Siostra Chimwemwe Teresa Mgangira z Malawi

Siostra Chimwemwe Teresa Mgangira pochodzi z Malawi. Należy do Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Najświętszej Maryi Panny Królowej Afryki (Siostry Białe). Obecnie przebywa
w Nairobi (Kenia). Pomimo problemów zdrowotnych udziela się jak tylko może, np. pomagając innym siostrom
i studentom w nauce języka angielskiego. Gdy tylko jej stan zdrowia na to pozwoli, chciałaby wrócić do pracy w parafii Guadalupe (Nairobi).

s.Georgette Ouedraogo: Siostro Chimwemwe, czy możesz podzielić się z nami doświadczeniem swojej pracy misyjnej? Kiedy czułaś się najbardziej zaangażowana, poruszona?

s.Chimwemwe Teresa Mgangira: Było to wtedy, kiedy otrzymałam nominację do Mwanzy (Tanzania). Razem z naszymi siostrami chodziłam na Mszę Świętą o godzinie 6.00 rano. Pewnego poranka byłam zaskoczona i smutna widząc dzieci śpiące na poboczu drogi i na zewnątrz sklepów. Zapytałam siostry, kim one są. Powiedziały mi, że są to dzieci mieszkające na ulicy, które nie mają gdzie się podziać. Nie mogłam tego zrozumieć. Wiedziałam, że te dzieci żebrzą na ulicy, ale nie sądziłam, że na niej śpią. Myślałam, że wieczorem wracają do swoich domów.

Byłam więc bardzo szczęśliwa, kiedy zostałam poproszona o studiowanie doradztwa. Dzięki temu byłam dobrze przygotowana, gdy późniejszy arcybiskup Mayala z Mwanzy poprosił naszą siostrę prowincjalną o posłanie jednej z sióstr do pracy z dziećmi ulicy w Mwanzie, zwłaszcza z dziewczętami. Kiedy wróciłam do Mwanzy, zrobiłam rozeznanie. Chciałam wiedzieć, skąd pochodzą chłopcy i dziewczęta, którzy mieszkają na ulicy. Chodziłam wtedy na  targ, nad jezioro, a nawet do nocnych barów, aby spotkać młodych ludzi, którzy opuścili swoje rodziny i stworzyli własne wspólnoty – mieszkających na ulicy. Było to bardzo ryzykowne, ale dzięki pomocy policji i samych dzieci okazało się możliwe.

Słowo Boga, które towarzyszyło mi podczas tego doświadczenia, pochodzi z Ewangelii według św. Jana (1, 38-39) i jest związane z powołaniem oraz świadectwem pierwszych uczniów: „Mistrzu, gdzie mieszkasz?”- zapytali Jezusa uczniowie, a On odpowiedział: „Chodźcie, a zobaczycie.” Te słowa wyrażały wówczas moje najgłębsze pragnienia. Słyszałam Jezusa mówiącego mi, że jeśli chcę wiedzieć, gdzie On mieszka, muszę wyjść na ulice, aby Go tam szukać. Ulice Mwanzy stały się dla mnie żywą Biblią. Spotykałam tam ludzi – tak jak Jezus – trędowatych, niewidomych, chorych, żebraków i oczywiście dzieci. Spacerowałam wzdłuż ulic, nad brzegiem jeziora, po targu, wiedząc, że Jezus wzywa mnie – „chodź i zobacz, gdzie mieszkam.” Jezus zapraszał mnie także poprzez Słowo z Ewangelii według św. Łukasza (4, 14-21):

                             „Duch Pański spoczywa na Mnie,

                              ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie,

                              abym ubogim niósł dobrą nowinę,

                              więźniom głosił wolność,

                              a niewidomym przejrzenie…”

 Czułam, że Jezus zapraszał mnie, abym to ja osobiście otworzyła Księgę i uczyniła Jego słowa moimi, abym nimi żyła. Pamiętam piosenkę, której słowa poruszyły mnie na długi czas:

„Jezus nie ma rąk, stóp, głosu na ziemi, prócz naszych”. Naprawdę czułam, że żyję Słowem Bożym w bardzo konkretny sposób, znajdując Go wśród młodych ludzi żyjących na  ulicy, trędowatych, niewidomych i żebrzących. W tym czasie nawiązałam kontakt z wieloma osobami, którzy zostali moimi przyjaciółmi i którzy pomagali mi.

Pewnego dnia, gdy rozmawiałam z chłopcami, którzy brali narkotyki nad brzegiem jeziora, przyjechała policja. Zabrali mnie razem z chłopcami na komisariat. Kiedy jednak dowiedzieli się (dzięki pomocy naszego arcybiskupa), kim jestem i jaka jest moja misja, dali mi specjalną kartę identyfikacyjną.

Jeden z chłopców, który był bardzo utalentowany plastycznie, uczył innych rysunku. Zrobili oni przepiękne, a jednocześnie proste, kartki bożonarodzeniowe i kalendarze. Nasza Rada Generalna, a także nasze siostry z Mwanzy i Misjonarze Afryki z Nyenngezi kupili kilka z nich. Dziewczynki uczyły się szycia i robienia na drutach. Ja uczyłam dzieci, jak się modlić, prowadziłam katechezę.

Georgette: Co wyjątkowego było w tym doświadczeniu?

Chimwemwe: Najbardziej znaczące było dla mnie Słowo Boga. Zainteresowanie ze strony Zgromadzenia, mojej wspólnoty i różnych ludzi, którzy przyłączyli się do mnie, udzielali wsparcia. Łaską było dla mnie spotkanie Boga w ludziach mieszkających na ulicy. Mogłam zmienić moje nastawienie. W przeszłości mówiłam ludziom z ulicy, aby wrócili do domu, ale później starałam się być bardziej wyrozumiała, zwłaszcza kiedy odkryłam, że większość z nich żebrała na ulicy o miłość, o zainteresowanie,
o wysłuchanie.

Georgette: Kto jeszcze angażował się w tę pomoc?

Chimwemwe: Arcybiskup Mayala, nasze siostry – zarówno z miejscowej wspólnoty, jak i z całego Zgromadzenia, policja, Misjonarze Afryki (Ojcowie Biali) z Nyengezi,
a także wierni z różnych parafii.

Georgette: Jakie uczucia Ci towarzyszyły?

Chimwemwe: Na początku byłam smutna, ale z czasem, kiedy byłam bardziej zaangażowana, czułam się podekscytowana i szczęśliwa. Czułam także większą pewność, mimo że czasami doświadczałam rozczarowania, gdy niektórzy chłopcy, odbywający integrację w rodzinach, decydowali się powrócić na ulicę.

Georgette: Co było skutkiem tego doświadczenia?

Chimwemwe: Zaczęłam pisać artykuły. Zmieniło się moje spojrzenie na ludzi z ulicy, przekonałam się, że czasem ulica była dla nich lepszym miejscem do życia niż ich własny dom. W końcu byłam w stanie pomóc jednej z naszych sióstr w zainicjowaniu podobnego projektu w innym miejscu. Ciągle jeszcze przechowuję obraz syna marnotrawnego wykonanego przez jednego z chłopców, który znalazł się na ulicy. Ten obraz wiele dla mnie znaczy.

Georgette: Co najbardziej cenisz sobie w Zgromadzeniu Sióstr Misjonarek NMP Królowej Afryki?

Chimwemwe: Aspekt dawania świadectwa, możliwość mieszkania razem, mimo że jesteśmy z różnych krajów. Poczucie bliskości z ubogimi. Nauka języka ludzi, z którymi  pracujemy i języka kraju, w którym mieszkamy. Modlitwa i refleksja nad moimi doświadczeniami.

Jeśli chodzi o mnie samą, to cenię sobie to, w jaki sposób wchodzę w relacje z ludźmi oraz swoją bliskość z nimi, a także moją wiarę, dzięki której jestem w stanie towarzyszyć im w ich duchowej podróży. Nasze Zgromadzenie pomogło mi znaleźć Boga w moim życiu  i wierzyć, że nie ma miejsca, w którym On nie jest obecny.

Georgette: Jak misja Zgromadzenia zmieniła Ciebie i innych?

Chimwemwe: Miłość jest tajemnicą. Miłość Chrystusa wyrażona w tym, co robimy
i kim jesteśmy, jest fundamentalną wartością. To jest to, co przyprowadziło nasze siostry do Afryki i pozwoliło im dokonać wielu cudów na naszym kontynencie. Ludzie różnych ras, kultur i narodowości żyją razem i są świadkami Bożej miłości tutaj na ziemi.

Wywiad przeprowadziła siostra Georgette Ouedraogo z Burkina Faso.

 

Enregistrer

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *