to cenię sobie to, w jaki sposób wchodzę w relacje z ludźmi oraz swoją bliskość z nimi, a także moją wiarę, dzięki której jestem w stanie towarzyszyć im w ich duchowej podróży. Nasze Zgromadzenie pomogło mi znaleźć Boga w moim życiu  i wierzyć, że nie ma miejsca, w którym On nie jest obecny.

Georgette: Jak misja Zgromadzenia zmieniła Ciebie i innych?

Chimwemwe: Miłość jest tajemnicą. Miłość Chrystusa wyrażona w tym, co robimy
i kim jesteśmy, jest fundamentalną wartością. To jest to, co przyprowadziło nasze siostry do Afryki i pozwoliło im dokonać wielu cudów na naszym kontynencie. Ludzie różnych ras, kultur i narodowości żyją razem i są świadkami Bożej miłości tutaj na ziemi.

Wywiad przeprowadziła siostra Georgette Ouedraogo z Burkina Faso.

 

Enregistrer