Wywiad z Marysią i Piotrem Majewskimi

Marysiu i Piotrze, czy możecie nam się  przedstawić?

To już wiadomo, jak się nazywamy . Pochodzimy z Bydgoszczy, jesteśmy małżeństwem od półtora roku. Nie byliśmy
w Afryce od 302 dni.

 W zeszłym roku wyjechaliście do Ghany. Co było celem waszego wyjazdu i czemu właśnie ten kraj?

Piotrek: Chcieliśmy zrobić coś dla innych,
a przy okazji poszerzyć horyzonty. A dlaczego Ghana? Bo tam nas zaproszono.

Marysia: Celem było zrobienie czegoś dobrego. W pewnym momencie okazało się, że nie brak nam odwagi do wyjazdu. Ja zawsze byłam ciekawa świata i wszystko chciałam zobaczyć, wszystkiego dotknąć czy spróbować. Dla mnie ten wyjazd to była możliwość zobaczenie kawałka innego świata, ale w wydaniu codziennym a nie wakacyjnym – do Ghany można przecież lecieć na wakacje. Kiedy zaczęliśmy mówić, że wyjeżdżamy, okazało się, że wielu osobom sprawiałoby to dużo problemów lub mieliby obawy przed takim wyjazdem. Mówili, że jesteśmy odważni decydując się na wyjazd. Wtedy zrozumiałam, że powinniśmy to zrobić – bo nie każdy by chciał czy miał odwagę tam jechać, nawet jeśli by mógł – więc kto jak nie my. Jeżeli my (czyli ci, którzy nie widzą wielkich problemów) zrezygnujemy, to nie będzie komu tam jechać – poczułam takie wewnętrzne przynaglenie, że to jest droga dla mnie.

 

Jak wyglądały wasze przygotowania? Kto wam pomagał?

Piotrek: Przygotowań było sporo. Trzeba było zebrać fundusze, załatwić wizy, poszukać tanich połączeń, zaplanować ekwipunek i go zdobyć, douczyć się języka, załatwić urlop w pracy itd. Nie zapomnieliśmy też o Bogu. Siostra Anafrida nawet poprowadziła nam mini rekolekcje. Pomoc merytoryczną mieliśmy od sióstr, zaś materialną od ofiarodawców.

Marysia: Przygotowania wyglądały ciekawie, bo Piotrek praktycznie do ostatniego dnia pracował… Ja przygotowywałam się do wyjazdu w zasadzie dwa lata, od pierwszej wizyty
u Sióstr Białych w Lublinie. Wiele rzeczy praktycznych robiliśmy sami. Jeżeli chodzi
o długofalowe przygotowanie, to pomagały nam siostry.

 

Jakie były wasze pierwsze wrażenia po przyjeździe do Ghany?

Piotrek: Po wyjściu z samolotu: gorąco, parno, mnóstwo różnych zapachów, kolorowo. Te doznania pozostały
z nami do końca. Oczywiście najciekawsi i najbardziej zaskakujący byli ludzie.

Marysia: Gorąco i palmy. O 23.00 wysiedliśmy na lotnisku w Akrze i uderzyło nas ciepło. Nie takie gorąco jak u nas, ale takie wszechobecne ciepło, co było miłym uczuciem po chłodzie w samolocie. Było ciemno, więc świat zobaczyliśmy nazajutrz przez okno. Mnie osobiście bardzo podobały się palmy daktylowe za oknem hotelu
w Akrze.

 

Co urzekło was w tamtejszej  kulturze, ludziach, a co było wyzwaniem?

Piotrek: Mnie najbardziej urzekła ich otwartość. Wielu chciało nas poznać. Tak po prostu, nie tylko dlatego, że jesteśmy biali, choć to z pewnością budziło dodatkową ciekawość. Sami
z siebie zatrzymywali się różnymi pojazdami, proponując podwózkę i chwilę rozmowy. Często się uśmiechali. Początkowo byłem nieufny wobec tych zachowań, myślałem „na pewno czegoś od nas chcą” , ale oni po prostu tacy są. Może ze trzy osoby miały do nas interes, reszta zaś chyba po prostu lubi ludzi i tego moglibyśmy się od nich uczyć.

Marysia: Trudno coś powiedzieć o kulturze. Ludzie tam żyją po prostu inaczej. Ja osobiście bardzo ciężko znosiłam temperaturę i kontakt z ludźmi miałam ograniczony. Bardzo miłe były nauczycielki w szkole, z którymi współpracowaliśmy. Miłe było też przywitanie w niedzielę w lokalnej wspólnocie. Wszyscy się uśmiechali i życzyli nam miłego pobytu.

 

 

Czy wiara w Boga pomogła wam żyć tym nowym doświadczeniem?

Piotrek: Gdyby nie wiara, w ogóle by nas tam nie było. Powiedziałbym nawet, że każdy spędzony tam dzień był możliwy dzięki Niemu. Gdy czułem się obco w tym dziwnym kraju, Pan Bóg był dla mnie stałym elementem. Wszystko było inne, ale On ten sam.

Marysia: Intensywnym doświadczenie była modlitwa z siostrami, która czasem odbywała się częściowo po francusku. Symboliczne było to, że w czasie naszych modlitw, swoje wieczorne modlitwy mieli również muzułmanie, nasi sąsiedzi. Przyznam się szczerze, że ze względu na swoje problemy zdrowotne związane z temperaturą, „załapałam bunt” na Boga. Było dla mnie trudnym doświadczeniem, że po tylu przygotowaniach do niemal 6-miesięcznego pobytu, musieliśmy wrócić tak szybko. Miałam żal o to, że moje plany się nie zrealizowały. Była to dla mnie wielka lekcja pokory. Z jednej strony doszło do wyjazdu, z drugiej pytanie o sens, skoro był tak krótki, a  z trzeciej to poczucie bezradności z powodu bezsenności. Był taki moment, że uważałam nasz wyjazd za bezsensowny. Tyle chciałam zrobić, a nie byłam w stanie. Wtedy siostra Maggie powiedziała, że najważniejsza jest nasza obecność. Bóg pokazał, że sami niewiele możemy zrobić, a jednocześnie pozwolił nam jechać, więc nasza obecność musiała mieć sens.

 

Czego się nauczyliście o sobie, Bogu, ludziach?

Piotrek: O sobie, że mogę więcej, niż sądziłem i że moje horyzonty były węższe, niż mi się wydawało. O Bogu, że jest wszędzie taki sam i że wiara w Niego powinna być czymś oczywistym. Po raz kolejny też odkryłem, jak genialny jest Stwórcą, jak jest kreatywny. O ludziach, że różnimy się tak wieloma rzeczami, a jednak mamy podobne potrzeby
i że te różnice nie tylko nie muszą być powodem sporów, ale wręcz umożliwiają radość z poznawania się nawzajem.

Marysia: Ja odkryłam, że jestem słabym człowiekiem, że moja zaradność, pomysłowość i odwaga zostały mi dane jako dar, a nie są osobistą zasługą. O Bogu nadal chyba nic nie wiem… odkryłam, że zawsze trzeba Go poznawać. A o ludziach, że jak żona choruje, to mąż musi ją podnosić wieczorem na rękach, wtedy rano będzie zdrowa, jak radziła nam jedna nauczycielka (śmiech).

 

Czego możemy wam życzyć?

Żebyśmy odkryli, czego Bóg chce od nas. Dziś marzy nam się gospodarstwo na wsi, a z drugiej strony chciałoby się jeszcze raz pojechać do Ghany, niejako dokończyć rozpoczętą misję, tym razem już wyłącznie z ufnością w Boże prowadzenie, a nie licząc na własne siły. To pozwoliłoby nam na lepsze przeżycie tego doświadczenia, jak i przysłużenie się Kościołowi na misjach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *